|
Nasza klasaZ rozmowy z Grażyną Preder, Pożegnanie barda, wydawnictwo Nitrotest, Koszalin 1995 G.P. - A jak trafiłeś do Maisons-Laffitte? J.K. - Do Maisons-Laffitte poszliśmy razem z Przemkiem Gintrowskim i Zbyszkiem Łapińskim jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego. Ta wizyta skończyła się koncertem domowym dla pani Zofii Hertzowej i Jerzego Giedroycia. Był także Józef Czapski i jeszcze kilka osób z kręgu "Kultury". To było przejmujące. Czapski był niesłychanie wzruszony; przypuszczam, że za sprawą tych odniesień historyczno-plastycznych. Potem była przeurocza kolacja, w tak kulturalnej atmosferze, jakiej dziś prawie już się nie spotyka. Do następnego spotkania doszło gdzieś rok później. Zadzwonił do mnie redaktor Giedroyć z pytaniem, czy nie byłbym zainteresowany wydaniem u niego swoich wierszy. Oczywiście, że byłem. To była dopiero nobilitacja! Przygotowałem tomik i w 1983 roku nakładem Instytutu literackiego ukazały się "Piosenki i wiersze". Jerzy Giedroyć pozostawił mi pełną samodzielność w wyborze tekstów, zasugerował tylko, aby przedmowę napisał Jacek Bierezin, który akurat przyjechał do Paryża z Anką Kowalską, świeżo uwolnioną z internowania. Inna sprawa, że poezją w "Kulturze" zajmował się Herling-Grudziński, a ja go tylko raz czy dwa razy widziałem przelotnie i nigdy nie miałem z nim bliższego kontaktu, czego żałuję. Ale cały czas miałem wrażenie, że jestem trochę dzieckiem szczęścia, a trochę ubogim krewnym w tym wielkim świecie mądrych ludzi. Poznając Leszka Kołakowskiego w Londynie czy Czesława Miłosza w Kalifornii miałem wrażenie, że los mnie wyniósł troszkę za wysoko, w miejsce., na które nie zasłużyłem, w związku z tym, paradoksalnie, byłem nadmiernie powściągliwy i nie prowokowałem jakichś głębszych rozmów. Także przez jakiś czas utrzymywałem kontakt ze środowiskiem "Zeszytów Literackich". Zresztą "Nasza klasa" ukazała się tam po raz pierwszy, ale potem pismo to poszło w kierunku elitarnych rozważań na tematy istotne, ważne, uniwersalne, a ja pracując już w Wolnej Europie, pozostawałem w obszarze spraw doraźnych i ten kontakt urwał się. Z rozmowy która ukazała się na portalu http://www.panorama-miast.com.pl , 01.08.1998 Dziennikarz - Co się stało z "Naszą klasą" w latach dziewięćdziesiątych? Jacek - Nastąpiło to samo zjawisko, które dotyka wszystkie pokolenia Polaków. Grupy pokoleniowe, które żyły tymi samymi ideałami, rozrywkami i emocjami, rozsypują się po świecie. W naszym pokoleniu o rozproszeniu klasy zadecydował stan wojenny, w poprzednim - Powstanie Warszawskie, jeszcze wcześniej - rozbiory. To jakby polska specjalność. A nowa rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych jest mniej widocznym kataklizmem dla stosunków międzyludzkich, trudnym do zdefiniowania. Opracował: Lodbrok
|