Sąd nad Goyą

Sąd nad Goyą2017-10-10T10:02:16+00:00

Głuchy zdycha mało godnie:
Stęka, skarży się i gdera,
Cuchnie jakby robił w spodnie;
Balwierz żyłę mu otwiera.

Cieknie siła, upór, pycha,
Strach i miłość na poduchy;
Ze starości Głuchy zdycha,
Osiemdziesiąt lat żył Głuchy.

Duchy, zjawy i upiory
Kłócą się o krew pacjenta.
Nie usłyszy kłótni chory,
Ale widzi i pamięta:

Nagiej Mai pierś dziewczęca,
Księżnej Alby władczość warg;
Słońce się nad Sierrą znęca,
Błyskiem broczy byczy kark.

Sępio wzrok królewski świeci
Nad jedwabnym łupem szat,
Saturn zżera własne dzieci,
Szatan się w rokoko wkradł.

Chłopski taniec, dworskie łaski,
Ciężar jąder plącze krok;
Słońce się nad Sierrą pastwi,
Much ucztuje rój wśród zwłok.

Osioł człeczy los odmierza,
Małpa się w zwierciadle gnie,
Płoną stosy od pacierza,
Ofiar Bóg-sadysta chce.

Głuchy zdycha mało godnie:
Stęka, skarży się i gdera,
Cuchnie, jakby robił w spodnie;
Balwierz żyłę mu otwiera.

Cieknie siła, upór, pycha,
Strach i miłość na poduchy;
Ze starości Głuchy zdycha,
Osiemdziesiąt lat żył Głuchy.

Duchy, zjawy i upiory
Kłócą się o krew pacjenta.
Nie usłyszy kłótni chory,
Ale widzi i pamięta:

Po pałacach i katedrach
Zdjęty strachem ludzki kał –
Świeżym mięsem trzęsie febra,
Osły dosiadają małp.

Wachlarzami nietoperzy
Popiół z sierry zmiata wiatr;
Kat ofierze swej nie wierzy,
Że i nad nim stoi kat.

Korsykanin zmywa z tronów
Zabobonów ciemną ciecz –
Grzebie w trzewiach wyzwolonych
Lepki od wolności miecz.

Słońce się nad sierrą toczy
I osusza czaszki z łez,
W nieme niebo wznosi oczy
Zakopany w piachu pies.

Głuchy zdechł i balwierz poszedł.
Duchy trupa wezmą stąd
I na sabat go poniosą,
Gdzie się wiedźm odbędzie sąd.

Co to ma być za malarstwo?
Stylistycznej jaźni brak!
Literackość! Efekciarstwo!
Chorej wyobraźni smak!

Szatan się ze śmiechu trzęsie,
Zapluwają się staruchy;
Goya myśli – miałem szczęście,
Żem i żył i umarł – głuchy.

Jacek Kaczmarski
27.7.1999

Informacje dodatkowe

Inspiracja

Jacek o

Pozostając w tematyce europejskiej, czyli apokaliptycznej, piosenka pod tytułem “Sąd nad Goyą”. Próba zbiorczego spojrzenia na malarstwo jednego z moich ulubionych twórców, z którym krytycy sztuki mają taki problem, że żył długo, w związku z tym namalował dużo i w różnych stylach. I to ich strasznie męczy, bo oni lubią mieć jasność, w jakim stylu maluje twórca. Zaczynał od malarstwa akademickiego, bardzo poprawnego, następnie był malarzem dworskim w epoce rokoko. Ale już wówczas, w portretach rodziny królewskiej zwłaszcza, spod tego rokoka wyłaził szatan talentu. Następnie – jak można się było spodziewać po człowieku wrażliwym w kraju inkwizycji, walk byków a następnie krwawych wojen napoleońskich – pozostawił po sobie obrazy i grafiki tak pełne potworności i koszmarów, jakich dopuszcza się człowiek na drugim człowieku, jeśli mu pozostawić w tej materii wolną rękę, takich demonów, jakie potrafi w siebie wchłonąć albo z siebie wydobyć, że do dzisiaj porażają zarówno współczesnością formy jak i codziennością tego, co widzimy dokoła. Mimo, że mają już dwieście lat.

Opracował: Szaman

Jacek – …W ostatnim programie, którego jeszcze nie nagrałem (“Dwie Skały”), jest utwór “Sąd nad Goyą”, który pisałem pół roku licząc od pomysłu do finalnej realizacji.

Opracował: Lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie