Suplement – Radio Wolna Europa Vol.3

///Suplement – Radio Wolna Europa Vol.3
Suplement – Radio Wolna Europa Vol.32017-10-10T10:02:04+00:00

Płyta stanowi element boksów:

“Ja nie jestem wyrazicielem nastrojów społecznych, lecz wyrazicielem samego siebie” , “Przekaz” nr 1, IV 1985r.

…w maju lub czerwcu ’82 zwrócił się do mnie Zdzisław Najder z propozycją współpracy z Radiem Wolna Europa w postaci kwadransu wypowiedzi autorskiej do młodych ludzi w Polsce. Zgodziłem się i przez półtora roku byłem współpracownikiem RWE. Po prostu gdziekolwiek byłem, w USA, w Kanadzie, (mieszkałem wtedy w Paryżu), czy na koncertach, przesyłałem swoje kwadranse lub przyjeżdżałem do Monachium i nagrywałem je. Natomiast w marcu ’84 roku przyjąłem etat i od tego czasu jestem w Monachium.

Jan Ostrowski moja pasja “Kosmopolak” (śpiewnik), Nowa fala, 1987r.

Głównym kanałem Twojego oddziaływania na Polskę są cośrodowe kwadranse autorskie emitowane w RWE o 18:45, powtarzane o 22:45. Kanałem, w przeszłości chyba zawodnym i nie spełniającym oczekiwań. I to mniej ze strony technicznej uciążliwe zagłuszanie, a bardziej w warstwie merytorycznej. Audycja straciła wielu słuchaczy, kiedy uparcie, tydzień po tygodniu czytałeś “Wspomnienia niebieskiego mundurka”.

Po pierwsze, “Mundurek” mi się bardzo podobał…

To nie jest tekst Twojego autorstwa jak się powszechnie sądzi?

Częściowo mojego, częściowo nie. A po drugie, poprzednia dyrekcja polskiej rozgłośni twierdziła, że muzyki w ogóle nie powinno być na antenie, bo jest niesłyszalna, a po co nadawać piosenki, w których tekst się liczy, skoro jest on niesłyszalny? Chcąc nie chcąc umieszczałem w “Kwadransach” jedną raptem piosenkę jako ilustrację muzyczną do “Wspomnień niebieskiego mundurka” czy felietonu, który wypełniał całą audycję.

Felietony były często przegadane i pozbawione tej charakterystycznej, jędrnej pointy będącej wielkim atutem Twojej piosenki…

Ja się z tym absolutnie zgadzam! Przychodząc do radia próbowałem nowej formy, która przecież nie jest moją formą. Miałem z tego dużo radości, wiele też rozczarowań. Doszliśmy jednak z dyrekcją do wniosku, że powinno być więcej piosenek a mniej felietonów.

… co od paru miesięcy widać w “Kwadransach”. Zmieniłeś formułę programu – “Kwadrans” wypełniają często piosenki nowe co bardzo ważne przeplatane krótkim komentarzem.

Kolej rzeczy była taka: przez jakiś czas w ogóle nie nadawałem audycji ze względu na różnice zdań między mną a dyrekcją. W momencie, gdy przyszedł nowy dyrektor, spytałem czy jest zainteresowany powrotem tej audycji na antenę – powiedział, że owszem, ale w formie jakby fragmentów koncertów.

Audycja niewątpliwie zyskała na atrakcyjności, co bynajmniej nie gwarantuje odzyskania części zniechęconych wcześniej słuchaczy. Dotyka to jednak problemu szerszego: czy Tobie w ogóle zależy jeszcze na publiczności polskiej?

Oczywiście, dlatego, że przecież piszę po polsku.

Chodzi mi o publiczność krajową.

Naturalnie, że tak, chociaż nie publiczność będzie decydować o tym, co piszę i jak piszę. Sama kwestia pisania jest, w moim wypadku, naprawdę sprawą wewnętrznej potrzeby.

Wspomniałeś o różnicy zdań między Tobą a byłą dyrekcją RWE. Pod koniec 86 roku Tygodnik Mazowsze opublikował na pierwszej stronie rozmowę z Najderem. Wywiad był bardzo optymistyczny, Najder cieszył się zastrzykiem młodych dziennikarzy w radiu i ogólną w nim atmosferą, była tam mowa o Tobie itd. Niespodziewanie, trzy miesiące później musiał odejść. Czy zechciałbyś skomentować ten fakt?

Nie znam mechanizmu ustąpienia Najdera. Takie rzeczy nie rozgrywają się na poziomie redakcji. Mogę powiedzieć tylko, że były konflikty w zespole; osobiście starałem się zachować obiektywizm – częściowo przyznawałem rację Najderowi, częściowo oponentom. Natomiast było to tak skomplikowane jak w każdym zespole kilkudziesięcioosobowym, gdzie w grę wchodzą i osobiste ambicje i kwestia linii politycznej radia, sprawy stosunku do Związku Radzieckiego i do Amerykanów, że nie jestem w stanie wiarygodnie skomentować tej zmiany warty.

Czy Najder nie był nieco apodyktyczny?

Tu nie chodzi o apodyktyczność. Każdy ma takie cechy charakteru jakie ma. Mogę tylko powiedzieć, że do nowego dyrektora (Jan Łatyński – przyp. moje) mam pełne zaufanie, choćby z egoistycznego punktu widzenia, gdyż umożliwił mi prowadzenia “Kwadransy” w formie, którą nawet ty uważasz za lepszą niż poprzednia.

Ile zarabiasz w RWE?

4800, z czego na życie powiedzmy 2500 średni mies. zarobek w RFN ok. 2600 – 3200 – uw. moja – B.

Ale samochodu nie masz. Przecież w tym kraju każdy ma samochód.

Nie mam, bo moja żona zabroniła mi siadać za kierownicą, ponieważ zamyślam się, wystukuję rytm pomysłów muzycznych, linie melodyczne nowych piosenek na pedale gazu i jest to trochę niebezpieczne.

Wyobraźmy sobie, że powracają swobody, istnieje jakaś zinstytucjonalizowana opozycja, zostaje ogłoszona powszechna amnestia dla wszystkich przeciwników systemu w tym nawet ludzi związanych z “dywersyjnymi” rozgłośniami na zachodzie. Czy wróciłbyś do Polski?

Teoretycznie już tak jest, bowiem Jaruzelski ustami Urbana powiedział, że każdy, kto wyjechał na Zachód, niezależnie od tego co tam robił, jest mile witany w kraju, bo kraj go potrzebuje.

Zaledwie 5 lat temu reżim tego samego Jaruzelskiego wydał na Najdera zaocznie wyrok śmierci…

Myślę, że teraz mógłbym wrócić. Dostałbym kontrakty, byle bym tylko wystąpił w telewizji. Dlaczego nie? Nawet kiedy pracowałem w RWE otrzymałem list z “Pagartu” oferujący mi kontrakty, również zagraniczne, pod warunkiem, że przyjadę i wymienię paszport służbowy na artystyczny na Zachód wyjechałem na służbowym paszporcie pagartowskim. Oczywiście, że z przyjemnością przyjechałbym do Polski i pośpiewał, ale w sytuacji jakiejś rzeczywistej zmiany politycznej. To nie jest tak, że mi się nie podoba Polska, czy że się boję Jaruzelskiego. Po prostu choruję na antykomunizm. Ten system mi do tego stopnia nie odpowiada, że wolałbym nie mieć z nim nic wspólnego. Wprawdzie jako piosenkarzowi w Polsce wcale tak źle mi się nie żyło, ale z perspektywy zachodniej, gdy przypominam sobie wszystkie rozmowy z cenzorami, dyskusje z organizatorami widowni – co wolno, czego nie wolno, kogo wpuścić na salę a kogo nie, to powrót do takiej sytuacji wydaje mi się śmieszny i poniżający. Znowu z jakimś bucem z ulicy Mysiej (gdzie mieści się GUKPIW) dyskutować o tym, czy użyć słowa “czerwony” czy “fioletowy”?

Nie walczę pod żadnym sztandarem rozmowa z Jackiem Kaczmarskim (Promieniści, nr 16(110) Kraków, 6 VI 1988)

Jak trafiłeś do “Wolnej”?

– Wiosną 1982 roku zwrócił się do mnie dyrektor RWE, Zdzisław Najder, który sam dopiero co został dyrektorem i szukał nowych, młodych współpracowników o znanych odbiorcom w Polsce nazwiskach.
I tak, przez dwa lata luźno współpracowałem z radiem, jeżdżąc po całym świecie z koncertami i przesyłając korespondencji, a potem zdecydowałem się na stały program tj. “Kwadrans”.
Podjąłem tę pracę dlatego, że z jednej strony jest to chyba jedyna na Zachodzie możliwość zachowania kontaktu z tym co się dzieje w Kraju, czy to przez prasę oficjalną i podziemną, czy to przez doniesienia zagranicznych korespondentów.
Z drugiej strony, trzeba tu chyba powiedzieć, kierowałem się instynktem samozachowawczym.
Jeździłem i dawałem koncerty na rzecz “Solidarności” i parokrotnie zostałem po prostu oszukany i doszedłem do wniosku, że jakoś pewniej muszę zabezpieczyć siebie i rodzinę.
Poza tym, myślałem, że takie zdecydowane zdeklarowanie się po jednej stronie i powiedzenie “jestem antykomunistą”, będzie zdrowsze dla moich piosenek, dlatego że wielu ludzi traktuje ten kraj jako jeszcze jedno przedstawienie estradowe; “o, wyśmiewa się z tego, z owego, z Urbana, z Krasińskiego, trochę to śmieszne, trochę odważne”. A od początku mojej twórczości nie chodziło o to żeby się z czegoś śmiać, tylko żeby się za czymś lub przeciwko czemuś opowiedzieć; za kilkoma podstawowymi zasadami życia, a przeciwko systemowi.

Zrozumiałem, że jestem na zachodzie, Mirosław Spychalski “Brulion” nr 10, 1989r., s.102 – 108.

MS: – Ostatnie twoje “Kwadranse” w radio to recitale. Czy zdarzyło ci się, że wewnętrzna cenzura czegoś ci nie puściła?

JK: – Nie ma wewnętrznej cenzury. Natomiast jest coś takiego jak ok, rozmowa z dyrekcją przed nagraniem programu, sugestie, czy dana piosenka nie wywoła niepożądanych skutków; niekoniecznie w Polsce, również na Zachodzie. I był taki jeden wypadek, z piosenką “Opowieść pewnego emigranta”. To jest piosenka oparta na autentycznym życiorysie polskiego Żyda. I ona rzeczywiście nie poszła, uznałem racje dyrekcji. Chodziło mianowicie o to, że ten temat jest w ogóle szalenie drażliwy na Zachodzie (w Stanach przede wszystkim) i istniały obawy, że gdyby ktoś chciał zaszkodzić naszej rozgłośni (a są tacy ludzie), to mógłby wokół tej piosenki rozpętać zarzuty, że propagujemy antysemityzm. Piosenka oczywiście nie ma nic wspólnego z antysemityzmem, gdyby natomiast ktoś o złej woli chciał to rozkręcać… tłumacz no się teraz, poeto, że nie miałeś na myśli tego, tylko coś innego.

MS: – Czy musisz narzucać sobie autocenzurę?
JK: – Nie. Ja mam dość wyjątkową sytuację w radiu, ponieważ wypowiadam się poprzez piosenki. Zresztą cały pomysł nowej dyrekcji od czasu odejścia Najdera był taki, żeby mój kwadrans to nie był felieton plus jedna piosenka (bo w końcu nie jestem felietonistą – czasem może mi się udać, czasem nie), tylko właśnie jako fragmenty koncertów. Aby jak najwięcej piosenek, zwłaszcza od czasów, kiedy “zdjęli” zagłuszanie, było słyszalnych w Polsce. Wypowiadam się przez piosenki, a w utworze śpiewanym, w zasadzie teoretycznie niepoważnym, w lekkiej muzie, można wszelkie treści czy przemycić, czy powiedzieć wprost – to nie komentarz polityczny. To znaczy, że jest to komentarz polityczny, ale nie jest jako taki traktowany.

Antoni Pawlak, “Śpiewy historyczne”, “Gazeta Wyborcza” “Magazyn” nr 13 (57), (wyd. warszawskie), 1 IV 1994r., s. 16-17.

Jerzy Giedroyć ze względu na moją popularność wśród młodzieży polecił mnie Najderowi, który właśnie został dyrektorem RWE i zaproponował mi własne okienko w radiu: “Kwadrans Jacka Kaczmarskiego”, czyli rodzaj cyklicznego koncertu dla ludzi w Polsce. Byłem wówczas po roku koncertowania na całym świecie. To się wiązało z dużym wysiłkiem fizycznym i rozczarowaniem w stosunku do niektórych ośrodków polonijnych. A poza tym żona była w ciąży. Zrozumiałem, że trzeba przyjąć ofertę Najdera. Uniknąłem dzięki temu upokarzających sytuacji typowego emigranta. Pomidory na południu Francji zbierałem bodaj tylko trzy dni. Być może w perspektywie całego życia nie jest to dobrze.
(…)
Póki miałem swój “Kwadrans”, byłem na wariackich papierach poety -piosenkarza. Każdy weekend, urlop, czas wolny wykorzystywałem na występy. Miałem niejako obowiązek pisania co tydzień jednej nowej piosenki. Przez jakiś czas utrzymywałem się w gotowości twórczej. Potem to się rozpłynęło, zdarzało się, że całymi tygodniami powtarzałem stare rzeczy, Ale miałem, Bogu dzięki, spory zapas. Gdzieś po dwóch, trzech latach odczułem ciężar łączenia tych dwóch profesji. To był najgorszy okres w mojej twórczości. Powstało wówczas dużo tego, co jeden z moich przyjaciół nazwał “kupletami dla Wolnej Europy”. Zajmowałem .się wyłącznie utworami interwencyjnymi. W radiu nie ukrywano zresztą, że tego się po mnie oczekuje, dając za przykład Hemara, który potrafił robić to latami. Po pewnym czasie oprócz własnej audycji musiałem robić wszystko to co koledzy. Miałem wysoką grupę zaszeregowania i w ich odczuciu nie było żadnego powodu, żebym się zajmował wyłącznie moimi piosenkami.

Z rozmowy z Jolantą Piątek w cyklu audycji w radiu Wrocław – “Za dużo czerwonego”, opublikowanej w miesięczniku “Odra” , 483 (II, 2002)

G.P.- Czy pracując w RWE musiałeś być wierny określonym programom politycznym?

J.K. – Nie było takich programów. Były dwie zasady: nie krytykujemy polityki niemieckiej, bo jesteśmy gośćmi na tej ziemi; nie komentujemy też polityki amerykańskiej w kontekście innych spraw niż Polska. W kontekście polskich spraw można było mówić wszystko. Tu nie było żadnej cenzury prewencyjnej. Oczywiście byli szefowie, którzy akceptowali materiały przed ich ukazaniem się na antenie, ale ta ocena głównie dotyczyła zawartości merytorycznej, jakości, fachowości. Czasami bywali nadgorliwi szefowie. W moim przypadku pamiętam np. ocenzurowanie któregoś z “Kwadransów Jacka Kaczmarskiego”. To było już za ostatniej dyrekcji w 1990 roku. kiedy napisałem kilka piosenek na temat kampanii prezydenckiej w Polsce. Chodziło o “Wojnę postu z karnawałem”. oczywiście. I to zostało zdjęte, z uzasadnieniem, że my nie jesteśmy od tego, żeby się wtrącać do procesów demokratycznych w kraju.
Dla mnie było to oburzające, bo owszem, radio jest polityczne, ale mój kwadrans miał charakter wybitnie literacko – rozrywkowy i przecież autorski. I jeżeli zakazuje mi się pisania na określone tematy, kiedy po to właśnie zostałem do tego radia zaproszony, to uznałem, że przekracza to już granice przyzwoitości. Notabene, natychmiast wysłałem te teksty do Polski. Zostały wydrukowane w reaktywowanym właśnie tygodniku “Po prostu”.

“The Warsaw Voice”, 31 V 1998r. Między nami na Antypodach (Down Under and In Between)

RWE odegrało w twoim życiu ważną rolę. Jak się tam dostałeś?

Znalazłem się na Zachodzie przypadkiem. Jesienią 1981 roku, Przemek Gintrowski, Zbyszek Łapiński i ja pojechaliśmy do Francji zagrać parę koncertów jako reprezentanci ruchu wolnościowego “Solidarność”. Mieliśmy tam spędzić trzy dni, ale nasze występy zyskały taką popularność, że chcieliśmy przedłużyć nasz kontrakt. W związku z tym moi przyjaciele wrócili do Polski pozałatwiać formalności, a ja zostałem we Francji. Później nastąpił stan wojenny. Mieszkałem w Paryżu dwa lata, gdzie byłem jednym z założycieli Komitetu “Solidarności” , pomagając naszym prześladowanym przyjaciołom w Polsce. Jeździłem po świecie z koncertami, które miały zwrócić uwagę środowisk polonijnych na wydarzenia w kraju. Po dwóch latach, RWE wyszło z propozycją, bym przeprowadził się do Monachium i miał swój program nazwany “Kwadrans z Jackiem Kaczmarskim”.

Jakie są twoje wspomnienia tych 10 lat w Monachium?

Jestem bardzo dumny z tego, że miałem swój udział w europejskiej tradycji wolności. Ktoś powiedział mi, że roczny budżet RWE wynosił tyle, co cena systemu naprowadzania jednego myśliwca odrzutowego American Phantom. Nasz wpływ polityczny było ogromny, w tamtych czasach każdy słuchał radia.

Suplement – Radio Wolna Europa Vol.3