jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt

Autor

Fragment wywiadu z Grabażem - Małysz w pisaniu teksów, Mateja w śpiewaniu -
17.04.2007 - Onet. Pl http://muzyka.onet.pl/

Dz. - Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni, powiedziałeś mi, że proces tworzenia w Pidżamie przypomina ciążę słonia, czyli że trwa bardzo długo. Czy coś udało się w takim razie sprokreować? Z Twoich słów wynika, że Pidżama na razie nie pracuje, ale może Strachy Na Lachy działają?

G. - Ze Strachami mamy makabryczny rok. Siedzimy teraz i kończymy właśnie próby na płytę z piosenkami Kaczmarskiego. Podobnie jak Habakuk, mniej więcej półtora roku temu wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić płytę z jego kawałkami. Habakuk zrobił to szybciej i szybciej też wydał. Oswoiłem się z tym projektem na tyle, że nawet album Habakuka nie skłonił mnie do rezygnacji. Tym bardziej że jego zestaw różni się od naszego niemal w stu procentach.
Właściwie siedzimy nad tym już czwarty miesiąc. Tak na dobrą sprawę w Wielką Sobotę wybraliśmy pewną liczbę piosenek, z których powstanie album. Będą to mocno inne kawałki od tych, które do tej pory były na płytach Strachów. Ujawniło się nasze nowe oblicze w trakcie pracy nad tym materiałem. Poza tym wgryzanie się w Kaczmarskiego i przewracanie go na drugą stronę było wielką przygodą. Czasami wychodziły z tego rzeczy karkołomne. Bo i poetą Kaczmarski karkołomnym był wielce. W pozytywnym sensie.

Dz. - A czy jego twórczość literacka Ci "podchodzi"?

G. - Z tym było różnie... Najpierw przeżywałem "traumę Kaczmarską", mieszkając w akademiku, gdzie z lewej i z prawej strony Kaczmarski leciał non stop. Przez trzy i pół roku na dobrą sprawę słyszałem tylko jego piosenki. Byłem wówczas punkiem i ta stylistyka działała na mnie odrażająco. Nie byłem w stanie się z tym zmierzyć w żaden sposób, aczkolwiek od czasu do czasu, w przypływie pozytywnych uczuć do świata stwierdzałem, że słów godnych i zacnych w tekstach Kaczmarskiego było mnóstwo. Ale generalnie w tamtym czasie nienawidziłem go nienawiścią szczerą i męską.
Później pracowałem w radiu i zdarzało się, że Jacek przychodził na wywiady. Parę razy prowadziłem z nim rozmowy, ale nie przejdą one do historii polskiej sztuki przeprowadzania wywiadów. Wtedy wydawał mi się totalnym zarozumialcem, dziś rozumiem go bardzo dobrze. Z jednej strony siedzi ignorant, a z drugiej artysta, który musi odpowiadać ciągle na te same pytania. Rozmowa najzwyczajniej w świecie się nie kleiła. Kiedy zachorował i były te serie koncertów w celu zdobycia pieniędzy na jego leczenie, zagraliśmy z Pidżamą. Dla wokalisty rak krtani to jest wyrok śmierci. Na dobrą sprawę, jako wokalista on umarł na długo przed swoją faktyczną śmiercią. Z ogólnoludzkiego punktu widzenia i branżowej solidarności zajebiście trzymałem za niego kciuki. Chyba dokładnie trzy lata temu przyszła wiadomość o jego śmierci, bo zdaje się, że akurat jest rocznica?

Dz.- Tak dzisiaj mijają trzy lata od jego śmierci [rozmowa z Grabażem odbyła się 10 kwietnia - red.].

G.- Takie wiadomości zazwyczaj przysyła mi SMS-em Dunin - Wąsowicz. Kiedy ją dostałem, zdołowałem się strasznie. Rak krtani cały czas jest moją obsesją. Mam potworne kłopoty z krtanią, dlatego koncerty z Pidżamą gramy dużo krótsze niż kiedyś. Praktycznie po trzech koncertach zawsze miałem zapalenie krtani i trzeba było się leczyć antybiotykami czy czymś innym. Już nie te struny co kiedyś, tym bardziej że nie jestem kształconym muzykiem.
Przyszedł taki moment, że Kaczmarski zaczął mi się śnić. I to nie były takie sny, że przychodził do mnie i mówił, że mam ograniczyć picie i przestać palić fajki, to były regularne orgie. Opisałem to w pierwszej części "Pogrzebu króla" na ostatniej płycie Strachów ["Piła tango" - red.]. Przez pół roku było to moją totalną obsesją. Wpędzało mnie w depresję. Tak więc napisałem o tym, a jak już to zrobiłem, sny się momentalnie skończyły. Wcześniej różni ludzie przychodzili i mówili: "Grabaż ty się musisz zabrać za Kaczmarskiego". Ja mówiłem coś w stylu: " Spier....j, nie będę się brał za Kaczmarskiego, to jest niewykonalne". No ale chodzili, mędzili - podobnie jak kiedyś Dunin z powodu reaktywacji Pidżamy - w końcu zacząłem go słuchać. 600 piosenek było do przesłuchania. Nie powiem, że przesłuchałem wszystkie, ale jakieś 70 procent na pewno. Później zacząłem słuchać pod kątem tego, co by mi pasowało, w czym czułbym się tak, jakbym ja to napisał. Oczywiście z odpowiednim dystansem. Tak to się zaczęło i trwa już dwa lata. Z Kaczmarskim jestem właściwie za pan brat.

Strachy bez Pidżamy - wywiad z Grabażem, Empikultura, 2008, nr 2. (fragment) - 28.01.2008 r. - rozm. Piotr Mieczkowski

- Słuchałeś piosenek Jacka Kaczmarskiego jako nastolatek? Jak się czułeś, kiedy je nagrywałeś na album "Autor"?
- Jak byłem małolatem to nienawidziłem tych piosenek! To była taka formuła, taka estetyka, wobec której stawialiśmy okoniem. Nie podobali nam się ci nieogoleni faceci z gitarami. Dlaczego teraz to nagrałem? Dorosłem. Często wydaje się sądy na temat rzeczy, których się nie zna do końca. Tym bardziej, że Jacek Kaczmarskie nie jest twórcą, który "wskakuje" ci do ucha, wgryzienie się w to, co on pisał, wymaga jakiegoś wysiłku, ogólnokulturowego przygotowania i sporego wysiłku, aby wejść w to, co Jacek chciał przekazać. Mnie się udało, bo skończyłem studia historyczne, miałem więc ułatwione zadanie. Pojawiła się w mojej głowie taka dość kontrowersyjna koncepcja pogodzenia wody z ogniem. W tym wypadku Kaczmarski był ogniem, my wodą.

jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj