Ballada o wesołym fachowcu

///Ballada o wesołym fachowcu
Ballada o wesołym fachowcu2017-10-10T10:02:11+00:00

Fachowcem jestem, nóż mój w ręku mi nie lata,
Więc bez wytchnienia dniem i nocą kraję, tnę.
Na żaden bym się nie zamienił zawód świata,
Bo ja mam nóż pod którym wy kładziecie się.

Zespół mam dobrany tak że nie potrzeba słów.
Maski zresztą zakrywają usta oraz nos.
Gestem pokazuję – ciąć tu, przytrzymać tu –
Na zabiegu skupiam siłę i oszczędzam głos.
Głos łagodny mój i szczery dla pacjentów mam.
Nim postawię im diagnozę patrzą we mnie i
Ja diagnozę, jak narkozę im z uśmiechem dam,
By spokojnie potem wieźć za dźwiękoszczelne drzwi.

Gest rękawiczki już na dłoniach mam
Gest narzędzie moje w ręku wiernie lśni
Brzuch, lub inną ciała część odsłaniać zwykłem sam
Asystenci tamponami suszą ślady krwi i
Ciach już widzę organ który wyciąć mam
Resztę zrobi asystenta ręki zgrabny ścieg

Tak przecinam nabrzmiałe gruczoły,
Zapalne stany likwiduję raz po raz.
Tę dewizę wyniosłem już ze szkoły:
Społeczne zdrowie w zdrowiu tkwi każdego z nas!
A potem ręce dokładnie obmywam,
Na palce swe patrzę od wszelkich wolne drżeń.
Z jasnego lustra twarz patrzy szczęśliwa
Człowieka, który pracowicie spędził dzień.

Jacek Kaczmarski
1977

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak