Lament zomowca

Lament zomowca2017-10-10T10:02:30+00:00

Siedem lat pracuję ciężko na kawałek chleba,
Jeżdżę po zawszonym kraju od miasta do miasta.
Czy mnie kto zapytał kiedy, czego mi potrzeba?
Albo czy nie marzę o czymś, kiedy w tarczę trzaskam?

Stoję przed zamkniętą bramą, wdycham pył węglowy,
Każą ruszyć do ataku – może mi się dostać.
Od nadużywania gazów mam stały ból głowy –
Czy pomyśli kto, by czasem o mnie się zatroskać?

Syna mi w przedszkolu wszystkie dzieci szykanują
I od żon górników lepiej mi się trzymać z dala.
Bo w tym kraju – ten bohater, komu mordę skują,
A mnie tylko Kiszczak może raz na rok wychwala.

Nie daj Boże coś się zmieni, partia się dogada
Z tymi, którym raz już dobrze przyłożyłem w zimie.
Oni będą za patriotów, a mnie wstyd i biada,
Bo okaże się, że znowu ja wszystkiemu winien.

Raz już wszystkich mieli w ręku – to ich wypuścili.
Nie rozumiem, chyba w ramach walki z bezrobociem.
No bo jakby ich trzymali, co byśmy robili?
Nieszczęśliwy jest zomowiec, sam – jak kołek w płocie.

Dość. Za dużo już tych myśli, niechby był już rozkaz!
Jak pozwolą bić tych leni, dusze z nich wytrzęsę!
Tylko czemu na prowincji? Oto moja troska!
Gdybym w Gdańsku był – przynajmniej widziałbym Wałęsę!

Jacek Kaczmarski
26.8.1988

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie