Kosmopolak. Izrael

Kosmopolak. Izrael 2017-10-10T10:02:31+00:00

Europejskich miast festyn wodospadem rac strzela –
W sercu Kosmopolaka ćmi zaduma i żal.
Szuka źródeł tych kaskad. Zatem – do Izraela
Odlatuje co rychlej samolotem El-Al.

Na lotnisku walizki, detektorów poświsty,
Tłum – badany pod kątem broni palnej i bomb.
Bomby bowiem bywają, zwłaszcza dla terrorysty
Skuteczniejsze niżeli Jerychońskich dźwięk trąb.

Kosmopolak kontrolę zniósł bez żadnych oporów,
Choć zabrzęczał mu grzebień, co w kieszeni go miał.
Od dzieciństwa już bowiem nie uznawał terroru
Bijącego w kulturę, którą kochał i znał.

Odmęt płaszczyzn śródziemnych lśni turkusem upojnym;
Stewardesy roznoszą sok z grapefruita i gin.
Wokół Kosmopolaka twarze – jakby sprzed wojny,
W których mądrość cierpienia, spryt, wesołość i spleen.

Nagle cienki wąs piany, słońce, palmy i piaski,
W uszach cisza ciśnienia, jakby cień na nie padł,
Płyty jęk pod oponą i – burzliwe oklaski
Dla pilota, co w Ziemi Świętej miękko tak siadł.

W jasnym zmierzchu południa powitania i wrzawa,
W której chrzęści polszczyzna, jakiej nie zna już świat,
Bo Tel Awiw – to jakby przeniesiona Warszawa
Między palmy i piaski… lecz Warszawa sprzed lat.

Kosmopolak się czuje, jak w Przeszłości – na wczasach:
Zabiegałki w uliczkach, słowa, gesty i psy.
I przy jednym z dwóch stołów w małej knajpce Brudasa
Wsysa kurę z rosołu, pije wódkę i śni.

Już tu polski, angielski i rosyjski i jidysz
Z hebrajskiego domieszką w jedną łączą się toń,
Gdy w źrenicach Araba – Faraona cień widzisz:
Europy paznokieć – azjatycka ma dłoń.

Był w Sodomie i mieszkał w eleganckim hotelu,
Który nad Morzem Martwym kupił Żyd z USA.
Lud arabski stanowił procent sto personelu,
Goście – Niemcy, z donośnym swoim – Gut! Nein! i Ja!

Kosmopolak ze słonej wody płukał swe ciało,
Gdy jednego z nich stary dał posłyszeć się głos:
Schau mal, Hans! Ilu jeszcze tych Żydów zostało!
Tyle pracy na marne! Bist du fertig? Na, los!

Wszak faszysta na rencie miewa też reumatyzm,
Czego skutki – żydowska załagodzić ma sól;
Cóż go może obchodzić, jeśli w ramach zapłaty
Kogoś czasem zaboli – gdy nie jego to ból?

Kosmopolak ospale, zlany potem w upale
W swoją drogę do źródeł ruszył zaraz bez tchu:
Gdzież jest źródło wszystkiego, jeśli nie w Jeruzalem?
Tam jest skrucha, ofiara, przebudzenie ze snu!

Jerozolima lśniła jasnym blaskiem wśród piasków,
Gdy ze wzgórz Święte Miasto ujrzał u swoich stóp.
Towarzyszył mu goryl z karabinem na pasku:
Ściana Płaczu – wskazywał – a tam Kościół i Grób.

A tam Góra Oliwna i kaplice wiar wszelkich,
Których byt dwutysięczny właśnie stąd bierze się…
A te złote jajeczka, to radzieckiej dach cerkwi.
Mnichów często się zmienia. Wszyscy są z KGB!

Kościół Grobu! – pomyślał Kosmopolak z euforią.
Ściana Płaczu! – Gdzie Bóg wysłuchuje twych próśb!
Oto kroczysz po dziejach i współżyjesz z historią
I oddychasz przeszłością i nie boisz się gróźb!

