Rechot Słowackiego

Rechot Słowackiego2017-10-10T10:02:17+00:00

Za rządów kniazia Jura Heretyka

(Którego lud zwał także – Uśmiechniętym),

W czasach, gdy życia pęd oddech zatykał,

A powóz dziejów dziwne brał zakręty,

Gdy się z herezją borykał Watykan,

Choć ekumenizm głosił Ojciec Święty –

Ja już nie żyłem od półtora wieku,
Lecz – nie do końca – krytykom na przekór.

Kraj wyszedł właśnie z dżumy i powodzi,

Polak więc słaby jeszcze był i mokry.

Kniaź-ewangelik katolików godził

I zadżumionych usiłował odkryć,

Żeby w narodzie mór się nie odrodził,

Bowiem z zarazy korzystały łotry

I, jak się w dziejach przydarzyło nieraz,
Rozkwitał chory, a zdrowy umierał.

Wie, kto ratował kiedy tonącego,

Że ratowany – ratownika dławi

I, kogo przed tym w porę nie ostrzegą,

Ten i sam tonąc – topielca nie zbawi;

Najprostszy morał pragnę wysnuć z tego:

Trudniej człowieka niż państwo naprawić,

Więc, zgryźć nie mogąc twardego orzecha,
Kto tonął – tonął, a kniaź się uśmiechał.

A tam, gdzie sucho – wielkie trwały prace:

Puchły od płodów obfitości spichrze,

Kute w krysztale podniebne pałace

Blask słońcu kradły w złotonośnym wichrze;

Lecz nie zamieszkał w nich, kto nie miał za co

I gniew ogarniał go na widok tychże,

Więc rzucał warsztat, zaniedbywał rolę
I z rozrzewnieniem wspominał niewolę.

Wielu ubogich duchem i maluczkich

Dotąd nieznane olśniły błyskotki:

Sztuką – kuglarskie były dla nich sztuczki,

Pięknem – konterfekt półgołej kokotki,

Nauką – całkiem kosztowne nauczki,

A wiedzą – wróżby, bajeczki i plotki.

Ci zapomnieli marząc o kokosach,
Że ich królestwo – dopiero w niebiosach.

Chciwy odmiany po wioskach i miastach

Człek brał się za to, co najlepiej umiał;

Groszem publicznym pan starosta szastał

(To dla plebana, to dla pana kuma),

Wyżej katedry rychło bank wyrastał

Czyniąc tym zamęt w nieprędkich rozumach,

Gdy mszę niedzielną zamawiał w kościele
Spasiony krzywdą wiernych Złoty Cielec.

Pysznił się szatan swoim widowiskiem:

Karczemna burda – politycznym sporem,

Wolność – przekleństwem, czystość – pośmiewiskiem,

Rubaszny czerep – cnót patrioty wzorem,

Własna głupota – niecnym obcych spiskiem,

Rozsądek – zdradą, a zdrada honorem.

Kto sprawiedliwy w tym dymiącym kotle –
Widać nauczył się latać na miotle.

Więc z lotu miotły dostrzeże przez chwilę

Kosmiczny zamiar wichrowej spirali:

Owszem, tam w dole pogorzelisk tyle!

Co zapłonęło – musi się wypalić.

Zostaną w węglu łapy krokodyle,

A to, co człowiek wzniósł – to człowiek zwali;

Ten ślad jaszczurzy znaczy jego dzieje:
Pełznie, więc dąży – dąży, więc istnieje.

Ba! Nawet wampir od polskiej krwi tłusty,

Siedząc w pałacu carów namiestnika,

Niebieskooki, młody, złotousty,

Łabędzich szyi dziewic nie dotyka,

Przestrzega postu, chodzi na odpusty,

I wojny z czosnkiem i krzyżem unika.

Patrząc na niego przysiągłbyś łaskawco,
Że się z krwiopijcy niemal stał krwiodawcą!

Sny o wielkości srebrne są, a kruche;

Polak dla siebie bywa niebezpieczny.

I cóż, że wyśni odrodzenie Duchem,

Kiedy ten duch w nim – zgoła średniowieczny.

Niechaj więc łyka oślizgłą ropuchę,

Zwłaszcza, że w gębie nader wciąż waleczny,

A skoro życie jest snem – niech się we śnie
Spełni jak zechce…– nie budząc przedwcześnie!

Jacek Kaczmarski
19.7.1999

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

W szkole uczyli mnie, że Słowacki był takim Goyą polskiego romantyzmu. Poetą mrocznym, krwawym, groźnym, chmurnym, mistycznym, tajemniczym. Nie do końca zrozumiałym ale – w każdym bądź razie – wielkim. Dopiero kiedy zacząłem go czytać dla własnej przyjemności a nie na stopnie, odkryłem drugą stronę wieszcza. Mianowicie – zwłaszcza w jego poematach dygresyjnych, takich jak “Podróż z Ziemi Świętej do Neapolu” czy “Beniowski” – zdradził się ze swoim talentem obserwacyjnym, poczuciem humoru, dystansem do rzeczywistości, zainteresowaniem sprawami społecznymi i politycznymi swojej epoki, nie tylko Polski ale Europy, po której dużo podróżował, zjadliwością ocen i subtelnością obrazowania. Zastanawiałem się wówczas – samo mi to przyszło do głowy – że powinien on w zasadzie rzucić okiem z niebios, w rok 150-lecia swojej śmierci, na dzisiejszą Polskę i coś skrobnąć na ten temat. Nie odezwał się, więc zrobiłem to za niego, zapożyczając formę oktawy. W ten sposób powstała piosenka “Rechot Słowackiego”.

Opracował: Szaman

Dziennikarz – Dlaczego nie chce pan przedstawiać Polski tak drapieżnie jak Kazik?

Jacek – To wynika z biografii. Ostatnim przebłyskiem mojej drapieżności był program “Wojnie postu z karnawałem” z 1992 r. Zacząłem sobie cenić dystans, opis, refleksję, a nie ferowanie wyroku. Kiedy wszystko wolno i wszyscy krzyczą, wolałem z przemyślanej przekory pójść w innym kierunku. Wyciszenia. Zrezygnowałem z tematów tabu, bo teraz jest mnóstwo specjalistów od śpiewów martyrologicznych. Kiedy tylu młodych ludzi krzyczy, że świat jest obrzydliwy, wolę poszukać w tej obrzydliwości ludzkiej motywacji.

Dziennikarz – Ale w najnowszym programie, w piosence Rechot Słowackiego śpiewa pan: Trudniej człowieka naprawić niż państwo…

Jacek – Ale nie wrzeszczę wprost, że Buzek jest idiota, a Kwaśniewski hipokryta, tylko szukam formy bardziej uniwersalnej. Solą wszelkiej sztuki jest dla mnie ironia. Tymczasem w polskiej sztuce estradowej i w ogóle w świecie myślenie symboliczne zanika. Młodzi ludzie wrzeszczą, jakby mieli nóż na gardle, ja mam z tym mały kontakt emocjonalny. Myśmy mieli nóż na gardle na przełomie lat 70-tych i 80-tych, ale szukaliśmy formy. Cały program Muzeum w samym środku rewolucji robotniczej był o obrazach. “Rejtan”, “Somosierra”, “Arka Noego” okazały się symbolami tamtego czasu. Ale może to zabrzmiało pod nieobecność wzorców popkultury.

Lechu: Na kogo głosowałeś w ostatnich wyborach prezydenckich? Jak oceniasz obecną kadencję Aleksandra Kwaśniewskiego?

Jacek – O ile sobie przypominam głosowałem na Kuronia, a w drugiej turze na nikogo, bo byłem akurat w drodze z Polski do Australii. Kadencję obecnego prezydenta skomentowałem w jednym z najnowszych utworów: “Rechot Słowackiego”.

Jacek – Ba, nawet wampir od polskiej krwi tłusty / Siedząc w pałacu carów namiestnika / niebieskooki, młody, złotousty / łabędzich szyi dziewic nie dotyka / przestrzega postu, chodzi na odpusty / i wojny z czosnkiem i krzyżem unika / patrząc na niego przysiągłbyś łaskawco / że się z krwiopijcy niemal stał krwiodawcą.

Jacek – W ostatnim programie – “Dwie skały”, jest np. piosenka “Rechot Słowackiego”. Jest to jednak ubrane w inną, nieco ironiczną formę, co pozwala na dystans do tematu. Mówiąc o dzisiejszej Polsce, faktycznie mówię o stałych elementach kultury i obyczaju
Dziennikarka – Podobają się panu nasze elity polityczne, te z lewej i prawej strony?

Jacek – Średnio. Dałem temu wyraz, pisząc w 1995r. “Karnawał w Victorii”, gdzie opisałem nasze elity językiem Grzesiuka z warszawskich przedmieść, dwa lata temu napisałem piosenkę “Rechot Słowackiego”, gdzie z kolei językiem Słowackiego opisuję współczesną rzeczywistość…. Ale tu nie można mieć złudzeń: elity są takie, jakie jest społeczeństwo Przecież na tym właśnie polega demokracja.

Skowroński: Jak z perspektywy Australii wygląda polska polityka?

Jacek – Troszkę tak jak w wierszu “Rechot Słowackiego”, który znajduje się w najnowszym programie “Discovery”, drukowanym w “Rzeczpospolitej”, 10 dni temu. Tak groteskowo, trochę śmiesznie, trochę ponuro, trochę mistycznie, bo ta polska rzeczywistość strasznie ociera się o jakiś mistycyzm, o rzeczywistość raczej wyobrażoną niż realną.

Skowroński: Ale co jest groteskowe, co jest śmieszne, a co jest mistyczne?

Jacek – Groteskowe i śmieszne są konkrety w życiu oficjalnym kraju, rozmowy polityków, tłumaczenia się polityków, ataki polityków na polityków. Dramatyczne są historie ludzkie, które znajdują przecież odbicie w prasie i o których się dowiaduję od przyjaciół czy będąc tutaj. A mistyczne, moim zdaniem, jest dosyć powszechne w Polsce życie w świecie wyobrażonym, w pewnego rodzaju fantasmagorii ambicji, kompleksów, wyobrażeń, schematów, zamiast podążania przez życie i rozwiązywania konkretnych problemów.

Skowroński: No ale pan też żyje w świecie wyobrażonym, a nie tym konkretnym.

Jacek – Ale ja jestem, przepraszam za słowo, literatem, to jest mój zawód. Dlatego mamy chyba w Polsce dużo wspaniałych poetów i pisarzy. Natomiast mówię o fantasmagoriach, w których żyje przeciętny człowiek, od polityka do zjadacza chleba.

Skowroński: I co się znajduje w tym wierszu, który 10 dni temu został opublikowany w “Rzeczpospolitej”?

Jacek – Przepraszam, że się na to powołuję.

Skowroński: Zacytować trzeba.

Jacek – Zacytuję jedną zwrotkę, na którą moi słuchacze na koncertach najlepiej reagują. To jest takie spojrzenie z kosmicznej perspektywy na Polskę, od kniazia Jura heretyka, który godzi katolików, do wampira, który siedzi w pałacu carskiego namiestnika:
Ba, nawet wampir od polskiej krwi tłusty,
siedząc w pałacu carów namiestnika,
niebieskooki, młody, złotousty,
łabędzich szyi dziewic nie dotyka,
przestrzega postów, chodzi na odpusty
i wojny z czosnkiem i krzyżem unika.
Patrząc na niego, przysiągłbyś, łaskawco,
że się z krwiopijcy niemal stał krwiodawcą.

Skowroński: Wampir w pałacu namiestnikowskim?

Jacek – Wiadomo, że rok temu… Mam tłumaczyć, tak? Rok temu były akcje młodej prawicy, określające Kwaśniewskiego jako Kwasulę. To mi się podobało. Wydawało mi się, że to jest takie poczucie humoru bliskie Majorowi, Pomarańczowej Alternatywie, ale zauważyłem, że zostało to przyjęte bardzo serio przez szerokie środowiska: prezydent jako spadkobierca ugrupowania komunistycznego wysysa krew z polskiego narodu. No ale to jest taki niezwykły wampir, dosyć, powiedzmy sobie, dbający o ciepły wizerunek. I stąd ten łagodny wampir, który paradoksalnie dba o wizerunek człowieka, który raczej oddałby krew, niż wyssał.

Skowroński: Ale to są piosenki, poezja komentująca polski świat polityki.

Jacek – No tak ale z perspektywy…

Skowroński: Czyli to tak jak 20 lat temu.

Jacek – Nie, “Mury”, jednak były piosenką, tak mi się wydaje, o konflikcie, nie do uniknięcia, pomiędzy artystą a tłumem, a masą. Tam nie było odniesień do konkretów. Natomiast to jest rodzaj satyry, pastisz poematów dygresyjnych Słowackiego i samej poetyki Słowackiego, bardzo oddalonej od polityki. Raczej wizja właśnie z góry, z daleka, takiego wiru różnych spraw sensownych i bezsensownych.

Opracował: Lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

Nagranie