Rapsodia wietrznej ulicy

///Rapsodia wietrznej ulicy
Rapsodia wietrznej ulicy2017-10-10T10:02:11+00:00

(wg T. S. Eliota)

Już północ na niebie wybiła
I w mieście na wszystkich ulicach
Pogłębia się wspomnień siła
Ujęta w poświatę księżyca
W świetle zielonych latarni
Tętnią pamięci dzwony,
Żółtym uschniętym geranium
Potrząsa człowiek szalony

Półtorej godziny po północy
Latarni szept tajemny
Ogarnia czasu moce
Zawarte w ulicy ciemnej
Patrz na te blaski życia
Świecące przez usta kobiety
Stojącej w bramy ukryciu
Kryjącej życia szkielety
Patrz na jej skośne spojrzenie
Obłudne i śliskie jak haczyk
Jak niespełnione nadzieje,
Jak śmiech gdy świat cały płacze.

Pamięć jak wulkan czasu
Gałęzie myśli wypluwa
Konary skręcone z hałasu
Czyści, gładzi zesuwa.
Jak biało-różowe kości
Dymiące przyszłości swądem
Parzące kipielą białości
Przez ciało zżarte trądem,
Patrz na fabryki mury
Skrwawione naroślą rdzawą,
Ręce wzniesione do góry
Zdrapuję z nich rdzę plugawą.

Noc jest ciężka i parna
Noc minionego wieku
Popatrz jak nocą kot czarny
Zasypia w załomie ścieku.
By ujrzeć w tej nocy twarze
Wystarczy nędzy hasło.
Kot trądem ulicę zaraża
Zlizując zjełczałe masło.
I oczy ciekawej ulicy
Pełne szaleństwa mdłości
Wwiercają się w cień okiennicy
W barierę sennych szarości.

Księżyc utracił pamięć
Ospa mu twarz przeorała
Jesienna, błotnista zamieć
Różę żyjącą złamała.
Doszedł do drzwi pod numerem
Klucz pod słomianką jak zwykle
Gdy człowiek okaże się zerem
Wspomnienia zostawia przykre.

Jacek Kaczmarski

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak