|
Rycerze okrągłego stołuZ rozmowy z Jolantą Piątek - "Za dużo czerwonego", przeprowadzonej w Radiu Wrocław w 2001, opublikowanej w miesięczniku literackim "Odra", numery nr 481 (XII, 2001), 482 (I,2002 ), 483 (II, 2002), 484 (III, 2002) Dziennikarka - W "Murach" wszyscy widzieli nadzieję, w 1989 roku nie próbowałeś nawet jej dawać, choć czekano na to. Napisałeś "Rycerzy okrągłego stołu", a dwadzieścia lat później rycerze okrągłego stołu zamienili się w trzech muszkieterów i to już co nieco skapcaniałych ("Dwadzieścia lat później"). Taka wizja samozagłady... Jacek - Jednak wierzyłem jeszcze wówczas w moc sprawczą tych pieśni. Skoro je pisałem, przestrzegałem ludzi, że jest tak, a nie inaczej, że mają takie, a nie inne skłonności, że w miejsce jednych murów powstają inne. Poza tym zdawaliśmy sobie sprawę w RWE, że ta Solidarność, która doprowadziła do okrągłego stołu, to już nie jest ta "Solidarność" z 1980/81 roku. Śpiewałem o tym w parafrazie J.K. Kelusa "Powrót sentymentalnej panny S", że ona już nie jest tak sentymentalna. Nie była też tak potężna, to już były racjonalne rozgrywki o to, jak wyjść z tej ślepej uliczki, w jakiej się znalazł kraj. Już nie było entuzjazmu. Dziennikarka - Ale przecież "przyszliśmy my - jej wielbiciele". Jacek - To było westchnienie do własnej młodości, nawet przyznanie, że jestem pokornym sługą, ale jednak napisałem, że "wróciły pieśni, lecz bez złudzeń i pojęliśmy, że dopiero nowy dramat będzie napisany". Z rozmowy z Ewa Gil-Kołakowską - "Nigdy niczego nie żałowałem", Przegląd 17/2004 2004-04-19 Dziennikarka- Kiedy się dowiedziałeś o Okrągłym Stole? Jak zareagowałeś na taki obrót spraw? Dla wielu emigrantów upadek komunizmu w Polsce był bardzo niewygodny, bo oznaczał koniec usprawiedliwienia dla mieszkania w Ameryce czy w Niemczech. Ci, którzy naprawdę chcieli wrócić, wrócili... Czy ty uważałeś rok 1989 za historyczną szansę i spełnienie proroctwa, że "mury runą"? Czy już śpiewałeś sobie ostatnią strofę własnego tekstu? Jacek - Pracowałem w RWE. Raczej się spodziewałem takiego obrotu spraw. Z początku napisałem piosenkę o rycerzach okrągłego stołu, nieudaną, bo spełniającą polityczne zamówienie tego czasu, szybko zdałem sobie sprawę, że oryginalne "Mury" mówią już w zasadzie wszystko, co trzeba (z ich przewrotnym, gorzkim finałem). Nie rozpaczałem, że skończyła się wolnościowa "fucha", bo pomysł wyjazdu z Monachium do Australii pojawił się już parę lat wcześniej. Radio mnie uwierało, a byłem przekonany (po rozmowach z Karelem Krylem), że po tylu latach emigracji już się do kraju nie wraca, można go najwyżej odwiedzać. To szybko okazało się prawdą. Opracował: Lodbrok
|