|
Pan WołodyjowskiZ rozmowy z Jolantą Piątek - "Za dużo czerwonego", przeprowadzonej w Radiu Wrocław w 2001, opublikowanej w miesięczniku literackim "Odra", numery nr 481 (XII, 2001), 482 (I,2002 ), 483 (II, 2002), 484 (III, 2002) Dziennikarka - Sienkiewicz, najbardziej mitotwórczy pisarz, ty z mitami często walczysz, a tu i "Podbipięta", i "Kmicic", i "Wołodyjowski". Jacek - Jak większość ludzi byłem wychowany na Trylogii i to była próba podjęcia dyskusji z Trylogią. "Podbipięta" mi nie wyszedł, natomiast wydaje mi się "Kmicic" jak najbardziej, "Wołodyjowski" też. Jest tam ta ironia. W wypadku "Kmicica" wszystko jest powiedziane wprost, jedyną odpowiedzią na wszystkie problemy jest hajda na Wołmontowicze i wierny jest jak topór kata. Dziennikarka - Ale "Wołodyjowski" jest ciepły... Jacek - To jest taka ironia bolesna i zastanowienie się nad problemem ofiary. Czy ofiara jest ofiarą, czy ma wartość, jeśli jest dokonana nieświadomie, bez żadnych wątpliwości i te słowa nic to są zapytaniem o sens walki i poświęcenia. Bardzo zabawne, że oba te teksty - i "Kmicic", i "Wołodyjowski" - bywają odbierane w sposób dosłowny. Opowiadano mi, że ugrupowania prawicowej młodzieży śpiewają to sobie przy ognisku, nawet jest rytuał wstawania na słowach hajda na Wołmontowicze. A jeden z nich napisał kiedyś recenzję z mojego koncertu, w którym absolutnie serio potraktował słowa do nieba jest najbliżej z Polski, które to zdanie jest oczywiście ironiczne i nawet prześmiewcze w stosunku do Sienkiewicza, a on uznaje, że tak, że to jest prawda, że jesteśmy najbliżej niebios. Opracował: Lodbrok
|