|
Petroniusz bredziPamięci prof. Alfreda Rachalskiego
Życie jest śmiechu warte, więc się z niego śmieję
Mogę upodlić się sam - przełknąwszy pogardę
Ale złych wierszy nie da się słuchać bez wstrętu,
Niemniej musimy wstydzić się wiedzy i smaku,
W tym bajorze, co z naszych czasów pozostanie
Po naszym rozbestwieniu przyjdzie na nich pora:
Kara za uśmiech, zapach, dotyk i spojrzenie,
Tęsknisz do mogiły, tarzasz się w popiołach,
Nie należy istnienia traktować zbyt serio,
Nie należy się życiem zbyt łapczywie sycić -
Nie należy się życia zbyt kurczowo trzymać - Tak czy tak nas zabije - ogniem, krzyżem, nożem Dzisiaj - ludzka nienawiść. Jutro - Miłość Boża. Nawet, jeśli unikniesz wyroku, czy kary Umrzesz. Chory, jęczący, bezsilny, bo stary. Tyle trudu, co pluskwę po ścianie rozmazać. Ani chwili na chichot. Odraza, odraza... Czy nie lepiej więc zająć się sobą zawczasu? Oszczędzając i bogom, i ludziom ich czasu? Wedle swych upodobań, Gustów i skłonności? Samemu, Z ukochaną? Przy uczcie wśród gości? Nie dając satysfakcji ludziom ani bogom, Że nam życie odebrać lub darować mogą... Wolę sam sobie wręczyć ten jedyny prezent. Tyle krwi. Tyle żółci. Za dużo. Już bredzę. Z białej dłoni wyrasta purpurowa gałąź Osowa, 12.12.2003 |