Kosmopolak. Paryż I

///Kosmopolak. Paryż I
Kosmopolak. Paryż I2017-10-10T10:02:31+00:00

Z Europy do Europy podróż trudna, lecz krótka:
W samolocie radzieckim – polska bułka i ser.
A tu już Łuk Tryumfalny pręży Żabie swe Udka
I francuskim cycuszkiem pyszni się Sacré-Coeur!

Bouillabaisse wszelkich ras na lotniska półmisku
Gospodarzy wypluwa z ich serdecznym bonjour!
Patrzą na nas ciekawie potomkowie Gwardzistów,
Co od Moskwy po Wersal przeciągnęli ciał sznur.

– Chcecie zrobić to, przed czym ugiął się Bonaparte! –
Anyżowy ich wzrok rzekłby nam, gdyby mógł.
– Sympatyczni z was głupcy, albo pakt macie z czartem,
Chociaż światu śpiewacie, że prowadzi was Bóg!

Francja, Polska, historia, Walezjusze, Valeza –
Nim przejdziemy do rzeczy, pójdźmy najpierw coś zjeść!
Po jedzeniu – spotkanie, po spotkaniu – impreza.
Polski duch nas odświeża, a w świeżości jest treść!

Odświeżamy swym duchem, prostodusznie (na migi);
Odświeżeni nam klaszczą – Vive Solidarité!
A świadkami świeżości są świeżutkie ostrygi,
Marsylianka, Mazurek, kawior z CCCP.

Oj, szczęśliwi Polacy! Wkrótce sen wam się ziści!
A ty, Francjo znękana – zęby ściśnij i cierp! –
Solidarnie wzruszają nami się komuniści
Siłą w klapy nam wbiwszy Sierp i Młot, Młot i Sierp.

Dla odmiany – po nocach z Lechem, Czechem i Rusem,
Gdy za oknem świt wstaje i paryski lśni bruk,
Historyczne pretensje gasi się spirytusem
I pomyłki dziejowe łatwo zwala się z nóg.

W chwilach tych, gdy spirytus wszelkie żale już wyżarł
I na głosy śpiewamy: – Jeszczo raz! Jeszczo raz!
Zdaje się, że w Paryżu nie ma w ogóle Paryżan
I, że Paryż prawdziwy – żyje już tylko w nas.

A o świcie – w ulice. Twarzą w twarz z wielkim Mao,
Który na nas surowo patrzy z płotów i ścian.
Nagle – wiemy na pewno, że coś złego się stało! –
Loi martiale en Pologne! W Polsce wojenny stan!

W tym momencie napięcia – czas przedstawić się przecież:
W trzech paszportach ojczyzna zdjęcia wbiła nam trzy! –
Twarze całkiem typowe, jakie wszędzie znajdziecie:
Kosmopolak, Patriota i Cwaniaczek – to my!

Czysty traf nas połączył tak, jak tylko potrafi
I co sił w nadsekwański wszystkich trzech wcisnął ił.
Każdy spod innej wierzby, każdy z innej parafii,
Jeśli przyjąć na wiarę, że ktokolwiek go chrzcił.

Dziś Chrztu przyszła godzina! Gdy pod Wieszcza pomnikiem
Wodospady Polaków ściąć paryski chce mróz!
Łzy na twarzach rozgrzanych ulatniają się z sykiem,
A syk głuszy się krzykiem – para bucha nam z ust!

Gdybyż para ta była jakąś bronią chemiczną –
Cały Paryż tą parą tłum po chwili by struł!
Są Rosjanie i Czesi i Francuzi też krzyczą,
A kto słów nie rozumiał – krzyczał wprost to, co czuł!

Dalej na ambasadę! W rozbudzone ulice
Z Mickiewiczem na wargach brać czerwonych na cel!
Lecz ich strzegą policje, kraty i okiennice,
Które zamknął o świcie przedstawiciel PRL.

