|
TunelTrudno jest odbierać ten pierwszy (!) i ostatni tomik wierszy Jacka Kaczmarskiego poza kontekstem śmierci, która wyprzedziła wydanie raptem o jeden czy dwa miesiące. Ale warto, bo choć sam autor zdawał sobie oczywiście sprawę z bliskości Końca, to jednak w jawnie autobiograficznym "Stary poeta drzemie" pisze: Przecież jaw sennych wciąż dana mi łaska / I to twarz moja śpiąca, nie pośmiertna maska - jakby chciał powiedzieć - JA JESZCZE ŻYJĘ!. Zresztą wątek przemijania jest w jego twórczości stale obecny, i ten zbiór nie jest wyjątkiem. Ale wiersze te, choć opatrzone przez wydawcę podtytułem "Wiersze ostatnie", nie były pisane jako takie. Jest to poezja bardzo klasyczna w formie, rytmiczna i ściśle rymowana, wręcz niejako XIX-wieczna. To nie zarzut - sam tak piszę, a Kaczmarski w "Potędze słowa" wyjaśnia: Zapytasz - skąd w tej pieśni archaiczne tony, Ten trzynastozgłoskowiec, jak ze szkolnej męki? Cóż, współczesna poezja, to jedynie dźwięki, Poruszają żołądek, a nie ból świadomy... Ale choćby w satyrycznym "Mieć miedź" jest to rym hipergęsty do granic absurdu - co tylko potęguje efekt komizmu. Bo też w gronie (większość) wierszy poważnych są tu rzeczy o wymiarze satyry i drwiny, zresztą wirtuozerskiej. Niektóre (te poświęcone domowemu zwierzyńcowi) nie wnoszą właściwie nic do zbioru, ale to pojedyncze tytuły. Reszta waha się od satyry współczesnej (wspomniane "Mieć miedź", "Zbiór zwierzęcych sentencji o III RP", "Oddział chorych na raka á la Polonaise A.D.2002") przez szereg nawiązań malarskich i historycznych aż po czysto filozoficzne (wspaniały, zamykający tom "Dance Macabre"). A z reguły, jak to u Kaczmarskiego, wszystko po trochu. Z nurtu publicystycznego można zrywać boki ze śmiechu, ale jednocześnie wypada tylko pokiwać głową nad trafnością obserwacji. Niektóre ze "Zwierzęcych sentencji..." mają siłę przysłów - najbardziej chyba: Na wsi polskiej tylko bocian / nie zna troski bezrobocia. Pod inne zwierzaki można niemal podstawić (anty)bohaterów naszego życia politycznego, niczym kiedyś w "Polskim ZOO". Przekomiczna jest też satyra gospodarcza "Mieć miedź": Gdzieś w świecie niejedna stawała się rzecz: cyberprzestrzeń, Protokół z Szengen, a u nas - wiecie - ważne żeby mieć tę miedź i jeszcze ten, no, wiecie, węgiel. (...) Jak się biedził, tak będzie się biedził, kto na węglu siedzi i miedzi. Najsłabszy w tym gronie jest "Oddział chorych na raka á la Polonaise A.D.2002" - o Radiu Maryja i Żydach - może miało być ironicznie, ale wyszło zwyczajnie złośliwie. Szkoda, bo nasze wady narodowe to temat wdzięczny, czego Kaczmarski dawał nieraz o niebo lepsze dowody. Za to przesympatyczny - i jakże daleki od obiegowego - jest portret K. I. Gałczyńskiego w "Serwus, OchTyVita!", napisany krakowsko-pijacką stylizacją - a jednocześnie "z łezką", mistrzostwo lirycznego komizmu. Życie i śmierć splatają się w klamrze tomu: otwierający tytułowy "Tunel" (relacja ze śmierci klinicznej) to apoteoza życia we wszystkich jego przejawach, z zapadającym głęboko w serce finałem: tutaj wszystko, co piękne, wszystko, co straszliwe, / bo żyje - przeżywane przez wszystko, co - żywe... Tom zamyka zaś skrajnie pesymistyczny "Dance Macabre" o tym, że każdy swoje życie musi "przebrnąć" samodzielnie, bo na cudzym doświadczeniu uczyć się nie umie. Na własnym zresztą też nie. Kaczmarski ma świadomość ogólnego upadku intelektualnego i tego, że dla wielu jest niezrozumiały - przebija ta świadomość w "Dance Macabre" (Tych, co gada umieją / mało kto zresztą pojmie); o tym jest też poświęcona Wojciechowi Młynarskiemu piękna "Piosenka o szeleście". Na koniec dwa wiersze, moim zdaniem najlepsze. Pierwszy to autobiograficzne wyznanie "Stary poeta drzemie" - zaskakująco, bo choć Kaczmarski nie określał się jako wieszcza, to teraz czyny to świadomie, choć nie bez autoironii, zawartej już w tytule. Poeta z całą świadomością "archaizuje" sam siebie (ze mnie kronikarz nie-dzisiejszego chowu) - po to, by dojść do czegoś na kształt credo, odnoszącego się do całej jego twórczości: (...) kto się od fraz moich proroctw dopomina - niech wie, że prorok wróży wtedy, gdy wspomina. Niech wie to, czego nie wie całe człecze plemię, że prorok widzi zwykle wtedy, kiedy drzemie. Bo tylko Młodość wieszczy, bezwzględnie natchniona; z wiekiem się uczłowiecza, człowieczejąc - kona. Wszelka wiedza w opadłej powiece zamknięta; Ten o oczach zamkniętych już wie, bo pamięta. I ten tylko, co oczy na chwilę otworzy - z tej pamięci niekiedy coś, być może, stworzy... - bo czyż nie odbierano zwłaszcza wczesnych jego utworów, takich jak "Kasandra" czy "Arka Noego" jako proroctw tyczących się współczesności, gdy on "wspominał dawno minione światy? Tak jak teraz przywołuje Arbitra elegancji w "Petroniusz bredzi". W wielu wersach nie sposób oddzielić to, co "bredzi" konający Petroniusz od tego, co pisze współczesny polski poeta: (...) Chamstwo się szybko w togach senatorskich mości, / lecz nie skryje bezguścia, nie zgubi akcentu. Podobnie nie da się rozdzielić dwugłosu poety i Arbitra w zdaniach: Nie należy się życia zbyt kurczowo trzymać - Strata bardziej zaboli, a ucieczki nie ma. - bo czy obaj nie wiedzieli tego aż nazbyt dobrze, zwłaszcza Kaczmarski, pogodzony ze światem po latach niemal hulaszczego trybu życia? "Petroniusz" zachwyca także kunsztownością formy. Narracja rozpada się stopniowo z upływem krwi z żył Rzymianina od klarownego czterowersu, przez coraz bardziej rwany dwuwers, aż do ostatnich wyrazów, które kapią jak ostatnie uchodzące krople życia. I jest jeszcze wstrząsająca "Starość Tezeusza", ale to utwór, w którym każdy przejrzeć się musi samodzielnie... Żal tylko, że nie będzie nam dane usłyszeć autorskich interpretacji tych wierszy... Ale dobrze, że są, bo są to wiersze mądre. Przecież Nie każda ręka, myśl i glina krucha Ocali obraz i przechowa ducha (Oliwa, wino i czas) - a Jemu się udało. misiek-st |