BANKIET to nietypowy recital Jacka Kaczmarskiego. Sam artysta już na początku deklaruje, że "przestało mu się chcieć śpiewać o historii, polityce i o komunistach" i postanowił zaśpiewać o tym, "czym wieczorami żył". A żył trochę miłością, bardziej alkoholem, zawsze wspomnieniami, nie tracąc przy tym nic ze swojego wyjątkowego daru obserwowania rzeczywistości i odnajdywania inspiracji w doświadczeniach tak odległych, jak wieczór kawalerski kolegi, czy występ telewizyjny Boba Dylana.
BANKIET to same takie odmienne piosenki. Bynajmniej nie są to utwory biesiadne, jak też deklarowane zmęczenie "śpiewaniem o historii i polityce" nie jest traktowane zbyt rygorystycznie. Dowodzi tego zwłaszcza nowa, pełna edycja zapisu recitalu.
Wersja BANKIETU znana do tej pory z kasety magnetofonowej (POM 051), została rozszerzone w edycji kompaktowej o trzy tytuły, po raz pierwszy przywrócono także wszystkie zapowiedzi artysty. Tak więc niezwykły kwietniowy wieczór z 1992 roku, artystyczne wydarzenie ze stołecznego klubu Remont, powraca teraz po raz pierwszy w oryginalnej postaci (ograniczeniem pierwszej edycji był czas trwania kasety).
Trzy utwory z tego recitalu, których zabrakło na kasecie to - obszerne i przewrotnie "historyczne" - Limeryki o narodach oraz dwie piosenki kończące występ: polityczne w kontekście Świadectwo (chociaż w tym kontekście chciałoby się dodać: niestety...) i przepojona dogłębną goryczą Piosenka żebracza. Przed wykonaniem tego ostatniego utworu artysta - także z dawką goryczy - zaznacza we wstępie, że jest to jedna z jego kilkunastu piosenek "nie puszczonych" w Wolnej Europie. Bardzo ciekawe dlaczego? Czyżby nawet w Monachium końca lat 80. wiersz o staruszku, który odbudowywał Warszawę, żeby "mieć na starość gdzie żebrać", był... niepoprawny politycznie?
Pozostałe utwory - poza wczesnym Cieniem, piosenką wypełnioną bardzo intymnym liryzmem i zaskakującym Epitafium dla Dylana (pomysł na "epitafium" dla żyjącego artysty wyjaśnia Kaczmarski w zapowiedzi) - poruszają problematykę "alkoholową", nawiązując przy tym do jakże chwalebnej bardowskiej tradycji Brela i Wysockiego, reprezentowanych w recitalu przez trzy piosenki: Spotkanie w porcie i Wydarzenie w knajpie (według Wysockiego) oraz Pijak (według Brela). To już kanon światowy.
Otwierający koncert Hymn wieczoru kawalerskiego pozornie zdradza intencje już w tytule, jednak warto zastanowić się nad dopiskiem: Żale polonistycznych degeneratów oraz nad jedną myślą głębszą, wręcz aforystyczną: "człek wraca tam, gdzie pił".
Pozostajemy przy temacie: Ballada o ubocznych skutkach alkoholizmu ("Rozmowa z wódek zeszła wnet na politykę"), Bankiet ("Wtem coś łamie się we mnie: Co ja robię zalany? Trzeba wyjść stąd, uciekać!") oraz Pijany poeta ("Pijany poeta ma za złe, że klaszczą..."). Ale w samo sedno alkoholowego etosu - pijaństwa jako egzystencjalnej terapii, ucieczki od niedoli tego świata - trafia Kaczmarski za Brelem: "Więc pijmy całą noc, aż zwalę się pod stół, by smutek stracił moc, bym nie czuł nic, com czuł".
Wyjątkowe miejsce w tym wyjątkowym recitalu zajmuje sekwencja znanych dzisiaj powszechnie piosenek Stanisława Staszewskiego, których - co warto podkreślić - Jacek Kaczmarski był "odkrywcą" i popularyzatorem na wiele lat przed nagraniem płyty "Taty Kazika" przez zespół Kult. Sam Kazik na koncercie "Śpiewak nie może być sam" w Sali Kongresowej (maj, 2002) przyznał, że poznanie twórczości własnego ojca zawdzięcza wykonaniom Kaczmarskiego. Słyszymy tu cztery utwory składające się na rodzaj "Tata Kazika - Greatest Hits": Baranek, Inżynierowie z Petrobudowy, Bal kreślarzy oraz Celinę. Warto porównać obie "konkurencyjne" interpretacje.
Największym atutem nowej edycji może okazać się przywrócenie zapowiedzi artysty. Magia barda ujawnia się w jego kontakcie z publicznością. Także i w tym przypadku doskonałym wzorem jest - ulubiony przez Jacka Kaczmarskiego - Wołodia Wysocki, którego dwa utwory, Spotkanie w porcie i Wydarzenie w knajpie, zdobią BANKIET w polskiej wersji językowej Kaczmarskiego. Nagrania z recitali Wysockiego w Toronto czy w Nowym Jorku obfitują w dowcipne, anegdotyczne zapowiedzi, które ocalono.
Ktoś powie, że piosenka broni się sama? Zgoda. Ale jej zapowiedź - a szczególnie poza tłem czysto faktograficznym - ujawnia osobisty stosunek artysty do utworu.
Nowa edycja BANKIETU w pełnej, nie okrojonej postaci, ma więc dodatkowy walor: umożliwi słuchaczom "wirtualne" w przeniesieniu się na recital Kaczmarskiego do Remontu w 1992 roku. Minęło 10 lat od tego wydarzenia, ale BANKIET to piosenki, które nie tracą na aktualności. Przekonujemy się o tym i z bólem głowy i bez.