Nie palę kadzideł i ofiar nie składam
Gdy słyszę krzyk mężczyzn walczących
Gdy Parys powraca nie daję mu siebie
I patrzę jak ciężko zasypia
Im tarcze i zbroje przyrosły do ciał
Krzyk w gardłach zamieszkał na stałe
Po nocach bogowie im śnią się nie ja
Bo do nich należy los wojny

Mrok tłumi jęk rannych nad Troi areną
Mój mąż mój kochanek wzdychają przez sen
I słyszę wśród ciszy namiętny ich szept
Ateno

I żaden z nich w sobie nie mieści drugiego
Jak chciałabym być dla nich obu
Co noc każdy z nich na mych rękach umiera
I nie wiem po którym łkać głośniej
Zbyt wiele się stało by zrobić cokolwiek
Co śmierci kładłoby kres
Na murach już jutro zastygłaby krew
W litery: Nie koniec zmagania

W skórzanym namiocie komnacie kamiennej
Mój mąż mój kochanek wzdychają przez sen
I słyszę wśród ciszy namiętny ich szept
Ateno

Gdy jeden z nich zginie posiądzie mnie drugi
Nie modlę się dziś za żadnego
Po latach dziesięciu nad stosem dymiącym
Obydwu tę samą ma twarz
Im starczy błysk słońca na ostrzu oszczepu
I żółć na kamieniach co wróży zwycięstwo
Wodzowie czy zawsze do tryumfu czy klęski
Potrzebna wam piękna kobieta

Dopiero gdy los się rozstrzygnie nad ziemią
I ty śmierć zobaczysz ty spotkasz się ze mną
To drżąc z umierania i drżąc z pożądania
Obydwaj szepniecie
Heleno

Jacek Kaczmarski
1978

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak