--------------------------------------------------------------------------- Transkrypcja zawiera własne interpretacje autora i służy jedynie celom edukacyjnym.Wszelkie uwagi proszę kierować na adres: chabrzyk@wp.pl --------------------------------------------------------------------------- tytuł: Rechot Słowackiego wykonawca: Jacek Kaczmarski sł./muz.: Jacek Kaczmarski płyta: Dwie skały autor tab.: Adam Chabrzyk e-mail: chabrzyk@wp.pl -------------------------------- Kapodaster na II progu. Intro/przejście: -||------0---0---0---0---0---0---0---||- -||------0---0---0---0---0---0---0---||- -||*-----0---0---0---0---0---0---0--*||- -||*---------------2----------------*||- -||----2---3---2--------2---3---3----||- x2 -||--0-------------------------------||- dec. -||------0---0---0---||- -||------0---0---0---||- -||*-----0---0---0--*||- -||*----------------*||- -||----2---3---2-----||- x4 -||--0---------------||- e H E Za rządów kniazia Jura Heretyka a e H e (Którego lud zwał także - Uśmiechniętym), e H e W czasach, gdy życia pęd oddech zatykał, a Fis H A powóz dziejów dziwne brał zakręty, e H e Gdy się z herezją borykał Watykan, a H e Choć ekumenizm głosił Ojciec Święty - a e Ja już nie żyłem od półtora wieku, C a H e Lecz - nie do końca — krytykom na przekór. (prz.) Kraj wyszedł właśnie z dżumy i powodzi, Polak więc słaby jeszcze był i mokry. Kniaź - ewangelik katolików godził I zadżumionych usiłował odkryć, Żeby w narodzie mór się nie odrodził, Bowiem z zarazy korzystały łotry I jak się w dziejach przydarzyło nieraz Rozkwitał chory, a zdrowy umierał. (prz.) C G Wie, kto ratował kiedy tonącego, a Fis H Że ratowany - ratownika dławi C G I, kogo przed tym w porę nie ostrzegą a Fis H Ten i sam tonąc - topielca nie zbawi; C G Najprostszy morał pragnę wysnuć z tego: a Fis H Trudniej człowieka niż państwo naprawić, a e Więc, zgryźć nie mogąc twardego orzecha, C a H e Kto tonął - tonął, a kniaź się uśmiechał. (prz.) A tam, gdzie sucho - wielkie trwały prace: Puchły od płodów obfitości spichrze, Kute w krysztale podniebne pałace Blask słońcu kradły w złotonośnym wichrze; Lecz nie zamieszkał w nich, kto nie miał za co I gniew ogarniał go na widok tychże, Więc rzucał warsztat, zaniedbywał rolę I z rozrzewnieniem wspominał niedolę. Wielu ubogich duchem i maluczkich Dotąd nieznane olśniły błyskotki: Sztuką - kuglarskie były dla nich sztuczki, Pięknem - konterfekt półgołej kokotki, Nauką - całkiem kosztowne nauczki, A wiedzą—wróżby, bajeczki i plotki. Ci zapomnieli marząc o kokosach, Że ich królestwo - dopiero w niebiosach. Chciwy odmiany po wioskach i miastach Człek brał się za to, co najlepiej umiał; Groszem publicznym pan starosta szastał (To dla plebana, to dla pana kuma), Wyżej katedry rychło bank wyrastał Czyniąc tym zamęt w nieprędkich rozumach, Gdy mszę niedzielną zamawiał w kościele Spasiony krzywdą wiernych Zloty Cielec. Pysznił się szatan swoim widowiskiem: Karczemna burda - politycznym sporem, Wolność - przekleństwem, czystość - pośmiewiskiem, Rubaszny czerep - cnót patrioty wzorem, Własna głupota - niecnych obcych spiskiem, Rozsądek - zdradą, a zdrada - honorem. Kto sprawiedliwy w tym dymiącym kotle — Widać nauczył się latać na miotle. Więc z lotu miotły dostrzeże przez chwilę Kosmiczny zamiar wichrowej spirali: Owszem, tam w dole pogorzelisk tyle Co zapłonęło - musi się wypalić. Zostaną w węglu łapy krokodyle, A to, co człowiek wzniósł — to człowiek zwali; Ten ślad jaszczurzy znaczy jego dzieje: Pełznie, więc dąży — dąży, -więc istnieje. Ba! Nawet wampir od polskiej krwi tłusty Siedząc w pałacu carów namiestnika, Niebieskooki, młody, złotousty Łabędzich szyi dziewic nie dotyka, Przestrzega postu, chodzi na odpusty, I wojny z czosnkiem i Krzyżem unika. Patrząc na niego przysiągłbyś łaskawco, Że się z krwiopijcy niemal stał krwiodawcą! Sny o wielkości srebrne są a kruche; Polak dla siebie bywa niebezpieczny. I cóż, że wyśni odrodzenie Duchem, Kiedy ten duch w nim - zgoła średniowieczny. Niechaj więc łyka oślizgłą ropuchę, Zwłaszcza, że w gębie nader wciąż waleczny, A skoro życie jest snem — niech się we śnie Spełni, jak zechce... - nie budząc przedwcześnie!