Pytali przyjaciele mnie, dlaczego
Dowódca nie chciał w to wierzyć,
Że ja marynarz statku flagowego
Stanąłem z własnej woli na branderze.
Pod stopą beczki pełne prochu,
Pochodnia ogniem huczy w ręku,
Bezkresna przestrzeń morza wokół –
Na niej wrogiego brak okrętu.

Lecz ja nie szukam statków wrogich,
Ja cel swój mam: pochodnia drży mi w dłoni!
Bo albo sam mój zamiar spełnię srogi,
Albo na próżno we własnym ogniu spłonę!

Nie! – wracam gdzie zdumiony krzyk załogi,
W burtę się wczepiam i lont ognisty
Na prochy ciskam! Zewsząd bucha ogień
I płonie mój okręt macierzysty!
Załogo! Dowódco mój oparty!
Patrzcie jak ciężko zgniłe belki płoną!
Wszak lepiej spalić okręt grzybem zżarty,
Niżby niesławnie nam na oczach miał zatonąć!

Kto myśli, że spaliło nas
Ten nie wie czym się rządzą dzieje –
Stłumiono pożar, ogień zgasł,
A ja na zgniłej dziś zawisnę rei…

Jacek Kaczmarski
1.1.1977

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak