|
Epitafium dla Brunona JasieńskiegoZapowiedź Jacka Kaczmarskiego pochodząca z albumu "Chicago Live". "Kolejna piosenka dotyczy jednego z najwybitniejszych polskich poetów - futurystów, jest to Epitafium dla Brunona Jasieńskiego, który w latach 30 minionego wieku przeszedł dość skomplikowaną, typową ewolucję, typową dla swojej generacji - od futuryzmu do komunizmu. Pisał początkowo w Polsce, potem w zachodniej Europie, po czym wybrał się do Związku Radzieckiego uznając, że jest to państwo sprawiedliwości i szczęścia - co początkowo wydawał się prawdą, bowiem udało mu się dostać na dwór ówczesnego szefa KGB Jagody i jak wszyscy dworzanie szefów KGB w Związku Radzieckim miał wszystko, czego dusza zapragnie. Był wiceministrem oświaty w Tadżykistanie, miał konie, pałace, harem, itp., itd., co utwierdzało go w mniemaniu, że komunizm w wydaniu sowieckim jest największym szczęściem, jakie może spotkać człowieka. Jednak po pewnym czasie Jagoda pokłócił się ze Stalinem i jak wszyscy, którzy w tym czasie kłócili się ze Stalinem został rozstrzelany, a dwór jego rozpędzono na cztery wiatry - Jasieński został oskarżony o międzynarodowe szpiegostwo i zesłany na Syberię. Tam też znikają po nim wszelkie tropy. Piosenka mówi o jego życiorysie, z tym, że mówi jego własnymi słowami - jest to pastisz - naśladownictwo jego poezji, gdyż w tym, co pisał - jako młody futurysta przepowiedział sobie los - sam nie zdając sobie z tego sprawy. Piosenka jest także o tym, jaką ewolucję przeszło państwo najwyższego szczęścia od 1917 do 1982 roku. Epitafium dla Brunona Jasieńskiego." Opracował: Petrvs Z rozmowy z Grażyną Preder, Pożegnanie barda, wydawnictwo Nitrotest, Koszalin 1995 G.P. - A czy nie miałeś ochoty samemu przygotować program "Wysocki", podobny do tego, jaki powstał w Teatrze Ateneum? J.K. - Nie, bo taki program byłby dla mnie zbyt jednolity. I wiele osób mądrych, przychylnych, mówiło mi, że to po trzecim, czwartym utworze zaczyna nużyć, upodabniać się do siebie. Dlatego później, kiedy już byłem bardziej świadomy tego, co robię - starałem się jedynie inkrustować tymi mocnymi utworami całość występu. Podobnie, jak nigdy nie chciałem zrobić całego recitalu złożonego z piosenek Stanisława Staszewskiego, chociaż proponowano mi to jeszcze na Zachodzie, nawet nagranie płyty. Ale wracając do "Epitafium...", to z jeszcze jednego powodu był to utwór przełomowy w mojej twórczości. Otóż wraz z nim przyswoiłem formę pastiszu czy konstrukcji własnej, opartej na motywach cudzych. Okazała się być ona formą nośną, przydatną, zwłaszcza gdy mówi się o innych artystach, kiedy chce się przekazać czyjąś filozofię, stylistykę bądź sytuację egzystencjalną. Z tego samego pnia wywodzi się też "Epitafium dla Brunona Jasieńskiego" i "Rublow" wg filmu Andrzeja Tarkowskiego; z tego samego pnia wywodzą się też piosenki "Aleksander Wat" i "Jan Kochanowski". One pozostaną zawsze - przynajmniej dla mnie - "sztandarowymi" utworami, bo ich założeniem jest nie tyle opowiedzenie jakiejś historii, ile pokazanie świata cudzymi oczami, tzn. pokazanie wszystkich naszych dramatów, rozterek, śmiesznostek, tragedii przez pryzmat czyjejś osobowości lub czyichś losów: Wysockiego, Wata, Kochanowskiego. Wydaje się, że choć to są tak różne osobowości, łączy je jedno - próba interpretacji świata przez nich postrzeganego, co w moim ujęciu, daje możliwość dyskusji z ludźmi dawno nieżyjącymi, jakby byli obok nas. Z rozmowy z Jolantą Piątek w cyklu audycji w Radiu Wrocław - "Za dużo czerwonego", opublikowanej w miesięczniku "Odra" , 483 (II, 2002) Dziennikarka - Inspiracja malarstwem jest widoczna od niemal pierwszych twoich tekstów, dopiero później, choć jesteś polonistą, widać fascynacje literackie. I właściwie im jesteś starszy, tym częściej z nich czerpiesz. Bodaj pierwsze było "Epitafium dla Brunona Jasieńskiego, pełna metafor historia poety, opowiedziana językiem Jasieńskiego, on tam jest... Jacek - Z poezją Jasieńskiego zetknąłem się po raz pierwszy w latach siedemdziesiątych w Teatrze Ateneum przy okazji wystawienia "Balu manekinów" . Byłem zafascynowany jego poezją, która jest zupełnie narkotyczna. Te motoryczne wiersze idę młody genialny, ta fraza niesłychanie muzyczna. To była jedna z pierwszych piosenek pisanych na Zachodzie, gdzie bezustannie prowadziliśmy dyskusje polityczne z Francuzami, którzy nam wbijali do głowy, jaki wspaniały jest komunizm, tylko myśmy nie dostrzegli jego zalet, i być może Związek Sowiecki jest państwem zbrodniczym, ale to wynika tylko z wypaczenia wspaniałej idei. I oczywiście dla mnie naturalnym odruchem było sięgnięcie po historię Brunona Jasieńskiego, bo to jest właśnie modelowy przykład zarażenia się, zafascynowania nowym ładem, pójścia do końca i poniesienia najwyższej ofiary za tę fascynację. Odrzucenie Zachodu, wyjazd tego dandysa, eleganta do Związku Sowieckiego, potem kariera w aparacie partyjnym. No, coś niebywałego zupełnie dla poety! I potem śmierć w czeluściach kolejnej czystki. Zatem w połączeniu z tą jego modernistyczną poezją aż się prosiło, by to nazwać właśnie jego językiem. W jaki sposób intelektualista, artysta, Europejczyk, pakuje się w paszczę niedźwiedzia ze śpiewem na ustach. Opracował: Lodbrok
|