O pożytkach z pewnej rasy
Ninie
Od pewnego majowego wtorku
Jestem specem od tak zwanych Yorków.
Córka w sklepie w płacz, że TU i TERAZ
Dostać właśnie ma Yorkshire Terriera!
Zrazu dostrzec nie mogłem potworka
(Bo niewielkie są rozmiary Yorka),
Aż ujrzałem w końcu kłaczków kłębek,
Kiedy mi na palcu zawisł zębem.
A polega na tym ów psi bajer,
Że naprawdę pochodzi z Yorkshire,
Niewidoczny, pogodny z natury,
Zje cokolwiek (polując na szczury).
W związku z tym, że kosztował niewiele,
Był zazwyczaj biednych przyjacielem.
W rzeczy samej - rezolutna mordka
Sama skłania, by być kumplem Yorka.
Tyle że w dzisiejszych, ciężkich czasach
Psi to odpowiednik ananasa.
Już nie liczy się bez Rodowodu,
Szczurem też nie zaspokoi głodu,
Ma w dodatku włosy zamiast sierści,
Które trzeba myć, nacierać, pieścić,
Rozczesywać, kondyszjonerować,
Aż się nie wie - gdzie ogon, gdzie głowa.
Słowem: taki to typ Szczurołapa,
Co ma siłę w czuprynie, nie w łapach;
Niby Samson - jak nas uczą dzieje -
Tą czupryną wygrywa turnieje.
I dopiero wtedy taki Yorek
Wart jest sumy wydanej w ów wtorek.
Jacek Kaczmarski
Osowa, maj 2003
|