Szukamy Stajenki

Szukamy Stajenki2017-10-10T10:02:07+00:00
Skład zespołu:
aranżacja i instrumentalizacja – Z. Łapiński
współpraca – B. Somerschaf, M. Rosiński
śpiew – J. Kaczmarski, E. Adamiak, Z. Łapiński
fortepian – Z. Łapiński
skrzypce – M. Przestrzelski, M. Powideł
altówka – T. Turski
wiolonczela – D. Łapiński
flet poprzeczny, flet piccolo – D. Puchowska
obój – T. Prokopowicz
klarnet – P. Stec
trąbka – M. Ostaszewski
gitara basowa – J. Stelmaszczuk

realizacja nagrania: Małgorzata Polańska i Lech Tołwiński (DUX)
konsultacja: Jacek Majewski
montaż: Marcin Domżał
projekt graficzny: Jacek Kaczmarski
zdjęcia: Jacek Kaczmarski i Stefan Okołowicz
opracowanie graficzne: Darek Kondefer(Studio D)
kierownictwo produkcji: Jacek Majewski

Nagranie zostało zarejestrowane 15 Grudnia 1994 roku podczas koncertu w Teatrze Małym w Warszawie.

Z rozmowy z Grażyną Preder, Pożegnanie barda, wydawnictwo Nitrotest, Koszalin 1995

G.P. – Jeśli napiszesz tekst, któremu nadajesz kształt piosenki, to jakich środków muzycznych szukasz, aby wzmocnić efekt?
J.K. – Nie ma reguły. Staram się wykorzystywać wiele stylistyk i konwencji. Bardzo dobrze w tym względzie rozumieliśmy się ze Zbyszkiem Łapińskim, któremu zawdzięczam wiele świetnie dobranych do treści kompozycji muzycznych, m. in. on napisał muzykę “Carmanioli”.
Najpierw przyniosłem Zbyszkowi kilka taśm z tego typu oryginalną muzyką francuską i powiedziałem, że ma to być coś podobnego. I on zrobił to po mistrzowsku.
Tym samym tropem zapożyczeń poszliśmy w paru innych kompozycjach, na przykład w “Wigilii na Syberii”, a w sposób już całkowity, kompletny, w programie “Szukamy stajenki”. W tym programie, składającym się z szesnastu utworów, są wykorzystane motywy polskie, ukraińskie, żydowskie, węgierskie, nawet arabskie. Tak świadomie zastosowane stylizacje niosą ukryte znaczenia, wzmacniają treść, przydają sensów.

Kilka stron dalej:

G.P. – A jeśli chodzi o tradycję, czego w niej szukamy: “Wzoru, treści, wiary”?

J.K. – Ja szukam treści. Wiedzy o ludzkich zachowaniach. I w tym sensie tradycja jest dla mnie kopalnią wiedzy o człowieku i o nas samych, bo – jak powiedziałem – natura ludzka się nie zmienia. Natomiast tradycja pojmowana przez większość społeczeństw, a zwłaszcza przez Polaków, jest wyłącznie ceremonią. I to jest dla mnie coś zupełnie obcego.
Powód napisania kolęd i pastorałek przeze mnie i przez Zbyszka Łapińskiego wynikał z tego, że byłem na wielu Wigiliach, w wielu domach, gdzie kolędy śpiewano wyłącznie rytualnie, bez refleksji nad tym, o czym się śpiewa. Pomyślałem sobie, że trzeba na te kolędy spojrzeć przez pryzmat współczesności.
Żeby tradycja była żywa, trzeba bez przerwy ją przewartościowywać, poruszać jej elementy, oglądać z różnych stron. Wszelka ceremonialność jest śmiercią.

Kilka stron dalej:

J.K. – Natomiast jeśli chodzi o lapidarność, to zastosowałem ją przynajmniej w dwóch przypadkach: w kolędach i pastorałkach z programu “Szukamy stajenki”. Tutaj wiadomo, że trzeba dobrać minimalną ilość słów do nazwania powszechnie znanej symboliki. Trzeba odwołać się do tradycji, a jednocześnie znaleźć współczesne brzmienia. Bardzo mi zależało, aby w tym programie zredukować upływ czasu między narodzinami a śmiercią Chrystusa. Żeby ta kołyska spoczywała w cieniu krzyża.

Daniel Wyszogrodzki (z książeczki dołączonej do boxu “Syn Marnotrawny”, Pomaton 2004)

Najbardziej kameralny, intymny program w repertuarze Jacka Kaczmarskiego, doczekał się – paradoksalnie – najbogatszej oprawy muzycznej. Stało się to za sprawą Zbigniewa Łapińskiego, którego wkład w SZUKAJMY STAJENKI wykracza grubo ponad zwyczajową rolę akompaniatora i autora części kompozycji. Jest to właściwie muzyczne dzieło Łapińskiego – autora całej niemal muzyki i znakomitych aranżacji, wykorzystujących bogaty aparat wykonawczy oraz głosy zaproszonych solistów.

Program SZUKAJMY STAJENKI narodził się z inicjatywy Zbigniewa Łapińskiego, który – aby pracować nad nim wspólnie z autorem słów – odwiedził Kaczmarskiego w Monachium. Pierwotnie miało to być przedstawienie gwiazdkowe wykorzystujące głosy znanych artystów krakowskich, m.in. Grzegorza Turnaua i Jacka Wójcickiego. Faktycznie odbyło się kilka prezentacji tego programu w rozmaitych konfiguracjach personalnych. Zmieniali się soliści, dojrzewały aranżacje. Zapis prezentowany tutaj pochodzi z okresu, kiedy obu autorom towarzyszyła w roli zaproszonej wokalistki jedynie Elżbieta Adamiak, ale też instrumentacja uzyskała tu najpełniejszą postać.

Nagrania dokonano 15 grudnia 1994 roku w Teatrze Małym w Warszawie i oprócz solistów – w tym rozśpiewanego jak nigdy wcześniej Łapińskiego – słyszymy pełny kwartet smyczkowy wzbogacony o gitarę basową oraz bogaty zestaw instrumentów dętych: flety, obój, klarnet i trąbkę. Nagranie to wyprzedza więc o kilka lat album MIĘDZY NAMI (1998), nagrany przez Jacka Kaczmarskiego z towarzyszeniem zespołu. Zdania fanów są na ten temat podzielone, jednak muzyka Łapińskiego i Kaczmarskiego zyskuje na rozbudowanych aranżacjach w obu przypadkach.

Jacek Kaczmarski to kontrowersyjny kandydat do napisania kolęd czy pastorałek. Jego liberalne poglądy były powszechnie znane (a napisane w 1995 roku Śniadanie z Bogiem definitywnie określiło nieortodoksyjny stosunek artysty do spraw wiary). Co nie znaczy, że nie wywiązał się z zadania w sposób mistrzowski. Wiele piosenek nie odbiega w charakterze od pastoralnego kanonu Bożego Narodzenia (Kolęda ludowa, Nad uśpioną Galileą…). Ale już otwierający program utwór tytułowy sygnalizuje, że “gwiazdka z Kaczmarskim” daleka będzie od tradycyjnego chodzenia po kolędzie: “Nie tam odkupienie, gdzie meteor świeci/ Nad pochylonymi głowami w koronach, Lecz w każdym z nowo narodzonych dzieci, Nim w mroku pożyje i bez Krzyża skona.” (Szukamy stajenki). A więc to każde ludzkie życie niesie odkupienie?

Artysta – z tak właściwą sobie przekorą – unika łatwych i sprawdzonych rozwiązań stylistycznych. I dlatego przekazuje nam radosną nowinę z perspektywy zdumionego Józefa (jakież to wyzwanie dla śmiertelnika i co za próba pokory dla… mężczyzny): “Józefowi ciężko na duszy, Józef dziecku pieluszki suszy, Józef kiwa głową ze smutkiem: Dziecko Boga, a takie malutkie…” (Tyle złota i purpury).

Następnie oddaje głos matce, która – odwieczny dylemat Maryi – od chwili narodzin Syna, cierpi niewyobrażalne rozdarcie: matka Boga jest też zwyczajną matką dziecka: “Przytul się do mnie Ty mój, a już nie mój/ Poświęć chwil kilka sercu biednemu/ Zbolałej rodzicielki – rodzicielki. Pamiętaj o niej zbawiając tłumy, Krwawiąc za tego, co ręce umył; Bądź ludzki – będziesz wielki.” I ponownie myśl na granicy herezji: artysta dopatruje się wielkości nie w boskości, ale w człowieczeństwie Jezusa.

Także misję Zbawiciela na ziemi pojmuje bardziej w kategoriach rozumowych niż metafizycznych: “Nie widzą, nie wiedzą, Że się rodzi Jezus, W noc znoją nurzają się rojnie; Nie myślą o duszy/ By życie zagłuszyć/ A On ich ukocha – bo pojmie.” Jakże bliski jest Jezus Kaczmarskiego Jezusowi Cohena ze słynnej Zuzanny, Zbawicielowi, który “dotyka myślą”. Ale też spór o boskość i człowieczeństwo Chrystusa jest tak stary, jak samo chrześcijaństwo. A rozstrzygnąć można go jedynie w sercu.

Cud narodzin i następujący w jego konsekwencji cud zbawienia to – w rozumieniu Kaczmarskiego – przeżycie własnej niedoskonałości. Doświadczenie jej w sobie i na sobie, możliwe tylko dzięki identyfikacji z ludzką naturą Chrystusa. Artysta mówi o tym w najprostszych, wigilijnych słowach w Odmiennych mową, wiarą, obyczajem: “Długo to trwało i zwątpiło wielu, Aleśmy wreszcie dotarli do celu. Czekał nas widok najzwyklejszy w świecie: Stajenka, żłobek, ojciec, matka, dziecię. Cud w tym był tylko, że na widok onych – Każdy się poczuł – niedoczłowieczony, W tym, że odchodził przejęty tęsknotą. I tylko o to chodziło. Tylko o to.”

SZUKAMY STAJENKI to program pod każdym względem niezwykły. Wzbogacone przez znakomitą muzykę Łapińskiego i jego wysublimowane stylistycznie aranżacje, pieśni Kaczmarskiego na Boże Narodzenie zdają się trwać w nas dłużej, niż było ich przeznaczeniem. Nie przemijają z dniem Trzech Króli. Bo ich przesłanie jest bardziej uniwersalne i głębsze – to przesłanie na cały rok, albo na całe życie. Jak w kończącej program pieśni W kołysce Ziemi Obiecanej: “Zarazem nic się nie zmieniło, Rzekami płyną krew i łzy, Ręce się myje, jak się myło, I z ofiar dobrowolnych drwi; Czci się Nadzieję, Wiarę, Miłość/ I to się trwoni, co się czci. Roztrwonili władcy, I roztrwonił lud. Znów najwyższy czas, by Stał się cud.” Był już najwyższy czas, aby Kaczmarski i Łapiński napisali ten program. SZUKAMY STAJENKI to taki mały, ludzki cud.

Jacek Cieślak, “Chrystus biednych i poniżonych. Kolędy Jacka Kaczmarskiego”, “Rzeczpospolita”, XII 2004r.

Płyta “Szukamy stajenki” Jacka Kaczmarskiego i Zbigniewa Łapińskiego przynosi wigilijny koncert zarejestrowany 15 grudnia 1994 r. w warszawskim Teatrze Małym. Został nagrany z udziałem kwartetu smyczkowego wzbogaconego o gitarę basową, flety, obój, klarnet i trąbkę. Bardowi towarzyszy Elżbieta Adamiak, która zaśpiewała solo “Kolędę” Zbigniewa Jerzyny.
“Szukamy stajenki” jest albumem intrygującym już choćby ze względu na połączenie buntowniczej, niepokornej natury Jacka Kaczmarskiego z bożonarodzeniową tematyką, która owocuje czasami konwencjonalnym ujęciem, cepeliowskim banałem czy też religijnym lukrem. Bard, który miał nieortodoksyjny stosunek do religii, ucieka od schematów, przypominając społeczny kontekst narodzin Pana, to, że przyszedł na świat w biedzie i w poniżeniu. To było jego pierwsze bolesne wyzwanie. Świat się nie zmienił, dlatego przez pryzmat urodzin Jezusa, Kaczmarski zauważa dramat wielu dzieci, ale i dorosłego życia nas wszystkich. Mocniej akcentuje człowieczeństwo Syna Bożego niż jego boskość. Taki Chrystus staje się bliższy zwykłym ludziom. W ten sposób pieśniarz uświęca też ludzkie cierpienie, codzienny trud. Śpiewa: “Nie tam odkupienie, gdzie meteor świeci / Nad pochylonymi głowami w koronach / Lecz w każdym z nowo narodzonych dzieci / Nim w mroku pożyje i bez krzyża skona”.
Nie przekracza granicy herezji, o czym przekonuje “Scena to dziwna”. To wykonane w podniosłym klimacie podziękowanie dzieciątku, które ma za nas umrzeć na krzyżu, kompozycja piękna także dzięki partii Elżbiety Adamiak. Śpiewa ona o cierpieniu Matki Boskiej wychowującej syna do okrutnej śmierci, kobiety z rozdartym sercem, przeżywającej dzieło odkupienia jako osobisty dramat. W “Jak długo grać będą” pojawia się inna perspektywa – wybaczenie, będące istotą Męki Pańskiej i chrześcijaństwa. Bez niego dzieło Chrystusa nie mogłoby się spełnić.
Głównym bohaterem “Tyle złota i purpury” jest Józef. Kaczmarski dotyka istoty ojcostwa, przełamuje stereotyp twardego ojca, woli odmalować pełną gamę uczuć targających mężczyzną – także cierpienie. Śpiewa: “Józefowi ciężko na duszy / Józef dziecku pieluszki suszy / Józef kiwa głową ze smutkiem / Dziecko Boga, a takie malutkie”. Łapiński operuje tu muzycznym kontrapunktem – skoczny, grany przez trąbkę i flet motyw dialoguje z durowym refrenem. A Kaczmarski nie zapomniał o niemych świadkach cudownych zdarzeń – na pierwszy plan piosenki “Straszny rwetes, bracie ośle” wysuwa się zadziwione zwierzę.
Nie brakuje na płycie pogodnych tonów jak choćby w “Kolędzie barokowej”. To popis poetyckiej wyobraźni. Autor operuje rodzajowością i komicznym szczegółem – śpiewa o łysinie Kacpra, czarnoskórym Melchiorze i brodzie Baltazara, którą próbuje capnąć mały Jezus. “Zrodził się dzieciaczek” wydobywa paradoks pielgrzymek nawiedzających stajenkę – dziecina odbierając hołdy nie może zmrużyć oka, a przecież poza tym, że jest Bogiem, pragnie jak każdy noworodek snu. “Nie wiedzą, nie wiedzą” pokazuje świat lichwiarzy i ladacznic, ludzi pragnących zapomnieć o Panu, żyjących wbrew naukom Jezusa. Finałem Wigilii z Kaczmarskim jest “W kołysce Ziemi Obiecanej”, pieśń o nadziei roztrwonionej przez władców i lud, przez co znowu jest potrzebny cud narodzin Chrystusa.

“Żeby te kolędy trafiły pod strzechy”, “Gazeta Wyborcza”, 19 XII 2004r.

O wspólnej pracy z Jackiem Kaczmarskim opowiada Zbigniew Łapiński
Płyta “Szukamy Stajenki”, która wreszcie się ukazała, ma długą historię, bo 16 utworów, które się na nią składają, powstało przeszło dziesięć lat temu. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od programu “Muzeum” z 1981 roku. Tam pojawiła się “Wigilia na Syberii” i mieliśmy z Jackiem taki pomysł, żeby do niej dopisać inne kolędy.

Jednak lata 80. nie były czasem kolęd – goniła nas polityka. W 1981 roku Jacek wyjechał z kraju i do jego powrotu w 1990 nie było sprzyjających okoliczności, żeby nasze marzenie zrealizować. Później też nie, bo mieliśmy mnóstwo koncertów, a takie przedsięwzięcie wymagało skupienia i przebywania w świecie innej wrażliwości. Ale w rozmowach często wracaliśmy do tego pomysłu. Jacek namawiał mnie, żebym przyjechał do niego do Monachium, obiecywał znakomite warunki do pracy i rodzinną atmosferę. I tak się stało w lecie 1993 roku. Przez dwa tygodnie żyliśmy tylko kolędami. Jacek wstawał przed 5 rano, do 11 był w Radiu Wolna Europa, a od wczesnego popołudnia pracowaliśmy razem. To wciągało. Pamiętam, że Jacek zapłacił karę w autobusie, gdy wracał z RWE, bo podśpiewywał “Nad uśpioną Galileą” i zapomniał, że trzeba skasować bilet.

To była wspólna praca, podział autorski nastąpił później, kiedy muzykę (bo słowa – poza jednym tekstem Zbigniewa Jerzyny – są Jacka) trzeba było zgłosić do ZAiKS-u.

Na początku września wróciłem do Warszawy i zabrałem się do aranżacji. Powstał program “Szukamy Stajenki” i postanowiliśmy, że nagramy go w studiu za własne pieniądze. Zaprosiliśmy do współpracy dobrych muzyków i zaczęliśmy nagrania etapami. Straszliwie to się rozciągnęło w czasie i nas przerosło. Skończyły się pieniądze, trzeba było przerwać pracę. Spowodowało to na jakiś czas oziębienie naszych stosunków z Jackiem.

Ale już jesienią 1994 i na początku 1995 roku zagraliśmy ponad 30 koncertów, niektóre z nich zarejestrowała telewizja, może kiedyś zechce je przypomnieć. Jackowi bardzo zależało, by te kolędy trafiły pod strzechy. Występowaliśmy także w warszawskim Teatrze Małym. Koncert został zarejestrowany. To nagranie ukazało się kilka miesięcy później na kasecie, którą Jacek, w niewielkim nakładzie, wydał w Monachium. Teraz ukazuje się ono w profesjonalnej edycji Pomatonu.

Postanowiłem z przyjaciółmi, że 12 stycznia w Teatrze Małym zagramy dwa razy “Szukamy Stajenki”. Żeby zorganizować koncert, brakuje nam jeszcze 20 tysięcy złotych, ale jest trochę czasu, może sponsor się znajdzie. Kolędy będziemy śpiewać przy choince i świątecznym stole. Wystąpią m.in. Mirosław Czyżykiewicz, Robert Janowski i młode utalentowane artystki: Małgorzata Czajka i Joanna Lewandowska.

Zapraszam! Spróbujmy uciec razem do świata dobra i ciepła, do świata baśni i historii.

Szukamy Stajenki (Arka Noego)

Szukamy Stajenki (Syn Marnotrawny)

Szukamy Stajenki

Szukamy Stajenki