Wakacyjna przypowieść z metafizycznym morałem

///Wakacyjna przypowieść z metafizycznym morałem
Wakacyjna przypowieść z metafizycznym morałem2017-10-10T10:02:13+00:00

Zrywamy się przed świtem
Nie myśląc o śniadaniu;
Milczący, źli, a przy tym
Zupełnie niewyspani.

Okrągły księżyc drwi z nas
Jak puste dno butelki;
Lecz nam to nie pierwszyzna
Idziemy po muszelki.

Szlak wiedzie brzegiem morza
Na zachód – w kołdrze mroku,
Więc z tyłu pełznie zorza
Cierpliwie krok po kroku.

Na piasku rosną cienie
Jak rozciągnięte szelki –
Idziemy niestrudzenie,
Idziemy po muszelki.

Muszelki – rzecz nietrwała,
Po prawdzie nic nie warta,
Ale córeczka chciała –
Córeczka jest uparta.

Z fal słońce się wychyla
Jak złota pierś modelki;
Umyka nam ta chwila –
Idziemy po muszelki.

Palców u stóp maleństwa
Kaleczą się boleśnie.
Co robić? Na przekleństwa
Za późno – i za wcześnie –

Na wątpliwości antrakt,
Na cierpień bagatelki,
Bo zgrzyta zębów mantra –
Idziemy po muszelki.

Pierś słońca już w zenicie
Wspiera się nam na plecach
Potężnym żarem życia
Jak samo serce pieca.

Pot ciurka strumykami,
Dziurawią piach kropelki;
Wyschnięci na pergamin
Idziemy po muszelki.

W krąg wodorostów zieleń
Piętrzy się drwiącą warstwą
I cuchnie – a muszelek?
Muszelek – na lekarstwo!

Nie w naszej widać mocy
Odnaleźć skarb tak wielki!
Na skórze, w chłodzie nocy
Pęcznieją nam bąbelki.

Lecz córcia łapką gładką
Pieczeń skwierczącą klepie:
– Nie przejmuj się tak, Tatku!
Jutro ci pójdzie lepiej!

Los żaden nas nie zmoże,
Choć przeszkód pełen wszelkich!
Chwała Ci dobry Boże
Za drogę po muszelki!

Jacek Kaczmarski
13.7.1999

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

Druga piosenka jest opisem – dość wiernym – autentycznej historii, której ofiarą padłem wiosną tego roku (1999 – przyp. mój).

Opracował: Szaman

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

Nagranie