Aleksander Wat

Aleksander Wat2017-10-10T10:02:37+00:00

Zmęczony Piorun – wzrok Parsifala
Biały od żaru kazachskich pól
Oświetlił owal Świętego Graala
Krwi Boskiej Kielich – Mądrość i Ból.

Wiecznej się poddał wiedzy katordze
Uczeń Merlina – tułaczy Żyd.
I grał mu Bacha księżyc po drodze,
I szły z nim wierne więzienne wszy.

Szesnastoletni Kałmuk – Marksista
Girlandy z uszu rzucał na stół,
Doby odmierzał piwniczny wystrzał
I chleb łamany z prowokiem na pół.

I wszystkie śmierci były mu dane,
Ciało drążyła mu każda z kul –
Sól czasu sypał w otwartą ranę
Apostoł wszystkich wiar świata – Ból.

Za kalejdoskop białych salonów,
Za romans z Heglem w Belle époque
Knuty bydlęcych na wschód wagonów,
Pod krzyżem z Chleba ciężki krok.

Z czaszek przyjaciół kapie narkotyk
Sławy, szaleństwa, strachu i zdrad
Przez mały okrągły Historii dotyk,
Który zaciera za sobą ślad.

Ciała przyjaciół – warstewka ziemi,
Pod którą mrowi się trupi ul.
I śni się wielki Sen o Kamieniu,
I zrywa ze snu prawdziwy Ból.

Miłość. Tak, Miłość. Sztuka. Tak, Sztuka,
Lecz Ból, co na pół przecina twarz.
Nikt już Świętego Graala nie szuka
I nikt nie broni Wyniosłych Baszt.

Woń cytrusowa słońc Kalifornii,
W drgających iskrach paryska noc.
Moi umarli milczą pokornie,
Na ziemi Tarcza moja – mój koc.

Zmęczony Piorun – wzrok Parsifala
– Światło gasnące z dwóch białych kul –
Ogląda owal Świętego Graala –
I Ból zamienia się w Moc.

Ogląda owal Świętego Graala –
I w Moc zamienia się Ból.

Jacek Kaczmarski
30.8.1985

Informacje dodatkowe

Inspiracja

brak

Jacek o

G.P. – A czy nie miałeś ochoty samemu przygotować program “Wysocki”, podobny do tego, jaki powstał w Teatrze Ateneum?

J.K. – Nie, bo taki program byłby dla mnie zbyt jednolity. I wiele osób mądrych, przychylnych, mówiło mi, że to po trzecim, czwartym utworze zaczyna nużyć, upodabniać się do siebie. Dlatego później, kiedy już byłem bardziej świadomy tego, co robię – starałem się jedynie inkrustować tymi mocnymi utworami całość występu. Podobnie, jak nigdy nie chciałem zrobić całego recitalu złożonego z piosenek Stanisława Staszewskiego, chociaż proponowano mi to jeszcze na Zachodzie, nawet nagranie płyty.
Ale wracając do “Epitafium…”, to z jeszcze jednego powodu był to utwór przełomowy w mojej twórczości. Otóż wraz z nim przyswoiłem formę pastiszu czy konstrukcji własnej, opartej na motywach cudzych. Okazała się być ona formą nośną, przydatną, zwłaszcza gdy mówi się o innych artystach, kiedy chce się przekazać czyjąś filozofię, stylistykę bądź sytuację egzystencjalną.
Z tego samego pnia wywodzi się też “Epitafium dla Brunona Jasieńskiego” i “Rublow” wg filmu Andrzeja Tarkowskiego; z tego samego pnia wywodzą się też piosenki “Aleksander Wat” i “Jan Kochanowski”. One pozostaną zawsze – przynajmniej dla mnie – “sztandarowymi” utworami, bo ich założeniem jest nie tyle opowiedzenie jakiejś historii, ile pokazanie świata cudzymi oczami, tzn. pokazanie wszystkich naszych dramatów, rozterek, śmiesznostek, tragedii przez pryzmat czyjejś osobowości lub czyichś losów: Wysockiego, Wata, Kochanowskiego. Wydaje się, że choć to są tak różne osobowości, łączy je jedno – próba interpretacji świata przez nich postrzeganego, co w moim ujęciu, daje możliwość dyskusji z ludźmi dawno nieżyjącymi, jakby byli obok nas.

Kilka stron dalej:

J.K. – Natomiast kolosalne znaczenie miała dla mnie znajomość z Olą Watową, którą poznałem w Paryżu. To była wspaniała staruszka, o niesłychanie żywym stosunku do ludzi, która nas – moją żonę i mnie – przygarnęła jak dzieci. Przepięknie opowiadała o Wacie i stwarzała takie poczucie ciepła, jakie mogą okazywać chyba tylko ludzie, którzy bardzo dużo przeszli. No, ale nie ma ideałów. Później okazało się, że ona bardzo pieczołowicie kreowała jednak postać swojego męża, z czym zetknął się mój wykładowca na polonistyce, a później przyjaciel, Krzysztof Rutkowski, który, po przyjeździe do Paryża, dostał od Oli pełnomocnictwa na naukowe opracowanie spuścizny po Wacie. I miał z nią szalone kłopoty, bo ona cały czas cenzurowała jego prace. Ale to nie zmienia faktu, że była to wspaniałą kobietą, niesłychanie dzielną. Moja przyjaźń z jej synem przetrwała do dzisiaj.
Opracował: lodbrok

Rękopis / Maszynopis

brak

Nuty

Nagranie