|
Blues OdysaZ rozmowy z Witoldem Chwilkowskim, czasopismo "Kruk" - nr 3,4 / 1997 Dziennikarz - Mówimy o piosence pt.: Blues Odysa. Czy nie masz kontaktu z tym człowiekiem? Jacek - Nie. Zostawiłem mu swoją wizytówkę, ponieważ pożyczyłem mu 100.000 starych złotych, które obiecał zwrócić, ale tak w ogóle zostawiłem mu wizytówkę, żeby się odezwał, gdyby mnie potrzebował. Ale jak do tej pory cisza. Dziennikarz - A jak go odebrałeś? Jacek - Byłem wstrząśnięty, rzecz jasna. Cała piosenka jest zapisem jego monologu, ale z drugiej strony jest spojrzeniem na tego człowieka, jak na siebie samego, bo jak wiadomo z różnych moich opowieści o swoim losie, ja byłem na pewnym etapie swojego życia bardzo niedaleko takiego modelu spędzania czasu i rzeczywiście niewiele brakowało, żeby sytuacja mogłaby się odwrócić, że on by wszedł do pociągu i spotkał mnie i pożyczał mi pieniądze na wódkę. Tak, że to było też dla mnie bardzo wstrząsające przeżycie. Ja się myję, a cuchnę. Trudno myć się kikutem. Tramwaj. Wiele lat temu. Zimą myć się niezdrowo. Po co ja ci to mówię? Słowa, dźwięki wyplute. Złóż poemat, Norwidzie. Zagraj Requiem, Segovio. Miałem dłoń, nie mam dłoni. Miałem duszę -już nie mam. Czysta potrzeb redukcja. Co niezbędne - to w grobie. Dziennikarz - Wchodzę do pociągu, widzę lumpa, który śmierdzi, jest brudny, i tak dalej, i jak mam się zachować... nieufnie...? Jacek - Nie musisz w ogóle się zachowywać, bo on się za ciebie zachowa. Cała rzecz polega na tym, że ja, no przeciętny człowiek, powiedzmy sobie, dobrze ubrany, z gitarą, z torbą, który gdzieś tam jedzie po koncercie, na następny koncert, wsiada do pociągu, żeby usiąść, i się zdrzemnąć, wypocząć, i pobyć trochę samemu...No i nagle widzi kogoś, kto całą swoją obecnością, z zapachem włącznie jest agresją. Narzuca swoją obecność. A ponieważ jest człowiekiem inteligentnym - typowa postać zdegradowanego inteligenta - to sobie zdaje z tego sprawę. I pewnego rodzaju związane z tym napięcie, stres, wyrzuty sumienia, nie wiem jak to nazwać... frustracje, które jako człowiek pijany, czy skacowany artykułuje. I doskonale sobie zdaje sprawę z reakcji drugiego człowieka i wyprzedza je, opisując. Ja nie robiłem nic, ja praktycznie nie miałem szansy odezwania się. Tak jak w tym monologu on mówił za siebie, za mnie i za cały świat. I to mnie właśnie poruszyło. Dziennikarz - A jakie uczucie dominuje - żal, litość? Jacek - Nie, gdy się pisze taki tekst, to trzeba wyłączyć tego rodzaju doznania. Opracował: Lodbrok
|