|
Przejście Polaków przez Morze CzerwoneZ rozmowy z Iwoną Leończuk i Leszkiem Gnoińskim - "Stoję w rozkroku", "Super Express", 21 czerwca 2001 Dziennikarze - Jak pracujesz? Wstajesz rano i mówisz: dziś piszę dwa wiersze? Jacek - Najpierw zapisuję pomysły. Mam ogromną ilość notesików. Jestem nałogowcem we wszystkim, co służy do pisania: notesiki, pióra, kartki. Raz na rok przeglądam zapiski. Z niektórych powstają teksty. Dziennikarze - Gdzie notujesz najczęściej? Jacek - Na serwetkach, a nawet na papierze toaletowym. W Australii z reguły piszę w samochodzie. W czasie jazdy! Dziennikarze - I jeszcze żyjesz? Jak Ci się to udaje? Jacek - Jedną rękę trzymam kierownicę, a drugą notuję. Pisałem w najdziwniejszych okolicznościach. "Trzecia Obława", "Przejście Polaków przez Morze Czerwone" i "Młodych Niemców sen" powstały w kuszetce z Monachium do Kopenhagi tylko dlatego, że na najwyższej półce duńska para się kochała. Nie mogłem spać, a nie śmiałem zaproponować, że się dołączę Z rozmowy z Jolantą Piątek - "Za dużo czerwonego", przeprowadzonej w Radiu Wrocław w 2001, opublikowanej w miesięczniku literackim "Odra", numery nr 481 (XII, 2001), 482 (I,2002 ), 483 (II, 2002), 484 (III, 2002) Dziennikarka - Był też język biblijny. "Przejście Polaków przez Morze Czerwone", Mojżeszowi się udało przeprowadzić naród, tobie nie. Jacek - Nigdy nie miałem takiego zamiaru. Postać, która tu występuje jako ten prowadzący ("wtem jeden człowiek niespełna rozumu na kamień włazi i woła do tłumu") przez, jednych jest odbierana jako papież, przez innych jako Lech Wałęsa. Ja, prawdę mówiąc, nie miałem konkretnego męża stanu na myśli, chodziło mi o metaforę, o obraz tego naszego przechodzenia przez Morze Czerwone i moją sytuację emigracyjną, która jest w poincie: "mnie na nieznane brzegi wyrzuciło...- stąd ta piosenka, której by nie było" gdybym zatonął. To był ponury czas, i w życiu Polski, i moim, i miałem potrzebę sprowadzenia całej tej historii politycznej i polskiej do takiej sytuacji archetypicznej, do przypowieści, mitu. Bo wprowadzenie stanu wojennego było dla mnie zamknięciem całej epoki w życiu Polski i Polaków. Miałem wrażenie, że sprawa "Solidarności" jest pogrzebana na zawsze, co w jakimś sensie jest prawdą, bo przecież ta odrodzona Solidarność była zupełnie czym innym. I myśmy byli inni. Mówi się powszechnie, że stan wojenny jakby przetrącił nam kręgosłupy jako społeczeństwu. Ja później podejmowałem próby nazwania tej rzeczywistości stanu wojennego, choćby w "Powodzi". Z relacji ludzi, którzy przyjeżdżali na Zachód, wyłaniała się taka magma, miazga, żeby się powołać na Andrzejewskiego, czyli muł, coś, co oblepia, chwyta człowieka i nie pozwala mu się poderwać do lotu, te "kosze wytrzeszczonych oczu, nie wierzących, że to nie na niby". Bo dla nas wszystkich był to jednak szok. Niby się mówiło, że przyjadą Ruscy i załatwią nas, albo że to się wszystko rozwali, no bo nie może być tak pięknie w nieskończoność, ale wewnątrz większość z nas wierzyła, że jednak nie będzie zamachu na ten dziesięciomilionowy ruch w obronie godności człowieka. A jednak stało się. I to w taki mułowaty, obrzydliwy sposób, własnymi rękami i bez większego trudu. Dziennikarka - To jest już 1983 rok. "Przejście Polaków" to jedna z pierwszych piosenek, w których odchodzisz od doraźności, nabierasz dystansu do wydarzeń w kraju. Jacek - Tak, te pierwsze piosenki, o których mówiliśmy, pisane u przyjaciela w Lyonie w marcu 1982 roku, to wszystko były rzeczy bez dystansu. Próba natychmiastowego odreagowania wiadomości, które docierały do nas z Polski stanu wojennego. Natomiast "Przejście Polaków przez Morze Czerwone" już rzeczywiście jest napisane z dystansem. Ale tu jest jeszcze jeden klucz, mianowicie muzyka do tej piosenki, nie jest moją muzyką, to jest tradycyjna pieśń polska śpiewana we wtorek, w dzień apostolski, o bitwie pod Grunwaldem, więc jest taka zamierzona zgryźliwość czy ironia, że pod muzykę o jednym z największych tryumfów polskiej historii śpiewam przypowieść o jednej z największych klęsk w polskiej historii. Kilka akapitów dalej: Dziennikarka - Bardzo często mówiło się, że z twoich tekstów zbyt przebija aktualność, ale wiele z nich można dziś odczytać bez kontekstu politycznego, pozostaje to, co się tak ładnie nazywa smutkiem egzystencji. Dopuszczasz takie interpretowanie tych tekstów, czy one jednak powinny mieć kontekst historyczny? Jacek - Oczywiście wolę, jeśli są odbierane w sposób uniwersalny, jako przypowieści na temat kondycji ludzkiej, a nie jako komentarz publicystyczny, ale pisząc je miałem na myśli konkretny kontekst polityczny; mówię głównie o piosenkach pisanych na początku lat osiemdziesiątych. Aczkolwiek, nie wiem, czy to wpojono mi w dzieciństwie, czy mam takie zboczenie zawodowe albo poetyckie, że zawsze szukałem wymiaru egzystencjalnego, nawet w bardzo politycznych tekstach. Byłoby dobrze, gdyby one były nadal nośne, przynajmniej część z nich. Jeśli chodzi o "Powódź" czy "Przejście Polaków przez Morze Czerwone", to mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że to są teksty uniwersalne, gdyby nie ta wszechobecna czerwień. Jak przesyłałem teksty do Polski, to przyjaciele mówili, że one są w porządku, ale za dużo czerwonego. Opracował: Lodbrok
|