|
Opowieść pewnego emigranta
- Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
I na własnych nogach przekroczyłem Bug
Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
A potem mnie - lojalnego komunistę
Ja kocham Mozarta, Bóg - to dla mnie Bach,
Spałem dobrze - przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
W następstwie Października tak zwanych "wydarzeń"
Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
Wtedy myśl się zrodziła - niechcący być może,
Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków -
Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz -
I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd -
Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
Oficer polityczny - nie russkij gieroj.
Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe stań 5.4.1987 |