Ballada o umieraniu

Ballada o umieraniu 2017-10-10T10:02:35+00:00

Gdy człek szykuje się do snu
Na łożu śmierci kładąc ciało
Nikt towarzyszem nie jest mu,
Choćby tysiące przy nim stało.
Gdy ręce prześcieradło drą,
A łzy się w oczach kręcą szczerze –
Choć wokół przyjaciele są –
Nikt się z nim w drogę nie wybierze.

Gdy konał Macedoński Lew
Targając przepocone łoże,
Wiedział, że próżny jego gniew,
Że nikt mu teraz nie pomoże.
Że choć imperium wielkie ma
Co sięga hen po krańce świata –
To umrzeć musi tego dnia,
Choć nie do śmierci jego lata.

Gdy Leonidas z wojskiem swym
Zatrzymał Persów, choć zasłynął,
Choć trzystu ludzi zginęło wraz z nim –
Samotnie tracąc życie – zginął.
„Przechodniu zechciej Sparcie rzec
Że wierni leżym tu jej syny”…
Żołnierz skazany jest na śmierć
Niepewny dnia ani godziny.

Samotnie geniusz mrze i łotr,
Choć z nimi ginie ludzi tłuszcza,
A u bram nieba święty Piotr
Do raju pojedynczo wpuszcza.
I snują się samotni, źli,
Choć wkoło ptaszki koncertują –
Śmierć im się w nocy własna śni,
Swój własny los rozpamiętują.

Jacek Kaczmarski
1975

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

brak

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

brak

Nagranie

brak