Ale gdy – niewierzący – stanął wreszcie pod Ścianą
I zrozumiał, że o coś Pana prosić tu ma –
Nagle poczuł, że dziwnie trzęsą mu się kolana
W głowie zaś – zamiast myśli – pusta kłębi się mgła.

Ale gdy – niedowiarek – zstąpił wreszcie do Grobu
I – jak każdy turysta – parę strzelił tam zdjęć,
Pojął wreszcie, że nie ma na tym świecie sposobu
Na ów spokój sumienia (na co taką miał chęć).

Czy to w naród wdrążony, wpasowany w systemy,
W człowieczeństwo wciśnięty, czy ciśnięty w swój los –
Pozostanie nieczuły, głuchy, ślepy i niemy,
Póki go nie obejmie – Niepojęty Ów Głos!

Jacek Kaczmarski
1983

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

J.K. – Potem zaprosił mnie na sześć tygodni do swojego domu. Razem nagrywaliśmy taką rozbudowaną muzycznie wersję moich piosenek. Wprawdzie w sensie sukcesu artystycznego czy finansowego nic z tego nie wyszło, ale spędziłem niezapomniane dni w San Francisco i tam też poznałem Czesława Miłosza. Miłosz, pamiętam, pochwalił moje “Przejście Polaków przez Morze Czerwone” jako wiersz, bo, jak się przyznał, do muzyki nie ma ucha. Bardzo mnie to zdziwiło, bo dla mnie poezja i muzyka to jedno.
To nie była znajomość, która wywarła na mnie duży wpływ, chyba żeby wziąć pod uwagę moje półżartobliwe impresje z pobytu w Kalifornii w takim poemacie “Widzenia na temat końca świata”. To było, wzorowane na twórczości Brunona Jasieńskiego, pierwsze modernistyczne podejście do historii, w czym bardzo dobrze się czuję.
Potem napisałem niedokończony poemat “Kosmopolak”, oparty na tym samym pomyśle literackim. I pewnie to jakoś rozwinę, bo tego rodzaju ironiczna epika wydaje mi się najwłaściwszym tonem na opisanie naszych czasów.
Natomiast kolosalne znaczenie miała dla mnie znajomość z Olą Watową, którą poznałem w Paryżu. To była wspaniała staruszka, o niesłychanie żywym stosunku do ludzi, która nas – moją żonę i mnie – przygarnęła jak dzieci. Przepięknie opowiadała o Wacie i stwarzała takie poczucie ciepła, jakie mogą okazywać chyba tylko ludzie, którzy bardzo dużo przeszli. No, ale nie ma ideałów. Później okazało się, że ona bardzo pieczołowicie kreowała jednak postać swojego męża, z czym zetknął się mój wykładowca na polonistyce, a później przyjaciel, Krzysztof Rutkowski, który, po przyjeździe do Paryża, dostał od Oli pełnomocnictwa na naukowe opracowanie spuścizny po Wacie. I miał z nią szalone kłopoty, bo ona cały czas cenzurowała jego prace. Ale to nie zmienia faktu, że była to wspaniałą kobietą, niesłychanie dzielną. Moja przyjaźń z jej synem przetrwała do dzisiaj. w Paryżu. To była wspaniała staruszka, o niesłychanie żywym stosunku do ludzi, która nas – moją żonę i mnie – przygarnęła jak dzieci. Przepięknie opowiadała o Wacie i stwarzała takie poczucie ciepła, jakie mogą okazywać chyba tylko ludzie, którzy bardzo dużo przeszli. No, ale nie ma ideałów. Później okazało się, że ona bardzo pieczołowicie kreowała jednak postać swojego męża, z czym zetknął się mój wykładowca na polonistyce, a później przyjaciel, Krzysztof Rutkowski, który, po przyjeździe do Paryża, dostał od Oli pełnomocnictwa na naukowe opracowanie spuścizny po Wacie. I miał z nią szalone kłopoty, bo ona cały czas cenzurowała jego prace. Ale to nie zmienia faktu, że była to wspaniałą kobietą, niesłychanie dzielną. Moja przyjaźń z jej synem przetrwała do dzisiaj.

Opracował: lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak