O pożytkach z pewnej rasy

///O pożytkach z pewnej rasy
O pożytkach z pewnej rasy2017-10-10T10:02:24+00:00

Ninie

Od pewnego majowego wtorku
Jestem specem od tak zwanych Yorków.

Córka w sklepie w płacz, że TU i TERAZ
Dostać właśnie ma Yorkshire Terriera!

Zrazu dostrzec nie mogłem potworka
(Bo niewielkie są rozmiary Yorka),

Aż ujrzałem w końcu kłaczków kłębek,
Kiedy mi na palcu zawisł zębem.

A polega na tym ów psi bajer,
Że naprawdę pochodzi z Yorkshire,

Niewidoczny, pogodny z natury,
Zje cokolwiek (polując na szczury).

W związku z tym, że kosztował niewiele,
Był zazwyczaj biednych przyjacielem.

W rzeczy samej – rezolutna mordka
Sama skłania, by być kumplem Yorka.

Tyle że w dzisiejszych, ciężkich czasach
Psi to odpowiednik ananasa.

Już nie liczy się bez Rodowodu,
Szczurem też nie zaspokoi głodu,

Ma w dodatku włosy zamiast sierści,
Które trzeba myć, nacierać, pieścić,

Rozczesywać, kondyszjonerować,
Aż się nie wie – gdzie ogon, gdzie głowa.

Słowem: taki to typ Szczurołapa,
Co ma siłę w czuprynie, nie w łapach;

Niby Samson – jak nas uczą dzieje –
Tą czupryną wygrywa turnieje.

I dopiero wtedy taki Yorek
Wart jest sumy wydanej w ów wtorek.

Jacek Kaczmarski
Osowa, maj 2003

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak