Stoję pod pręgierzem, zdjęto mi perukę
I grube ubranie chroniące przed chłodem.
Drżę z zimna i złości - zaczynam naukę
Początkujący - twarzą w twarz z narodem.
Przechodzili dotąd tylko nocni stróże,
Bez zaciekawienia zerkali w przelocie.
Im krócej iść będą, tym spać będą dłużej,
A nie takie rzeczy ogląda się w nocy.
Stoję pod pręgierzem, ożywia się miasto
I pierwszy lord wchodzi w bramę parlamentu.
Pierwszą garścią błota ktoś przez twarz mi chlasnął,
Ktoś przeklął, ktoś się zaśmiał, ktoś kopnął ze wstrętem.
Przechodzą ożywieni i pyszni w pogardzie.
Plują w twarz, pod nogi, drą na mnie ubranie
Nie znając mnie wcale, a książek tym bardziej,
Lecz Pręgierz myśli i osądza - za nich.
Stoję pod pręgierzem, a wokół przystają
Karły o sercach z wyschniętego gnoju
I włochate stwory człekokształtną zgrają
Warczą na mnie w drodze z chlewa do uboju.
Stoję pod pręgierzem - doczekam tu zmierzchu.
To jedyne miejsce ostrości widz.
Nocni stróże mimo przed minutą przeszli -
Myśl mi się rozjaśnia w miarę, jak się ściemnia.
Niedługo u siebie, z niezaschłymi łzami,
Po całym dniu walki fechtunku na dusze
Piórem ostrym i lekkim poszarpię pergamin,
A inkaustu żaden piasek nie wysuszy.