Pan Pickwick w dżinsach na pogrzebie lady Di

///Pan Pickwick w dżinsach na pogrzebie lady Di
Pan Pickwick w dżinsach na pogrzebie lady Di2017-10-10T10:02:37+00:00

FOT. JAKUB OSTAŁOWSKI

Jacek Kaczmarski z Two Rocks, Australia

Anglik. Robin Hood, Ryszard Lwie Serce, Szekspir, Wellington, pan Pickwick, Sherlock Holmes, Churchill, John Lennon.

Anglik. Nieskazitelnie ubrany gentleman patrzący na świat “wzdłuż swego nosa”, nie ujawniający uczuć, honorowy, flegmatyczny i ironiczny, niekoniecznie inteligentny; sezon w Ascot, polowanie na lisa, cygaro i brandy w zaciszu klubowego fotela. Tryumf stylu i nienaruszalnej formy.

Anglik. Beztrosko, szaleńczo odważny, budowniczy imperium, nad którym nie zachodzi słońce, sportowiec i hazardzista, aktywny i bezrefleksyjny, wychowanek męskich szkół publicznych, pirat, misjonarz cywilizacji, kupiec. John Bull – rumiany, krzepki, choleryczny, uczciwy, niezależny, urodzony konserwatysta w obronie swoich indywidualnych praw. Wierzący w prawo i porządek, ale polegający raczej na sobie niż na ministrach i premierach. Pragmatyczny, nieufny wobec uniwersalnych idei.

Angielskość. Takt, etykieta i hipokryzja. Rodzina – bastionem moralności. Prostytucja, dewiacje, handel dziećmi tabu. Proces Oskara Wilde’a. Targowisko próżności.

Zielona Anglia, wesoła Anglia, Anglia sielska, wiejska i ziemiańska, Anglia rezydencji, kościoła i pubu, trawiastych wzgórz i przepastnych lasów.

Czarna Anglia dziewiętnastowiecznego przemysłu. Brzydota industrializacji. Plagi społeczne, nędza, alkoholizm, przestępczość. Wylęgarnia marksistowskich pomysłów na naprawę świata.

To wszystko schematy, mniej lub bardziej bliskie częściowej prawdy. Schematy historyczne, społeczne, literackie. Łączy je jedno: dziś nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ich ostatnie realne odniesienia zniknęły razem z brytyjskim imperium po II wojnie światowej. Ocalały w melancholijnym stanie umysłu tych, którzy twierdzą, że “Anglia” to coś, co miało miejsce przed laty.

O tym, a więc o kryzysie tożsamości, rozminięciu się z własną formą, traktuje bestseller Jeremy’ego Paxmana “The English. Portrait of a People” (Penguin Books 1999). Autor, głośny, błyskotliwy dziennikarz, gospodarz radiowego programu “Newsnight” na antenie BBC II, pies na polityków, u których interesuje go wyłącznie to, co ukrywają (co ostatnio tak oburzyło Kissingera, że wyszedł ze studia), napisał cykl swobodnych esejów o angielskiej mitologii i rzeczywistości końca XX wieku. O swoistej schizofrenii wynikającej z faktu, że wyobrażona, utrwalona w tradycji “angielskość” nijak się ma do dzisiejszego stanu państwa i społeczeństwa, choć – co udowadnia – stan ów jest jej paradoksalnym rezultatem. Rozpad imperium i globalizacja kultury doprowadziły jedynie do przesunięcia akcentów.

Paxman twierdzi, że tęskniący do mitu o sobie samych Anglicy nie dostrzegają tego, co w nim najtrwalsze, dynamiczne i wciąż żywe: indywidualizm, tolerancja, humor, pickwickowska dezynwoltura, sceptycyzm, a jednocześnie przedsiębiorczość, aktywność, umiłowanie słowa strzegą przed pokusami totalitarnych rozwiązań, otwierają na różnorodność i nieprzewidywalność świata. Nie darmo od dziesięcioleci to Anglia właśnie promieniuje najbardziej żywiołową kulturą młodych, może się pochwalić osiągnięciami w nauce, w sztuce, w architekturze, w poczuciu wolności jednostki. A mimo to przeważa melancholijny pogląd, że to już koniec. To już nie Anglia. Utrata zewnętrznej formy odbierana jest jako utrata tożsamości. Podczas pogrzebu księżnej Diany “tylko rodzina królewska zachowała się po angielsku”, to znaczy powściągliwie. Niezliczone rzesze Anglików uległy kontynentalnemu sentymentalizmowi, kultowi ofiary w miejsce kultu bohatera, stawiając kapliczki, paląc świece, rzucając stosy kwiatów pogańskiej bogince bezbożnego wieku. Maska racjonalizmu, pragmatyzmu, powściągliwości i dystansu okazała się – maską właśnie, łatwą do zrzucenia.

Zdrowo zdać sobie sprawę, że nie tylko my mamy problemy z tożsamością na przełomie wieków. Że to, co uważamy za własny, wyjątkowy wyróżnik, jest już być może atrapą, przesłaniającą cenne i żywe cechy i wartości. Przydałyby się podobne pozycje w polskiej literaturze, na miarę “Wariacji pocztowych” Brandysa czy “Charakteru narodowego Polaków” Lewandowskiego (Aneks ’95). Ale i czytając o innych dowiadujemy się czegoś o sobie.

Nadesłał Marcin Perkowski

17.05.2000

Teksty dostępne także w archiwum Rzeczpospolitej On-Line www.rzeczpospolita.pl