Przy ołtarzu baru

Przy ołtarzu baru2017-10-10T10:02:19+00:00

(za Dave’em van Ronkiem)

Kolejna noc się kończy nam
Rozkoszy i koszmarów
I każdy z nas zostanie sam
Gdy zatrzasną już ołtarz baru.

Niech jeszcze hara w gardle gra
Anielska, człecza, czarcia.
Ściemnionym – niech doczekać da
Jutrzejszej godziny otwarcia.

Znowu wpełzamy, znów jest dziś
Kalecy aniołowie
I każdy z nas ma jedną myśl
I każdy zna na nią odpowiedź.

Aż przyjdzie bezpowrotny łyk
Co mózg posyła w diabły
Gdy nie zna odpowiedzi nikt
I pytań nikt nie ma żadnych.

Pęka mi serce – szkoda sił –
Jutro się samo sklei
Gdybym – jak dziś – w kołysce pił –
Nie znałbym łez beznadziei.

Ostatni toast milczy się:
Bar-Ołtarz – miejsce święte.
Za serce! – które dobrze wie
Że woli być pęknięte.

Jacek Kaczmarski
4.9.1998

Informacje dodatkowe

Inspiracja

Jacek o

Tekst kolejnej piosenki jest wolnym tłumaczeniem wiersza amerykańskiego bluesmana z początku lat siedemdziesiątych, który nazywał się Dave van Ronk. Piosenka nosi tytuł “Przy ołtarzu baru”. Pozwolę ją sobie zadedykować Władkowi Roszkowskiemu. To jest taki imponującej postawy pan o siwych skroniach i oczach w których przegląda się całe życie.

Opracował: Szaman

Dziennikarz – W jednym z Pana programów, nazwanych kiedyś w wydawnictwach podziemnych “Pijany poeta”, a później “Bankiet”, jest dużo fascynacji alkoholem, co w pewien sposób uczyniło z Pana takiego poetę przeklętego…

Jacek – Wie pan, w Polsce i w Rosji jest bardzo silna tradycja poetów przeklętych, co również mnie nie ominęło. Ale już przestałem używać alkoholu do twórczości i do występów…

Dziennikarz – Uznał się Pan za alkoholika?

Jacek – Tak. Ale zdarza mi się czasem, po rocznej czy dwuletniej przerwie, wypić wino czy napić się wódeczki.

Dziennikarz – I co, nie płynie Pan dalej?

Jacek – Nie.

Dziennikarz – No to nie jest Pan alkoholikiem!

Jacek – To jest bardzo śliska granica… Ale wracając do pańskiego pytania, ja te piosenki pisałem i śpiewałem w wieloletnim okresie emigracyjnym, kiedy byłem właśnie takim przeklętym poetą, który jak się napije, to weźmie gitarę i będzie do rana śpiewał. Podejrzewam, że pisałem i śpiewałem te piosenki oraz tłumaczyłem teksty innych artystów związanych z alkoholem jako rodzaj usprawiedliwienia dla siebie. Teraz, jak pan wie, jest inaczej. W programie “Dwie skały” jest piosenka “Przy ołtarzu baru”, która mówi wprost, czym to się kończy.

Dziennikarz – Po przeczytaniu nowej książki Jerzego Pilcha “Pod mocnym aniołem” trudno mi się zgodzić z tezą tam zawartą, mimo że nie jestem abstynentem…

Jacek – Że miłość ratuje przed alkoholem?

Dziennikarz – Tak.

Jacek – Takie jest generalne przesłanie tej książki i ono rzeczywiście wzbudziło moją wątpliwość, choć jestem pod silnym wrażeniem Pilcha. Ale z doświadczenia wiem, że miłość potrafi być impulsem nie tyle do wyjścia z alkoholizmu, ile do uświadomienia sobie pewnych spraw i zapanowania nad nimi.

Dziennikarz – Takie oddanie się w ręce kobiety…

Jacek – No, miłość nie jest oddaniem się w ręce kobiety, jest potrzebą życia dla kobiety. Przerabiałem już formułę opiekunki. Moja druga żona wyciągnęła mnie z najgłębszych dołków, ale posiadanie piastunki to rzeczywiście nie jest rozwiązanie. Trzeba nauczyć się odpowiedzialności za kogoś, bo jeżeli ja pozwolę sobie na cug i pójdę na tydzień, dwa czy miesiąc, to moja partnerka i moje dzieci nie będą miały ze mnie nic oprócz kłopotów.

Opracował: Lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie