jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt

Drzewo genealogiczne


Z rozmowy z Grażyną Preder, Pożegnanie barda, wydawnictwo Nitrotest, Koszalin 1995

Grażyna Preder - Co wiesz o swoim drzewie genealogicznym?

Jacek Kaczmarski - Niewiele. Nie poświęcałem dużo czasu na badanie swoich rodzinnych korzeni. Pamiętam dziadków ze strony ojca. Wiem, że dziadek był ułanem w wojnie 1920 roku. Babcia (z domu Strejlau) pochodziła z Inflant. co mnie zawsze szalenie intrygowało i pobudzało moją wyobraźnię. No bo Inflanty to i Sienkiewicz, i tradycje sięgające XVI wieku... Więc wyobrażałem sobie, jak skomplikowane musiały być losy mojej babci. chociaż nigdy ich dokładnie nie poznałem. Natomiast, będąc ostatnio na Łotwie szukałem śladów po Strejlauach. Nikt ich tam jednak nie pamięta. Wszyscy zaś pytali. czy Andrzej Strejlau, trener reprezentacji Polski w piłce nożnej, to mój krewny. I tak jest rzeczywiście. Kiedy było wiadomo, że interesuję się historią i piszę piosenki o historii, to krewni krewnych wyszukali mi jakieś parantele - właśnie przez babcię Strejlauową - z Jakubem Jasińskim. Tak więc te akurat słowa piosenki "Drzewo genealogiczne" są prawdziwe...

G.P. - Słowa: "a może moim krewnym był żołnierz poeta"?

J.K. – Tak, a przynajmniej zgadzają się z rodzinną tradycją. I nawet odwiedziłem grób Jakuba Jasińskiego na cmentarzu praskim. Przy czym to nasze pokrewieństwo nie jest potwierdzone żadnymi dokumentami, nie ma na nie żadnych materialnych dowodów. Moja rodzina nie należy do tych, które hołubią pamiątki przeszłości, dokumentują, przechowują, aby potem się np. nimi chwalić. Raczej ocenia się człowieka wedle tego, co sobą reprezentuje, a nie od kogo pochodzi.
Z kolei rodzice mamy to babcia, która pochodzi z Koła, z rodziny żydowskiej bardzo zasymilowanej. uważającej się za Polaków. Trudno tam dopatrzyć się jakiejś ortodoksji czy chasydyzmu. Dziadek natomiast ma w sobie krew tatarską. Pochodzi jednak z bardzo ubogiej rodziny proletariackiej. Samodzielnie zdobyte wykształcenie i zaangażowanie w życie warszawskiej biedoty zdecydowało o przejściu na stronę komunizmu, jeszcze grubo przed wojną.

Kilka stron dalej:

G.P. - Nauka przychodziła ci łatwo. Jak piszesz w piosence "Drzewo genealogiczne": "... w komunistycznej szkole miałem same piątki". To prawda?

J.K. - Tak. Bardzo długo miałem same piątki. Pierwsze niepowodzenie nadeszło w siódmej czy ósmej klasie podstawówki. Prowadziłem gazetkę szkolną i napisałem fraszkę na matematyka, pana Plamowskiego. On chyba był człowiekiem małostkowym, bo zaczął się czepiać, obniżał mi oceny i psuł mi wygląd świadectwa, na którym dotąd były same piątki. Zresztą do dobrej nauki napędzała mnie moja babcia oraz chęć rywalizacji z Basią Holender, obecnie dziennikarką "Rzeczpospolitej", najlepszą uczennicą w klasie. Potem, w liceum, też nie miałem żadnych kłopotów.

Opracował: Lodbrok

jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj