Kiedy padła Dusz Troja opuszczona przez Bogów,
Bohaterów imiona - już legenda i mit;
Obce armie stanęły zrujnowanych strzec progów
I mieszkańcom rumowisk zabezpieczyć ich byt.
Kto miał zginąć - ten zginął; żywi żyć przecież muszą.
Żołnierz spocznie po walce, złoży tarczę i miecz.
Kto ma duszę - ten z czasem i pogodzi się z duszą,
Nie pogodzi się z duszą - zdusi się - jego rzecz.
Świat jest wielki i wcale się nie kończy na Troi -
Mówią ci, którzy uszli, z dala patrząc na dym.
- Ja się świata nie boję - ty powrotu się boisz,
W końcu mamy swą klęskę, bronić się jest więc czym.
Łódki z Drzewa Marzenia, zbite pieśnią i mitem
Już spuszczają na fale oceanów i mórz.
Sami w żagle dmuchają - ze sztandarów uszyte
Skarb jedyny unosząc: ciężki balast swych dusz.
Spójrzcie spoza planety na te małe łódeczki
Pełzające po lśnieniach, nurzające się w cień!
- Oślepione przestrzenią - wędrujące Zapiecki,
Wskutek czasu różnicy - noc biorące za dzień!
O nich będzie poemat spod ułomnej mej dłoni
Niepoważny, jak wszystko, co patosem dziś czuć.
Lepiej dobyć wszak z siebie trochę - ciepłej ironii,
Niż się żalić nad sobą i na świat cały pluć!