Najwyższy Sądzie Ostateczny!
O najsurowszą proszę z kar,
Bom jest utracjusz i bezecnik,
Który bez rozgrzeszenia zmarł!

Nie doceniłem darów bożych,
Tylkom nazywał je i brał;
Nie znałem lęku, co by trwożył
I ku doskonałości gnał.
Nie znałem więc słodyczy szczęścia
Gdy się pokona taki lęk.
Chodziłem po najprostszych ścieżkach
Zbijając bąki ścichapęk.
Nie znałem bowiem gniewu, siły,
Ciekawość nie budziła mnie.
Świat szczodry dla mnie był i miły
Ten sam na jawie i we śnie.

Najwyższy Sądzie Ostateczny!
O najsurowszą proszę z kar,
Bom jest utracjusz i bezecnik,
Który bez rozgrzeszenia zmarł!

Żony wychować nie umiałem
Więc winić tu nie mogę jej,
Lecz, jeśli pojąć coś zdołałem
Z mych dni – to tylko dzięki niej.
Mój syn mordercą brata stał się,
Czym ściągnął hańbę na nasz byt;
Do zbrodni nawet przyznać bał się
I skazał nas na ból i wstyd.
Więc w tym ostatnim słowie czuję
Że żaden sens mój żywot ma:
Jeśli na piekło zasługuje
Ktokolwiek z nas – to tylko ja.

Najwyższy Sądzie – ja nie biadam.
Nie straszny topór mi ni sznur.
Nazwiska nie mam. Imię – Adam.
Praojciec ludzi.
Klęski wzór.

Jacek Kaczmarski
7.8.1997

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak