Opowieść pewnego emigranta

///Opowieść pewnego emigranta
Opowieść pewnego emigranta2017-10-10T10:02:23+00:00

Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,

Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.

Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
Że bankierom i skrzypkom nie mówią – ty żydku!

Ja bankierem nie byłem ani wirtuozem,
Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem

I na własnych nogach przekroczyłem Bug
Razem z Armią Czerwoną, jako politruk.

Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
Na których się miało oprzeć Odbudowę.

A potem mnie – lojalnego komunistę –
Przekwalifikowali na manikiurzystę.

Ja kocham Mozarta, Bóg – to dla mnie Bach,
A tam, gdzie pracowałem – tylko krew i strach.

Spałem dobrze – przez ścianę słysząc ludzkie krzyki,
A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.

W następstwie Października tak zwanych „wydarzeń”
Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.

Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
Pisać wprost to, co łatwiej można pisać wspak.

Wtedy myśl się zrodziła – niechcący być może –
Żem się z krajem tym związał – jak mogłem najgorzej.

Za tę hańbę zasługi – Warszawa czy Kraków –
Gomułka nam powiedział: – Polska dla Polaków.

Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz –
Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.

I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.

W Tel Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu

I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd –
Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?

Nie umiałem, jak on, chwały czerpać teraz
Z tego, że się z bankruta robi bohatera.

Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
Mówią: – Czym jest komunizm – ucz Amerykanów.

Powiedz im, co wiesz, co na sumieniu masz,
A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.

A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
Jak wygląda to, com – niszcząc – budował.

I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
Meloman – nie skrzypek, nie bankier – a ubek;

Oficer polityczny – nie russkij gieroj.
Ani Syjonista, ani też i goj!

Jak ja powiem Jehowie – za mną, Jahwe, stań,
Z tą Polską związanym pępowiną hańb!

Jacek Kaczmarski
5.4.1987

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

“Kolejny utwór nosi tytuł “Opowieść pewnego emigranta” i jest autentyczną historią złożoną z trzech życiorysów ludzi, z którymi zapoznałem się podczas moich podróży po świecie. A te życiorysy dotyczą jednego z najbardziej tragicznych wątków polskiej historii powojennej.”

Opracował: Szaman

Dziennikarz – Ostatnie twoje “Kwadranse” w radio to recitale. Czy zdarzyło ci się, że wewnętrzna cenzura czegoś ci nie puściła?

Jacek – Nie ma wewnętrznej cenzury. Natomiast jest coś takiego jak ok, rozmowa z dyrekcją przed nagraniem programu, sugestie, czy dana piosenka nie wywoła niepożądanych skutków; niekoniecznie w Polsce, również na Zachodzie. I był taki jeden wypadek, z piosenką “Opowieść pewnego emigranta”. To jest piosenka oparta na autentycznym życiorysie polskiego Żyda. I ona rzeczywiście nie poszła, uznałem racje dyrekcji. Chodziło mianowicie o to, że ten temat jest w ogóle szalenie drażliwy na Zachodzie (w Stanach przede wszystkim) i istniały obawy, że gdyby ktoś chciał zaszkodzić naszej rozgłośni (a są tacy ludzie), to mógłby wokół tej piosenki rozpętać zarzuty, że propagujemy antysemityzm. Piosenka oczywiście nie ma nic wspólnego z antysemityzmem, gdyby natomiast ktoś o złej woli chciał to rozkręcać… tłumacz no się teraz, poeto, że nie miałeś na myśli tego, tylko coś innego.

Dziennikarka – Jeśli wojna, to i temat Żydów. Już w “Krzyku” pojawia się “Ballada o spalonej synagodze”.

Jacek – Ona nie ma nic wspólnego z wojną, wcześniej też palono synagogi. Ballada powstała pod wpływem dwóch piosenek, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie: “Ballady o Brunonie Schulzu” Jacka Kleyffa i “Ballady o Jankielu” Staszka Klawego, przepięknej piosenki, której nie wiem dlaczego, on nie chce śpiewać za często .”Co ty robisz Jankiel w tym kraju wśród tej pijanej szlachty”, a refren – “a Jankiel gra, mazurka Dąbrowskiego”. I miałem potrzebę przyłączenia się i zrobienia z tego tryptyku. I nawet przez jakiś czas na koncertach śpiewałem wszystkie te trzy piosenki. Kwestia Żydów w Polsce i zagłady Żydów jest według mnie probierzem myślenia o współczesnej cywilizacji. Do tej hekatomby odnosi się wszystko, co się działo w XX wieku, i to, co uważamy za swoją świadomość cywilizacyjną. Zresztą potem to się u mnie jeszcze rozwinęło w tryptyk. Jest “Kara Barabasza” – sanhedryn miał do wyboru uwolnić Jezusa lub Barabasza i zdecydował, że Barabasz jest mniej groźny

Dziennikarka – Ale dopisałeś tutaj kawałek Biblii, bo Barabasz znika z niej w momencie uwolnienia…

Jacek – Wyobraziłem sobie grozę złoczyńcy, który uniknął śmierci i ma świadomość, jak jej uniknął i co z nim może potem być. Stąd przewrotne stwierdzenie, że Barabasz człowiek też…

Dziennikarka – Barabasz płacze…

Jacek – Tak, tu go uszlachetniłem, nie musiałby płakać…, ale najpierw się śmieje i udaje ukrzyżowanego, więc to jest takie przewrotne spojrzenie na Człowieka, bo wiadomo, że Barabasz o Chrystusie powiedział: oto Człowiek, a Barabasz człowiek też, niestety. No i trzecia piosenka z tego dramatycznego cyklu to “Opowieść pewnego emigranta”, która jest montażem trzech czy czterech życiorysów moich znajomych z emigracji 1968 roku, żyjących na świecie: historia współczesnego Barabasza, który z Polski sanacyjnej i z Rosji sowieckiej wraca do Polski jako przekonany komunista, staje się katem, zostaje wygnany i nagle się okazuje, że może z tego czerpać profity, jeśli tylko zechce. Natomiast w nim pozostaje świadomość tej pępowiny hańb, którą jest ze swoją przeszłością związany nierozerwalnie.

Opracował: Lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

Nagranie