Szalik mych ramion nie otula,
nie chadzam w stadzie, jak szympansy,
nie poturbuję byle ciula,
staruszce nie odbiorę szansy;
w trans mnie nie wtrącą hymnów tony,
lecz Kibic jestem - Zawiedziony.
Nie budzę grozy na ulicy
brwi wypukłością, krojem szczęki,
nie różnię się w zasadzie niczym
od towarzyszy mej udręki:
choć z ust nie toczę wściekłej piany,
to Kibic ze mnie - Sfrustrowany.
Nikt o mnie nie dba, nie dopieszcza,
miłego nikt nie powie słowa,
życie mi dzień po dniu się streszcza
w serię ponurych rozczarowań.
Wielem już różnych widział akcji
- daleko mi do satysfakcji.
Wciąż słyszę szumne zapowiedzi,
w które uwierzę - wbrew pamięci,
bo taki frajer we mnie siedzi,
którego każda ściema kręci.
Potem winnego szukam buca,
bo przecież sobie nie nawrzucam!
Polska nie umie, Polska kluczy,
Polska, w co gra, to byle jak,
z Polską się nie da zwycięstw uczcić,
więc czci się klęski. Laurów brak.
Chciałbym się cieszyć - ssie mnie złość!
Najwyższy czas powiedzieć - dość!
Pragniesz spełnienia? Chcesz tryumfować?
Masz dosyć odchodzenia z niczym?
To - mówią - przestań kibicować,
a zacznij wreszcie uczestniczyć!
Pokiwam na to łbem obłudnie:
Na siebie liczyć mi - najtrudniej...
Gdybym mógł sobą się zachwycać,
tobym nie robił za Kibica...