jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt

Przypowieść o ślepcach


Z rozmowy z Jolantą Piątek w cyklu audycji w radiu Wrocław - "Za dużo czerwonego", opublikowanej w miesięczniku "Odra" , 483 (II, 2002)

Dziennikarka - Pierwszy był pomysł na interpretację dzisiejszego świata przez historię czy obrazy, które zrobiły na tobie wrażenie?

- Pierwsze były obrazy: ja jeszcze nie pisałem wierszy ani piosenek, a już te obrazy we mnie były. To się bierze stąd, że byłem wychowany w domu artystów plastyków i moi rodzice w zasadzie żyją sztuką, malarstwem i od dziecka uczyli mnie tego języka, uczyli mnie patrzenia na obrazy. Wielkie wrażenie robili na mnie zwłaszcza Holendrzy: Bosch, Bruegel, Vermeer. Do Vermeera nie znalazłem klucza do dzisiaj, jest zbyt doskonały, by można znaleźć słowny ekwiwalent. Pierwszym tekstem do obrazu była "Przypowieść o ślepcach" według Bruegla, potem "Mistrz Hieronimus van Aecken zwany Boschem". Ale inspiracją były także wiersze polskich poetów, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jednym z pierwszych były "Dwie małpy Bruegla" Szymborskiej. Nie pamiętam całego wiersza, ale tam chodzi o to, że za oknem fruwa niebo, kąpie się morze, i Szymborska pisze: tak wygląda mój wielki maturalny sen (...) zdaję z historii ludzi i te dwie małpy Bruegla siedzą i jedna ironicznie słucha, a druga cicho mi podpowiada brząkaniem łańcucha, więc genialny skrót i jednocześnie przeniesienie na obraz cudowny Bruegla. I zrozumiałem wtedy, że sztuka jest jedna, są tylko inne środki wyrazu użyte, natomiast ideałem jest połączenie refleksji intelektualnej, emocji, obrazu i muzycznego efektu. No i w niektórych utworach to się udało.

- Jak sam mówisz, pierwsze były teksty do Boscha, Bruegla, to najbardziej fascynujący dla ciebie malarze?

- Bosch jest kimś niezwykłym w historii malarstwa, to nie jest mój odosobniony pogląd. Było wielu fantasmagorystów, ale tylko on dotarł do takiej syntezy spojrzenia na świat jako panopticum tragikomicznego, jednocześnie jest arcygenialny malarsko. Natomiast bliższy jest mi Bruegel. Ja nazywam to jego spojrzenie brueglowską perspektywą, takie spojrzenie lekko z góry, czyli z dystansem, na panoramę, ale ten dystans nie jest na tyle odległy, żeby utracić szczegół. Niektórzy naukowcy twierdzili, że po twarzach czy po zachowaniach ludzików, którzy się tam poruszają, można rozpoznać, na co chorowali, więc jest jednocześnie realistą i epikiem metafizycznym. I on jest stale obecny, zaczynałem ten cykl obrazów od "Przypowieści o ślepcach", którą śpiewam do dzisiaj, a dopiero niedawno napisałem "Upadek, Ikara", gdzie ta niepojętość, niezrozumiałość świata jest najbardziej zaakcentowana. Z jednej strony jest chłop orzący pole i całym światem jego oczu jest zad konia, który się porusza rytmicznie, a z drugiej strony jest ptak, który to wszystko widzi, ale nie rozumie tego, co się dzieje, a tragedia jest gdzieś z boku, niedostrzegalna. Ta brueglowska perspektywa jest mi najbliższa i będę dalej jej używał, niekoniecznie w oparciu o obrazy, bo tu chodzi po prostu o przeniesienie na grunt poezji sposobu widzenia świata, jaki on zawarł w swoich obrazach.

Opracował: Lodbrok

jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj