jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt
Dodatki    [ powieść | obraz | posłuchaj | nuty | wiadomości | Jacek o utworze | ranking ]

Obłomow, Stolz i ja

(wg powieści I. Gonczarowa "Obłomow")

Wokół Obłomowa od południa zamieszanie:
Stary Zachar wnosi tacę - parujący żur
I z grzybami jeszcze ciepły pieróg na śniadanie;
Gromko brzmi z wejściowych drzwi przyjaciel Stolz - bonjour!
  Stolz - gorączka - zdziera z okien grube warstwy kotar,
  Dzwoni obcas po posadzce, róg myśliwski gra.
  Gwałtem wpada do salonu dzień w kaskadach złota:
  - Hej, wach' auf, Iljo Iljiczu! Mais, reveille-toi!
    A Obłomow na kanapie
    Ni to marzy, ni to chrapie
    I przed światłem łeb zasłania,
    I nieskory do śniadania.
    Pikowaną kryje kołdrą
    Gębę dobrą, gębę mądrą,
    Ale jakby niepotrzebną,
    Bo niezdolną trafić w sedno.
       Może szkoda na to czasu?
       - Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Rzutki Stolz to człek światowy i sprężyna czynu -
Przystrzyżone bokobrody, woskowany wąs;
Zna go Paryż, Sankt-Petersburg, jeździ do Londynu,
Kowal losu, który posiadł salonowy pląs.
  Zawsze w ruchu! Z miejsca w miejsce gna, co koń wyskoczy!
  Świat umyka mu spod stóp, jak śnieg spod śmigłych sań.
  W każdym przejrzy się zwierciadle - zręczny i uroczy -
  W politurze gabinetów, w lśniących oczach pań...
    A Obłomow na kanapie
    Rozproszone myśli łapie,
    A jak złapie - to zapłacze,
    A to znaczy, że coś znaczą...
    Cóż, że znaczą, skoro giną
    Za rozstajem, za równiną
    W blasku, co źrenice drażni...
    Może by tak pójść do łaźni?
       Może szkoda na to czasu?
       - Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Stolz - przyjaciel - nie rozumie, rzuca się ratować!
Utrzeć by surówkę z marchwi! Żur i pieróg precz!
Ej, zrobimy my człowieka z tego Obłomowa!
Przystrzyżemy, wystroimy, strój to główna rzecz!
  Wszak nie tacy teraz robią zyski i kariery!
  Sama swołocz i kryminał! Starczy tylko chcieć!
  Ilja! Z ciebie człek rozumny, obywatel szczery!
  Pomyśl tylko, gdzie byś mógł już być! Co mógłbyś mieć!
    A Obłomow na kanapie
    Nad haftkami gaci sapie
    I wspomina w melancholii
    Wiejski dwór, dmuchawce w polu -
    Dwór dzieciństwa, jak za mgłą,
    Gdzie - gdy chcą - to wszyscy śpią...
    A tu dramat, trudna sprawa:
    Zwinna spinka, wredny krawat.
       Może szkoda na to czasu?
       - Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Śliskie podłóg arabeski, lustra, żyrandole,
Amfiladą szybkich spojrzeń echem sunie szept.
Maski, miny i grymasy, blask i zgiełk przy stole,
Bursztynowy lep na muchy! Od much czarny lep!
  Stolz pod rękę Ilję trzyma, by nie uciekł głupiec:
  Chce wyswatać go ze światem - żeń się, Ilja, żeń!
  Aż wyrywa się Obłomow, trzewikami tupie:
  - Żeby światłem się nacieszyć, trzeba znaleźć cień...
    Zaciągnięte znów kotary,
    Żur i pieróg wniósł Zachary
    I przymyka się powieka -
    Kochać świat? Tak, lecz z daleka,
    Z życzliwością i dobrocią,
    Nie pytając - za co? Po co?
    Kołdra grzeje jak samowar,
    Wraca sen do Obłomowa...
       Może szkoda na to czasu?
       - Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Taki z nim i Stolzem kram -
A ja... obu w sobie mam.

Jacek Kaczmarski
29.10.2001

jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj