Ostateczna wersja programu powstała w pierwszej połowie 1983 roku. Nie istnieje żaden oficjalny zapis koncertu programu “Przejście Polaków przez Morze Czerwone”. Zobacz także: kaseta “live’83” nr 3, piosenki 1-12.

Nie walczę pod żadnym sztandarem, rozmowa z Adamem Laskowskim (Promieniści, nr 16(110) Kraków, 6 VI 1988 r.)

Za pierwszy “wojenny” program można chyba uznać “Zbroję”, natomiast pierwszym tekstem napisanym na emigracji po 13 XII jest “Prośba”. A potem było już “Przejście Polaków przez Morze Czerwone”, program który stanowił jakąś próbę uporządkowania moich myśli, no i wspomniany “Kosmopolak”.
Chociaż “Przejście…” jest pewną składanką, to jednak ta tytułowa piosenka, którą bardzo lubię i uważam zresztą za jedną ze swoich najlepszych (nb. ma melodię wziętą z tradycyjnej polskiej pieśni z XVII lub XVIII w. śpiewanej o bitwie pod Grunwaldem), stanowi jakoś temat przewodni całości.

“Za dużo czerwonego”, wywiad z Joanną Piątek, “Miesięcznik Literacki “Odra” nr 481 (XII 2001r.)

Mówiłeś o “Prośbie” jest też “Wróżba” (“Kary nie będzie dla przeciętnych drani”).”Prośba” była opisem tragedii stanu wojennego, ale i oczekiwaniem na odpłatę. “Wróżba” wieszczy, że kary nie będzie i wydaje się, że to proroctwo się ziściło.

To jest jeden z najbardziej ponurych moich tekstów, ale nie biorących się z potrzeby odreagowania, tylko z racjonalizacji tych emocji i tych mitów, o których pisałem wcześniej. “Wróżba” bierze się po prostu z doświadczenia, z mądrości wieków. Zawsze tak było, że “kary nie będzie dla przeciętnych drani, a lud ofiary złoży nadaremnie” A pointa jest taka, że “kiedy coś się wydarzy, to nam wtedy będzie wszystko jedno”. No bo takie jest życie, że człowiek z biegiem lat jakby szarzeje, wygasa i bardzo trudno jest utrzymać w sobie ten żar młodości, zwłaszcza gdy się brało udział w czymś, co się nazywa potocznie przeżyciem pokoleniowym. Ja pracowałem przez dziesięć lat w Radiu Wolna Europa z wieloma ludźmi, dla których przeżyciem pokoleniowym był w młodości udział w Powstaniu Warszawskim; i to byli ludzie – przy całym swoim uroku, zaangażowaniu w sprawy polskie – wypaleni, ponieważ oni wciąż żyli tymi dwoma miesiącami na barykadzie. I pamiętam, że robiło to na mnie bardzo przygnębiające wrażenie i bardzo wiele rzeczy, które potem zrobiłem w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, brało się z tego, żeby nie zostać tym człowiekiem z barykady roku 80/81, nie żyć tylko tym jednym młodzieńczym doświadczeniem, ale szukać dalszych i wyciągać wnioski.

Ale “Wróżbę” można też odbierać społecznie i socjologicznie. To jest pamięć stanu wojennego, o którym dziś obywatele powiadają w przeważającej większości, że był potrzebny i był właściwie dobry, to są te niekończące się procesy. Ta pieśń jest profetyczna i zyskuje dziś niezwykłą aktualność, właśnie społeczną – że nam jest wszystko jedno właściwie, czy ludzie winni zostaną ukarani, czy nie. Kary nie będzie.

Oczywiście nie chciałem, żeby ona była aktualna w III RP, ale jako człowiek myślący, artysta, nie mogę się uchylać przed jakąś nieuniknioną prawdą, co do której jestem przekonany. Ktoś mi kiedyś zarzucał, że w Polsce bardzo łatwo być Kasandrą, bo wszystkie złe wróżby się sprawdzają. Bo w mojej twórczości ten wątek kasandryczny zaczął się bardzo wcześnie, od pierwszych piosenek, od “Kasandry”. Ale tak to widziałem, tak to rozumiałem, tak to czułem i musiałem tak to napisać, i mogę tylko ubolewać, że to proroctwo się spełniło. Bo dramat Kasandry polega na tym. że ona nie ma żadnej satysfakcji, iż katastroficzne wróżby się spełniają.

(…)

Był też język biblijny. “Przejście Polaków przez Morze Czerwone”, Mojżeszowi się udało przeprowadzić naród, tobie nie.

Nigdy nie miałem takiego zamiaru. Postać, która tu występuje jako ten prowadzący (“wtem jeden człowiek niespełna rozumu na kamień włazi i woła do tłumu”) przez, jednych jest odbierana jako papież, przez innych jako Lech Wałęsa. Ja, prawdę mówiąc, nie miałem konkretnego męża stanu na myśli, chodziło mi o metaforę, o obraz tego naszego przechodzenia przez Morze Czerwone i moją sytuację emigracyjną, która jest w poincie: “mnie na nieznane brzegi wyrzuciło…- stąd ta piosenka, której by nie było” gdybym zatonął. To był ponury czas, i w życiu Polski, i moim, i miałem potrzebę sprowadzenia całej tej historii politycznej i polskiej do takiej sytuacji archetypicznej, do przypowieści, mitu. Bo wprowadzenie stanu wojennego było dla mnie zamknięciem całej epoki w życiu Polski i Polaków. Miałem wrażenie, że sprawa “Solidarności” jest pogrzebana na zawsze, co w jakimś sensie jest prawdą, bo przecież ta odrodzona Solidarność była zupełnie czym innym. I myśmy byli inni. Mówi się powszechnie, że stan wojenny jakby przetrącił nam kręgosłupy jako społeczeństwu.
Ja później podejmowałem próby nazwania tej rzeczywistości stanu wojennego, choćby w “Powodzi”. Z relacji ludzi, którzy przyjeżdżali na Zachód, wyłaniała się taka magma, miazga, żeby się powołać na Andrzejewskiego, czyli muł, coś, co oblepia, chwyta człowieka i nie pozwala mu się poderwać do lotu, te “kosze wytrzeszczonych oczu, nie wierzących, że to nie na niby”. Bo dla nas wszystkich był to jednak szok. Niby się mówiło, że przyjadą Ruscy i załatwią nas, albo że to się wszystko rozwali, no bo nie może być tak pięknie w nieskończoność, ale wewnątrz większość z nas wierzyła, że jednak nie będzie zamachu na ten dziesięciomilionowy ruch w obronie godności człowieka. A jednak stało się. I to w taki mułowaty, obrzydliwy sposób, własnymi rękami i bez większego trudu.

To jest już 1983 rok. “Przejście Polaków” to jedna z pierwszych piosenek, w których odchodzisz od doraźności, nabierasz dystansu do wydarzeń w kraju.

Tak, te pierwsze piosenki, o których mówiliśmy, pisane u przyjaciela w Lyonie w marcu 1982 roku, to wszystko były rzeczy bez dystansu. Próba natychmiastowego odreagowania wiadomości, które docierały do nas z Polski stanu wojennego. Natomiast “Przejście Polaków przez Morze Czerwone” już rzeczywiście jest napisane z dystansem.
Ale tu jest jeszcze jeden klucz, mianowicie muzyka do tej piosenki, nie jest moją muzyką, to jest tradycyjna pieśń polska śpiewana we wtorek, w dzień apostolski, o bitwie pod Grunwaldem, więc jest taka zamierzona zgryźliwość czy ironia, że pod muzykę o jednym z największych tryumfów polskiej historii śpiewam przypowieść o jednej z największych klęsk w polskiej historii.

Przejście Polaków przez Morze Czerwone (Arka Noego)

Przejście Polaków przez Morze Czerwone

Wydawnictwo: Agencja Fonograficzna MODUS, Gdańsk
Nośnik: Kaseta magnetofonowa
Numer w katalogu: brak danych
Data wydania: 1989
Nadesłał: Tomasz Łuszpiński
Informacje dodatkowe:

Przejście Polaków przez Morze Czerwone

Wydawnictwo: Wydawnictwo Wytrwałość
Nośnik: Kaseta magnetofonowa
Numer w katalogu: KW007
Data wydania: 1984
Nadesłał: Pijana Poetka, thomas.neverny
Informacje dodatkowe:

23 – z Nataszą Czermińską
24 – z Przemysławem Gintrowskim (1981)