|
Szukamy StajenkiDaniel Wyszogrodzki (z książeczki dołączonej do boxu "Syn Marnotrawny", Pomaton 2004) Najbardziej kameralny, intymny program w repertuarze Jacka Kaczmarskiego, doczekał się - paradoksalnie - najbogatszej oprawy muzycznej. Stało się to za sprawą Zbigniewa Łapińskiego, którego wkład w SZUKAJMY STAJENKI wykracza grubo ponad zwyczajową rolę akompaniatora i autora części kompozycji. Jest to właściwie muzyczne dzieło Łapińskiego - autora całej niemal muzyki i znakomitych aranżacji, wykorzystujących bogaty aparat wykonawczy oraz głosy zaproszonych solistów. Program SZUKAJMY STAJENKI narodził się z inicjatywy Zbigniewa Łapińskiego, który - aby pracować nad nim wspólnie z autorem słów - odwiedził Kaczmarskiego w Monachium. Pierwotnie miało to być przedstawienie gwiazdkowe wykorzystujące głosy znanych artystów krakowskich, m.in. Grzegorza Turnaua i Jacka Wójcickiego. Faktycznie odbyło się kilka prezentacji tego programu w rozmaitych konfiguracjach personalnych. Zmieniali się soliści, dojrzewały aranżacje. Zapis prezentowany tutaj pochodzi z okresu, kiedy obu autorom towarzyszyła w roli zaproszonej wokalistki jedynie Elżbieta Adamiak, ale też instrumentacja uzyskała tu najpełniejszą postać. Nagrania dokonano 15 grudnia 1994 roku w Teatrze Małym w Warszawie i oprócz solistów - w tym rozśpiewanego jak nigdy wcześniej Łapińskiego - słyszymy pełny kwartet smyczkowy wzbogacony o gitarę basową oraz bogaty zestaw instrumentów dętych: flety, obój, klarnet i trąbkę. Nagranie to wyprzedza więc o kilka lat album MIĘDZY NAMI (1998), nagrany przez Jacka Kaczmarskiego z towarzyszeniem zespołu. Zdania fanów są na ten temat podzielone, jednak muzyka Łapińskiego i Kaczmarskiego zyskuje na rozbudowanych aranżacjach w obu przypadkach. Jacek Kaczmarski to kontrowersyjny kandydat do napisania kolęd czy pastorałek. Jego liberalne poglądy były powszechnie znane (a napisane w 1995 roku Śniadanie z Bogiem definitywnie określiło nieortodoksyjny stosunek artysty do spraw wiary). Co nie znaczy, że nie wywiązał się z zadania w sposób mistrzowski. Wiele piosenek nie odbiega w charakterze od pastoralnego kanonu Bożego Narodzenia (Kolęda ludowa, Nad uśpioną Galileą...). Ale już otwierający program utwór tytułowy sygnalizuje, że "gwiazdka z Kaczmarskim" daleka będzie od tradycyjnego chodzenia po kolędzie: "Nie tam odkupienie, gdzie meteor świeci/ Nad pochylonymi głowami w koronach, Lecz w każdym z nowo narodzonych dzieci, Nim w mroku pożyje i bez Krzyża skona." (Szukamy stajenki). A więc to każde ludzkie życie niesie odkupienie? Artysta - z tak właściwą sobie przekorą - unika łatwych i sprawdzonych rozwiązań stylistycznych. I dlatego przekazuje nam radosną nowinę z perspektywy zdumionego Józefa (jakież to wyzwanie dla śmiertelnika i co za próba pokory dla... mężczyzny): "Józefowi ciężko na duszy, Józef dziecku pieluszki suszy, Józef kiwa głową ze smutkiem: Dziecko Boga, a takie malutkie..." (Tyle złota i purpury). Następnie oddaje głos matce, która - odwieczny dylemat Maryi - od chwili narodzin Syna, cierpi niewyobrażalne rozdarcie: matka Boga jest też zwyczajną matką dziecka: "Przytul się do mnie Ty mój, a już nie mój/ Poświęć chwil kilka sercu biednemu/ Zbolałej rodzicielki - rodzicielki. Pamiętaj o niej zbawiając tłumy, Krwawiąc za tego, co ręce umył; Bądź ludzki - będziesz wielki." I ponownie myśl na granicy herezji: artysta dopatruje się wielkości nie w boskości, ale w człowieczeństwie Jezusa. Także misję Zbawiciela na ziemi pojmuje bardziej w kategoriach rozumowych niż metafizycznych: "Nie widzą, nie wiedzą, Że się rodzi Jezus, W noc znoją nurzają się rojnie; Nie myślą o duszy/ By życie zagłuszyć/ A On ich ukocha - bo pojmie." Jakże bliski jest Jezus Kaczmarskiego Jezusowi Cohena ze słynnej Zuzanny, Zbawicielowi, który "dotyka myślą". Ale też spór o boskość i człowieczeństwo Chrystusa jest tak stary, jak samo chrześcijaństwo. A rozstrzygnąć można go jedynie w sercu. Cud narodzin i następujący w jego konsekwencji cud zbawienia to - w rozumieniu Kaczmarskiego - przeżycie własnej niedoskonałości. Doświadczenie jej w sobie i na sobie, możliwe tylko dzięki identyfikacji z ludzką naturą Chrystusa. Artysta mówi o tym w najprostszych, wigilijnych słowach w Odmiennych mową, wiarą, obyczajem: "Długo to trwało i zwątpiło wielu, Aleśmy wreszcie dotarli do celu. Czekał nas widok najzwyklejszy w świecie: Stajenka, żłobek, ojciec, matka, dziecię. Cud w tym był tylko, że na widok onych - Każdy się poczuł - niedoczłowieczony, W tym, że odchodził przejęty tęsknotą. I tylko o to chodziło. Tylko o to." SZUKAMY STAJENKI to program pod każdym względem niezwykły. Wzbogacone przez znakomitą muzykę Łapińskiego i jego wysublimowane stylistycznie aranżacje, pieśni Kaczmarskiego na Boże Narodzenie zdają się trwać w nas dłużej, niż było ich przeznaczeniem. Nie przemijają z dniem Trzech Króli. Bo ich przesłanie jest bardziej uniwersalne i głębsze - to przesłanie na cały rok, albo na całe życie. Jak w kończącej program pieśni W kołysce Ziemi Obiecanej: "Zarazem nic się nie zmieniło, Rzekami płyną krew i łzy, Ręce się myje, jak się myło, I z ofiar dobrowolnych drwi; Czci się Nadzieję, Wiarę, Miłość/ I to się trwoni, co się czci. Roztrwonili władcy, I roztrwonił lud. Znów najwyższy czas, by Stał się cud." Był już najwyższy czas, aby Kaczmarski i Łapiński napisali ten program. SZUKAMY STAJENKI to taki mały, ludzki cud.
Jednak lata 80. nie były czasem kolęd - goniła nas polityka. W 1981 roku Jacek wyjechał z kraju i do jego powrotu w 1990 nie było sprzyjających okoliczności, żeby nasze marzenie zrealizować. Później też nie, bo mieliśmy mnóstwo koncertów, a takie przedsięwzięcie wymagało skupienia i przebywania w świecie innej wrażliwości. Ale w rozmowach często wracaliśmy do tego pomysłu. Jacek namawiał mnie, żebym przyjechał do niego do Monachium, obiecywał znakomite warunki do pracy i rodzinną atmosferę. I tak się stało w lecie 1993 roku. Przez dwa tygodnie żyliśmy tylko kolędami. Jacek wstawał przed 5 rano, do 11 był w Radiu Wolna Europa, a od wczesnego popołudnia pracowaliśmy razem. To wciągało. Pamiętam, że Jacek zapłacił karę w autobusie, gdy wracał z RWE, bo podśpiewywał "Nad uśpioną Galileą" i zapomniał, że trzeba skasować bilet. To była wspólna praca, podział autorski nastąpił później, kiedy muzykę (bo słowa - poza jednym tekstem Zbigniewa Jerzyny - są Jacka) trzeba było zgłosić do ZAiKS-u. Na początku września wróciłem do Warszawy i zabrałem się do aranżacji. Powstał program "Szukamy Stajenki" i postanowiliśmy, że nagramy go w studiu za własne pieniądze. Zaprosiliśmy do współpracy dobrych muzyków i zaczęliśmy nagrania etapami. Straszliwie to się rozciągnęło w czasie i nas przerosło. Skończyły się pieniądze, trzeba było przerwać pracę. Spowodowało to na jakiś czas oziębienie naszych stosunków z Jackiem. Ale już jesienią 1994 i na początku 1995 roku zagraliśmy ponad 30 koncertów, niektóre z nich zarejestrowała telewizja, może kiedyś zechce je przypomnieć. Jackowi bardzo zależało, by te kolędy trafiły pod strzechy. Występowaliśmy także w warszawskim Teatrze Małym. Koncert został zarejestrowany. To nagranie ukazało się kilka miesięcy później na kasecie, którą Jacek, w niewielkim nakładzie, wydał w Monachium. Teraz ukazuje się ono w profesjonalnej edycji Pomatonu. Postanowiłem z przyjaciółmi, że 12 stycznia w Teatrze Małym zagramy dwa razy "Szukamy Stajenki". Żeby zorganizować koncert, brakuje nam jeszcze 20 tysięcy złotych, ale jest trochę czasu, może sponsor się znajdzie. Kolędy będziemy śpiewać przy choince i świątecznym stole. Wystąpią m.in. Mirosław Czyżykiewicz, Robert Janowski i młode utalentowane artystki: Małgorzata Czajka i Joanna Lewandowska. Zapraszam! Spróbujmy uciec razem do świata dobra i ciepła, do świata baśni i historii.
|