|
LatarnieZ rozmowy z Jolantą Piątek - "Za dużo czerwonego", przeprowadzonej w Radiu Wrocław w 2001, opublikowanej w miesięczniku literackim "Odra", numery nr 481 (XII, 2001), 482 (I,2002 ), 483 (II, 2002), 484 (III, 2002) Dziennikarka - A z drugiej strony np. metaforyczne ciemne latarnie PRL ("Pijanym i pobitym mówią niepotrzebne latarń światła są, tylko ich słupy żeby na nich się podeprzeć") w "Latarniach". Jacek - To przerobiony aforyzm, że statystyka dla polityków jest tym, czym latarnia dla pijaka, nie po to, żeby coś oświetlić, tylko po to, żeby się podeprzeć. To była druga połowa lat siedemdziesiątych, przerwy w dostawie prądu były częste, więc ulice były ciemne. Poza tym jak się szło nocą ulicą przez miasto, to ono miało upiorny wygląd, bo zza okien ten taki siny blask telewizorów, w znacznej mierze jeszcze czarno-białych, był jedynym oświetleniem, czyli nie oświetlał nic, a jeżeli oświetlał, to w sensie metaforycznym oświetlał kłamstwem, bo telewizor był utożsamiany z propagandą komunistyczną. Chodziło mi tu o taki obraz rzeczywistości, w której nie ma prawdziwego światła, nie ma prawdy i nie ma jasności. Dziennikarka - I tylko przywidzenia się liczą. Wymierzałeś sprawiedliwość PRL... Jacek - Bo te czasy, szczyt Gierka, kiedy nas wszystkich usiłowano zabawić za wszelką cenę, w telewizji chodziła muzyka łatwa, lekka i przyjemna, coś jak teraz w II programie TVP: biesiady, teleturnieje... bawcie się, jest w porządku, i w tej zabawie jest przemycana przemoc, jak w "Balladzie o wesołym miasteczku"- to miał być obraz w guście Felliniego, ale nie starczyło mi ani umiejętności poetyckich, ani muzycznych; jednak jakaś prawda tego czasu w tym brzmi, że pozostaje tylko śmiech, ale nie ten ozdrowieńczy, tylko śmiech z samego siebie, który unicestwia, bo nie można się wydostać z tych lampek, z tych sztucznych słońc. Opracował: Lodbrok
|