|
Encore, jeszcze razZ rozmowy z Anną Bilską zatytułowanej "Sztuka bez haseł" - Polityka nr 21/1990 Dziennikarka - Mówisz o przywiązaniu do niektórych wartości, jakie niesie polskość, ale język, który może je przechowywać staje się dla ciebie balastem. J.K. - Bo to z całą pewnością było obciążenie. Utwory pisane przed wyjazdem z Polski i później, nałożyły się na jakiś czas polityczny, więc wszystko co tworzyłem, "Encore, jeszcze raz, encore" do obrazu Fiedotowa, z zamiarem przekazania pewnej myśli egzystencjalnej stawało się aktem politycznym. Pewnie musiało tak być, ale nie była to moja intencja. Nasz wspólny, z Przemkiem Gintrowskim, program "Raj", który był moim pierwszym "podejściem" do Boga, do pewnego nierelatywnego systemu wartości, też był odbierany politycznie. I właściwie to był polityczny, ale znowu przez kontekst, nie przez intencje. Ludzie usłyszeli to, co chcieli usłyszeć Z rozmowy z Barbarą Hrybacz - Mury runęły bard wydoroślał - Elle, 04.1997 Dz. - Śpiewałeś przed laty: "Mam wszystko, czego może chcieć uczciwy człowiek - światopogląd, wykształcenie, młodość, zdrowie, rodzinę, która kocha mnie, dwie, trzy kobiety, gitarę, psa i oficerskie epolety!". To o Tobie? J.K. - Tylko odznaczeń wojskowych nigdy nie miałem bo nie byłem w wojsku... Dz. - Psa też masz? J.K. - Dwa psy, koty, kobiet nie zliczę, bo dżentelmen opowiada tylko o żonie... Zawsze posiadałem wszystko co obiektywnie do szczęścia jest potrzebne... Dz. - To wszystko miało cel, i otom jest u celu - brzmiał dalej tekst piosenki. Jesteś? J.K. - Cel tam jest określony ironicznie, osiągając go odkrywamy jego bezsens i swoje zagubienie w kosmosie. Napisałem to 20 lat temu i choć pierwotnie miał to być opis pijącego do lustra oficera, to naprawdę jest to tekst egzystencjalny o samotności każdego z nas. Ten utwór nie jest jednak kluczem do mojej obecnej sytuacji. Przez ostatnie 10 lat moim celem było życie w Australii i to osiągnąłem. i później, nałożyły się na jakiś czas polityczny, więc wszystko co tworzyłem, "Encore, jeszcze raz, encore" do obrazu Fiedotowa, z zamiarem przekazania pewnej myśli egzystencjalnej stawało się aktem politycznym. Pewnie musiało tak być, ale nie była to moja intencja. Nasz wspólny, z Przemkiem Gintrowskim, program "Raj", który był moim pierwszym "podejściem" do Boga, do pewnego nierelatywnego systemu wartości, też był odbierany politycznie. I właściwie to był polityczny, ale znowu przez kontekst, nie przez intencje. Ludzie usłyszeli to, co chcieli usłyszeć Z rozmowy z Justyną Tawicką - "Mucha w szklance wody", która odbyła się we wrześniu 2000 r. po koncercie w ogrodach Muzeum Archeologicznego w Krakowie a ukazała się drukiem już po śmierci artysty w "Tygodniku Powszechnym" 16.05.2004. Dziennikarka - ...Nawiązując do pieśni "Encore, jeszcze raz" - czy masz już wszystko, "czego może chcieć uczciwy człowiek"? Jacek - Całe życie to miałem i dlatego uważam się za szczęściarza. Dziennikarka - Niektórzy mając wszystko, czują się samotni. Czym dla Ciebie jest samotność? Jacek - Przeznaczeniem. Zasadą istnienia. Człowiek jest gruntownie samotny - od początku do końca. Myślę, że nawet wierzący w Boga mają swoją druzgocącą chwilę milczenia. Z rozmowy z Jolantą Piątek - "Za dużo czerwonego", przeprowadzonej w Radiu Wrocław w 2001, opublikowanej w miesięczniku literackim "Odra", numery nr 481 (XII, 2001), 482 (I,2002 ), 483 (II, 2002), 484 (III, 2002) Dziennikarka - "Pompeja", o której wspomniałeś, ożywienie dnia sądnego - widziałeś ruiny Pompei przed napisaniem tekstu? Jacek - Zaśpiewałem ją na drugim swoim Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie i w nagrodę dostałem wycieczkę do Włoch. Strasznie byłem rozczarowany, bo student potrzebował pieniędzy, a tu wycieczka do Włoch. I Wojtek Młynarski mówił mi: Panie Jacku, ja panu radzę, niech pan nie sprzedaje tego biletu, tylko niech pan jedzie. I rzeczywiście warto było. To zresztą bardzo ciekawe, że wyobraźnia jest znacznie silniejszą w moim wypadku inspiracją niż autentyczne przeżycie, bo zarówno "Pompeję" napisałem przed zobaczeniem ruin Pompei, jak i piosenkę "Encore" zobaczyłem przed zobaczeniem reprodukcji obrazu. Ojciec mi po prostu opowiedział o tym obrazie, opisał, co tam jest, że leży oficer i uczy psa skakać przez szpadę i ja napisałem tę piosenkę według opowieści taty, a dopiero potem dotarłem do reprodukcji. Opracował: Lodbrok
|