|
PobojowiskoZ rozmowy z Grażyną Preder, Pożegnanie barda, wydawnictwo Nitrotest, Koszalin 1995 G.P. - Na czym polegało nieporozumienie wokół piosenki "Czołg", której Wysocki przecież nie napisał, a tylko zdążył zanotować w swoim dzienniku pewien pomysł? Ty ten pomysł dość wiernie zrealizowałeś. J.K. - To zasługa Daniela Olbrychskiego, bo on mi dokładnie opisał ten pomysł, zresztą genialny: że maszyna stworzona do zabijania czuje więcej niż człowiek. Maszyna nie rozumie, dlaczego akurat tu, nad Wisłą, została zatrzymana, unieruchomiona, gdy przecież po to była zbudowana, aby pomagać ludziom, którzy giną w walczącej Warszawie. I - co ciągle podkreślam - choć pomysł tej pieśni pochodzi od Wysockiego, od Rosjanina, to utwór ten jest zawsze odbierany jako z gruntu antyradziecki, napisany ku czci ofiar powstania warszawskiego. W ogóle, kiedy pisałem o kwestii drugiej wojny światowej, a właściwie o walkach między ludźmi, zawsze interesował mnie brzemienny w skutki fakt zdobywania ruin. Jeśli się potraktuje to zdanie jako symboliczne, to przecież bezustannie nie dostrzegamy w porę tego problemu. Wątek zdobywania ruin, wchodzenia na zgliszcza albo życia w ruinach jest dla mnie wielką metaforą, mówiącą o tym, że cały czas żyjemy z jakichś resztek, na gruzach poprzednich struktur, i z tego wciąż lepimy przyszłość. Ten motyw powtórzyłem też w "Pobojowisku", w programie "Sarmatia". Opracował: lodbrok
|