Próżno Wieszcz się unosi nad tabunem wzburzenia
I poezji pioruny ciska w kamień i szkło!
Mamy wiek dyplomacji (co niczego nie zmienia),
Pospolite ruszenia godzą zaś w status quo!

Więc Cwaniaczek odchodzi wolno w stronę Kościoła
(Pobyt ciut się przedłuży, trzeba mieszkać i jeść).
Kosmopolak bezgłośnie po francusku coś woła,
Policjantom Patriota spod krat każe się nieść.

Obroniona placówka Suwerennej Ludowej
W przedświąteczną paryską opatula się mgłę…
Choć dopiero dwunasta, w cieniu flaszki zamszowej
Ambasador się raczy piątym Remy Martin.

Jacek Kaczmarski
1983

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

J.K. – Potem zaprosił mnie na sześć tygodni do swojego domu. Razem nagrywaliśmy taką rozbudowaną muzycznie wersję moich piosenek. Wprawdzie w sensie sukcesu artystycznego czy finansowego nic z tego nie wyszło, ale spędziłem niezapomniane dni w San Francisco i tam też poznałem Czesława Miłosza. Miłosz, pamiętam, pochwalił moje “Przejście Polaków przez Morze Czerwone” jako wiersz, bo, jak się przyznał, do muzyki nie ma ucha. Bardzo mnie to zdziwiło, bo dla mnie poezja i muzyka to jedno.
To nie była znajomość, która wywarła na mnie duży wpływ, chyba żeby wziąć pod uwagę moje półżartobliwe impresje z pobytu w Kalifornii w takim poemacie “Widzenia na temat końca świata”. To było, wzorowane na twórczości Brunona Jasieńskiego, pierwsze modernistyczne podejście do historii, w czym bardzo dobrze się czuję.
Potem napisałem niedokończony poemat “Kosmopolak”, oparty na tym samym pomyśle literackim. I pewnie to jakoś rozwinę, bo tego rodzaju ironiczna epika wydaje mi się najwłaściwszym tonem na opisanie naszych czasów.
Natomiast kolosalne znaczenie miała dla mnie znajomość z Olą Watową, którą poznałem w Paryżu. To była wspaniała staruszka, o niesłychanie żywym stosunku do ludzi, która nas – moją żonę i mnie – przygarnęła jak dzieci. Przepięknie opowiadała o Wacie i stwarzała takie poczucie ciepła, jakie mogą okazywać chyba tylko ludzie, którzy bardzo dużo przeszli. No, ale nie ma ideałów. Później okazało się, że ona bardzo pieczołowicie kreowała jednak postać swojego męża, z czym zetknął się mój wykładowca na polonistyce, a później przyjaciel, Krzysztof Rutkowski, który, po przyjeździe do Paryża, dostał od Oli pełnomocnictwa na naukowe opracowanie spuścizny po Wacie. I miał z nią szalone kłopoty, bo ona cały czas cenzurowała jego prace. Ale to nie zmienia faktu, że była to wspaniałą kobietą, niesłychanie dzielną. Moja przyjaźń z jej synem przetrwała do dzisiaj. w Paryżu. To była wspaniała staruszka, o niesłychanie żywym stosunku do ludzi, która nas – moją żonę i mnie – przygarnęła jak dzieci. Przepięknie opowiadała o Wacie i stwarzała takie poczucie ciepła, jakie mogą okazywać chyba tylko ludzie, którzy bardzo dużo przeszli. No, ale nie ma ideałów. Później okazało się, że ona bardzo pieczołowicie kreowała jednak postać swojego męża, z czym zetknął się mój wykładowca na polonistyce, a później przyjaciel, Krzysztof Rutkowski, który, po przyjeździe do Paryża, dostał od Oli pełnomocnictwa na naukowe opracowanie spuścizny po Wacie. I miał z nią szalone kłopoty, bo ona cały czas cenzurowała jego prace. Ale to nie zmienia faktu, że była to wspaniałą kobietą, niesłychanie dzielną. Moja przyjaźń z jej synem przetrwała do dzisiaj.

Opracował: lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak