Live2017-10-10T10:02:07+00:00
Nagranie zostało zrealizowane podczas koncertów w warszawskim klubie RIVIERA-REMONT 26 maja 1990 roku.
Live vol I: Zdjęcie: Wojciech Kuhn

Live vol I: Zdjęcie: Wojciech Kuhn

Live vol. II: Zdjęcie: Grzegorz Tusiewicz

Live vol. II: Zdjęcie: Grzegorz Tusiewicz

Wypowiedź Tomasza Kopcia z wkładki do kasety Live vol. 1, wydanej przez Pomaton w 1991

Nagrania te stanowią jedyny oficjalny i profesjonalny zapis fonograficzny jednego z najważniejszych wydarzeń artystycznych 1990 r., jakim niewątpliwie była pierwsza po 9 latach emigracji, trasa koncertowa Jacka Kaczmarskiego w Polsce.
Wśród, stanowiących własny wybór Jacka, najlepszych jego piosenek, każdy z nas ma TĘ swoją najważniejszą, którą kojarzy z nieoficjalnym śpiewnikiem, stanem wojennym, audycją Jacka w Radiu Wolna Europa czy też z innym wydarzeniem z naszego życia lat 80-tych. Wtedy rzeczywiście trudno było być obojętnym wobec wzruszającej “Naszej klasy”, porywających “Murów” i innych zmuszających do refleksji ballad.
Ale rok 1990 to już inne czasy, dopiero wtedy Jacek mógł przyjechać do kraju gdzie dał blisko 30 koncertów, których fenomenu nie można już przecież tłumaczyć komuną i antykomuną. Entuzjazm i przepełnienie sal koncertowych sprawił z pewnością jego twórczy i wykonawczy talent, ale przede wszystkim, niespotykana siła i energia tkwiąca w jego piosenkach, powodująca emocje jakie potrafią wyzwalać w nas tylko DZIEŁA WYBITNE.

Wypowiedź Piotra Bratkowskiego z wkładki do kasety Live vol. 2, wydanej przez Pomaton w 1991 .

Przestrzegał przed samozagładą rewolucji i został uznany za jej piewcę. Śpiewał o ponadczasowych zagrożeniach, by w efekcie stać się bardem społeczeństwa uderzonego stanem wojennym. Potem przez osiem lat śpiewał właściwie w ciemno, oddzielony od swej publiczności, zaś jego dawne nagrania objęte były w kraju, przecież kompletnie nieskutecznym, zakazem rozpowszechniania, a gdy później przyjechał do Polski okazało się, że jego publiczność jest niewspółmiernie większa niż w momencie wyjazdu. Pisał dla intelektualistów, a okazało się, że jest idolem obecnych piętnastolatków.
Przyjechał do odmienionego kraju gdzie stare “Mury” okazały się niestety bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Piewca podziemnej Polski stanu wojennego, zaczyna teraz wolnym Polakom mówić rzeczy przykre.
To chyba będzie dobry czas dla jego twórczości. Lecz czy nadal będziemy kochali jego piosenki?

Wypowiedź Daniela Wyszogrodzkiego z wkładki do płyty CD, wydanej przez Pomaton w 1991.

Płyta LIVE Jacka Kaczmarskiego mogła – przynajmniej przez pewien czas – spełniać funkcję koncertowego wyboru “greatest hits” tego artysty. Nagrana w trakcie tournee, pierwszego po dziewięciu latach emigracji, oddaje atmosferę, w jakiej przyjmowany był Jacek Kaczmarski przez polską publiczność, tak dobrze pamiętającą jego pieśni.
Powrót barda był w Polsce wydarzeniem kulturalnym. Utożsamiany z “Solidarnością” i antykomunistyczną opozycją, słuchany przez wszystkie mroczne lata z amatorskich kaset albo na (zagłuszanych) falach Radia Wolna Europa, Jacek Kaczmarski zostawił po sobie pamięć żywą. Jednak większość wielbicieli, wypełniająca sale koncertowe w 1990 roku, gdy dokonano tych nagrań, znała przede wszystkim jego dawne piosenki, napisane przed stanem wojennym, przed emigracją. Tymczasem bard nie próżnował – nieustannie reagował na współczesność, ani na chwilę nie oddalał się od swoich pasji historycznych, spisywał refleksje i wnioski z nowych doświadczeń w niepowtarzalnej poetyckiej formie, wzbogacając swoje wiersze muzyką. Tworzył nowy materiał, ale też dystansował się do starego. W 1990 roku miał już w dorobku kilkaset piosenek – niełatwo wybrać z takiej masy kilkanaście najbardziej znaczących i oczekiwanych.
Tym bardziej warto postarać się zrozumieć jego wybory. Płyta LIVE zawiera zapis występu w warszawskim klubie “Riviera-Remont” w dniu 26 maja 1990 roku, a jej repertuar jest dość typowy dla całej trasy koncertowej (choć – co zrozumiałe – były drobne różnice w zestawie utworów pomiędzy kolejnymi recitalami). Stary kolega, Zbigniew Łapiński, akompaniuje Kaczmarskiemu na fortepianie, wzbogacając – tak samo jak robił to na początku lat osiemdziesiątych w programach tria Gintrowski/ Kaczmarski/Łapiński – muzyczną warstwę recitali. Śpiewak nie był więc sam.
Jacek Kaczmarski sięgnął niemal wyłącznie po piosenki własne (jedynym wyjątkiem jest tutaj Powrót sentymentalnej panny S. z muzyką Jana Krzysztofa Kelusa). Próżno też szukać w repertuarze A.D. 1990 pieśni znanych z występów tria sprzed dekady.
Koncert otwiera Nasza klasa – najlepszy prolog spotkania po latach: “Co się stało z naszą klasą, pyta Adam w Tel-Avivie?…” I tak zaczyna się geografia rozsianego po całym świecie pokolenia. To rozsianie po świecie jest częścią naszego narodowego etosu, którego wymiar alegoryczny ożywa w kolejnych pieśniach. Przejście Polaków przez Morze Czerwone wprowadza nas w nastroje towarzyszące samemu Jackowi Kaczmarskiemu przez lata tułaczki: “Mnie na nieznane brzegi wyrzuciło…”. Dalej mamy filozoficzną Balladę o Głupim Jasiu, jedną z najważniejszych pieśni barda z okresu spędzonego poza granicami kraju – przesłanie “Woda Życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść” obrazują syzyfowy trud poszukiwania wszelkiej utopii.
W pieśniach Kaczmarskiego powraca historia żywa, tak bliska, że niemal namacalna. Tryptyk pieśni o dziejach najnowszych otwiera Tradycja – utwór śmiało formułujący genezę naszych dzisiejszych utrapień: “Spójrzcie na królów naszych poczet […] Nie czyja inna – lecz ich wina: sojusz Hitlera i Stalina”. Po takim wstępie Kaczmarski przypomina pieśń napisaną na fali gniewu roku 1982 – Ballada wrześniowa, czyli opowieść o czwartym rozbiorze Polski (“Już starty z map wersalski bękart…”), znajduje bezpośrednią kontynuację w Jałcie, opowieści o rozbiorze piątym.
Moralny wymiar historii najnowszej odnajdujemy w Opowieści pewnego imigranta, Żyda, związanego z Polską “pępowiną hańb”, nękanego wyrzutami sumienia i echami przegranego życia. Człowieka topiącego rozpacz w wódce, tak jak biblijny Barabasz nieoczekiwanie topi ją we łzach “W karczmie z widokiem na Golgotę […] Barabasz płacze” (Kara Barabasza). Ukojenia od tortur historii i sumienia możemy szukać tylko w kulturze – w literaturze i w narodowych mitach. Oczywiście każdy naród ma taką kulturę, jaką stworzył i bywa ona szlachetniejsza, niż naród na to zasługuje. Nie bez kozery Kaczmarski przywołuje postacie Kmicica (Pan Kmicic) i Wokulskiego (Lalka, czyli polski pozytywizm): “Sklep zmienia pana, a świat – postać”.
Nie ma w dorobku Kaczmarskiego utworu, który odbył ewolucję tak zaawansowaną, jak nieśmiertelna Obława, ale też niewiele jest utworów utożsamianych aż tak dalece z postacią barda. Napisana w 1974 roku na kanwie pieśni Włodzimierza Wysockiego Obława – niemal hymn całego pokolenia “młodych wilków”, zanim sprofanowała to określenie pop kultura lat 90-tych – kończy się apelem: “O, bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!”. Ale kontynuacje tego wątku z roku 1983, Obława II (z helikopterów) wkracza w kolejny wymiar: “To już nie polowanie […] To planowe niszczenie gatunku!”. Trzecia część tryptyku – opowieść Trójłapego – odbiera wszelką nadzieję – człowiek (w podmiocie: wilk) nie znajdzie ucieczki przed człowiekiem. A heroizm to synonim samotności – Obława III (Potrzask).
I tak zbliżamy się do finału. Pointą recitalu mogła być “piosenka z kluczem”, utwór Powrót sentymentalnej panny S. według Kelusa (powrót owej tajemniczej “panny” w 1988 roku był wystarczająco wyraźną zapowiedzią nadchodzącej Wielkiej Zmiany, natomiast metaforyczne odarcie jej z “sentymentów” graniczyło z proroctwem). Ale po przypomnieniu “wykutej z mitów” Zbroi Jacek Kaczmarski serwuje nam swoje Opus Magnum, epickie, dantejskie Epitafium dla W. Wysockiego, w porywającym wykonaniu: “To moja droga z piekła do piekła, w dół na złamanie karku gnam”…
Czy są to “greatest hits” Kaczmarskiego? Na pewno nie dzisiaj, po powstaniu wielu nowych, ważnych pieśni. Czy było wtedy? Nieważne. Utwory składające się na płytę LIVE to przemyślany, świadomie skonstruowany przekaz artysty tam i wtedy. A jeśli nawet tu i teraz wyglądałby on inaczej (a nie ulega to wątpliwości), pamiętajmy, o co artysta apeluje w finałowych wersach Epitafium: “Pamiętajcie wy o mnie, co sił! Co sił! Choć przemknąłem przed wami jak cień! […] Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!” Tym recitalem Kaczmarski powrócił do nas i metaforycznie i dosłownie.

Live (Arka Noego)

Live (Syn Marnotrawny)

Live / Krzyk

Live

Wydawnictwo: Pomaton
Nośnik: Płyta CD
Numer w katalogu:
POM CD 001
Data wydania: 1991
Nadesłał:
Informacje dodatkowe: Pierwsza płyta wydana przez Pomaton

14 – muzyka Jan Krzysztof Kelus
Fortepian – Z. Łapiński

Live vol.1

Wydawnictwo: Pomaton
Nośnik: Kaseta magnetofonowa
Numer w katalogu: POM 003
Data wydania: 1991
Nadesłał: lodbrok
Informacje dodatkowe:

Fortepian – Z. Łapiński

Live vol.2

Wydawnictwo: Pomaton
Nośnik: Kaseta magnetofonowa
Numer w katalogu: Vol.2: POM 004
Data wydania: 1991
Nadesłał: lodbrok
Informacje dodatkowe:

14 – muzyka Jan Krzysztof Kelus
Fortepian – Z. Łapiński