Czaty Śmiełowskie

Czaty Śmiełowskie2017-10-10T10:02:34+00:00

Wiele dworków, majątków,
Ogrodowych zakątków

Wielkopolskie hołubią równiny;

Ale rzec się ośmielę,
Że przełożysz niewiele

Nad uroki śmiełowskiej dziedziny.

Gdzie dygoce Jarocin
Od rockowych wypocin,

Żerków w dawnej świetności się chowa –

Czy się zmierzcha, czy dnieje –
Śmiełów śmiało jaśnieje

Jak stracona w murawie podkowa.

Gdzie ten koń, co ją stracił?
Gdzie ziemianie bogaci,

Gdzie masońskie fartuszki i młotki?

Kustosz z żoną kustoszką
Namyślają się gorzko

Skąd na remont pałacu wziąć środki.

O, nie tak było drzewiej!
A jak było – nikt nie wie,

Bo nie wszystkie się jawią sekrety,

Kiedy chodzi o miłość,
Polityczną zawiłość

I poetę pod wpływem kobiety.

Tu wieszcz Adam dni szereg
Spędził w piekle rozterek;

Czy powstańcze zasilić ma jatki,

Czy – gdy żądza się perli
W romantycznej scenerii –

Wybrać raczej ramiona mężatki.

Tam reduty, potyczki,
Bem, Prądzyński, Chłopicki

Tam krwiożercze Moskali są rzesze;

Ona tu, niedaleczko,
Ot, przejażdżka nad rzeczką –

Serce, drżyj! W Budziszewku włos czesze.

A spod grzywki niesfornej
Zerka oczko przekorne,

Kuszą wargi czerwieńsze od wina;

Jeszcze niżej – o nieba!
Wszystko jest co potrzeba

A do tego i mąż – poczciwina.

Trudny wybór. Nie dla niej;
Legło w gruzach powstanie

I legł wieszcz – pod najsłodszym z ciężarów.

A wyrzuty sumienia
W patriotycznych skrył pieniach,

Za co wdzięczny do dziś jest mu naród.

Wiele jeszcze przed wieszczem
I uniesień i nieszczęść:

Szlak do Turcji przez Prusy i Francję;

Wieszczył, grzeszył i święcił,
Lecz zachował w pamięci

Biały Śmiełów, srebrzystą Konstancję.

Ach, i ja tu uciekłem,
Gdy utarczki przewlekłe

Obalały gabinet Pawlaka,

By nie Sejm mieć za oknem,
Ale łąki podmokłe,

Lip gałęzie w jemiołach i ptakach.

Tam skandale i grandy,
Tam odchodzi Falandysz,

Tam Namiestnik swój geniusz tłumaczy –

Tu najwyżej doleci
Z pegeeru naprzeciw

Woń gnojówki lub tęskny zew klaczy.

Łotr – kto skrył się w Śmiełowie,
Gdy wichury dziejowe

Rozszarpują ojczyznę na łokcie!

Kto ucieka od strapień
Tu, gdzie nocą w drzwi drapie

Wiatr gałęzią – kochanki paznokciem…

Lecz, jak gromić Adama,
Gdy rozterka ta sama

Zamiast w walce – wyżywa się w piosnkach?

Więc sumienie najszczersze
Dyktowało mi wiersze,

Których temat: „Pochwała łotrostwa”.

Jacek Kaczmarski
19.2.1995

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

Program “Pochwała łotrostwa” powstał w znacznej części dwa i pół roku temu w lutym w pałacyku w Śmiełowie, jest to taki dworek w zasadzie, część Muzeum Narodowego w Poznaniu, którego kustosze, państwo Kostałowscy pozwolili mi tam się schować i pracować. Ta atmosfera tego pałacyku sprawiła, że postanowiłem napisać piosenkę o tym jak powstawał program “Pochwała łotrostwa”. A pałacyk ten wyróżnia się wśród innych tego rodzaju obiektów w Wielkopolsce, że w 1831 roku przebywał tam Adam Mickiewicz i zastanawiał się, wahał się, czy wziąć udział w powstaniu listopadowym. W tym wahaniu się bardzo mu pomagała piękna sąsiadka Konstancja Łubiejska. Z takim skutkiem, ze powstanie upadło, wieszcz nie dojechał. Przebywając tam w Śmiełowie wśród tych pamiątek widać ślady tego wahania, to bardzo było inspirujące. W ten sposób powstała piosenka “Czaty śmiełowskie”, “Czaty”, dlatego, że wzorowana na jednej z najbardziej znanych ballad Mickiewicza “Czaty”. Nie wiem czy państwo pamiętają, to jest ta, która zaczyna się od słów:

“Z ogrodowej altany wojewoda zdyszany
Bieży w zamek z wściekłością i trwogą.
Odchyliwszy zasłony, spojrzał w łoże swej żony,
Pojrzał, zadrżał, nie znalazł nikogo.”

Opracował: Filip P.

 

Dziennikarka – Norwid, Baczyński, Rej, Herbert, Słowacki, Mickiewicz, Witkacy, Prus i coraz bliżej tej klasyki, i ten świat, jak słucha się na przykład Kochanowskiego, ten świat jest piękny…

Jacek – Wszystko zależy od kontekstu i nastroju. Ja bardzo różnie ich używam, czasami jako żart sytuacyjny, tak powstały “Czaty śmiełowskie”, pastisz Mickiewicza, czasami jako próbę zrozumienia siebie poprzez analogie, bo i “Ostatnie dni Norwida”, i w tym samym czasie napisana “Starość Owidiusza” były mniej lub bardziej świadomym ustawianiem siebie w roli poety wygnańca. Trochę może dla podbudowy samopoczucia, może dla próby zrozumienia istoty wygnania – w wypadku Owidiusza jest to wygnanie polityczne, w wypadku Norwida jego wygnanie, samotność bierze się z bezkompromisowości. Za każdym razem inaczej. A w “Kochanowskim” świat jest piękny dlatego, że, to paradoks, to była pierwsza piosenka, napisana w 1990 roku, po długim okresie – może pięć czy sześć lat – picia. To jest pierwsza piosenka napisana na trzeźwo. I prawdopodobnie sam wybór tematu, i taka akceptacja renesansowa świata, i ten wewnętrzny ład i pogoda ducha były odzwierciedleniem mojej prywatnej sytuacji, którą lekarze w Niemczech nazywali trock “enrausch, czyli upicie się trzeźwością. A strasznie się bałem. Pamiętam, że tłumaczyłem swojej ówczesnej żonie, że jednym z powodów picia jest to, iż się boję, że jak przestanę pić, to przestanę pisać, bo jednak jest taka teoria czy mit, że alkohol napędza siły twórcze, poetyckie. Artyści, jak wiadomo, lubią wypić, żeby się uruchomić. Zatem poprzez Kochanowskiego akceptowałem własne życie i spojrzałem na nie z dystansu. Dla mnie jest to bardzo cenna piosenka.

Opracował: Lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

Nagranie