jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt

Wywiad z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim z 12.09.1993 r. po koncercie w "Piwnicy" w Górze Kalwarii.

J.K. - To było tak, że właściciel tej "Piwnicy", tego lokalu w Górze Kalwarii, od paru lat już, zabiegał, starał się nas złapać jakoś, i zaprosić tutaj a przede wszystkim pokazać to swoje miejsce, z tradycjami jeszcze ze stanu wojennego, tu się odbywały jakby nasze koncerty, bez naszego udziału, z kaset, wśród ludzi, którzy pracowali w podziemiu i prędzej czy później ta nasza obecność tutaj była absolutnie naturalna. Natomiast w ogóle, nasze śpiewanie w małych salach, wszędzie tam gdzie ludzie chcą nas słuchać, to jest, przynajmniej dla mnie, powrót do źródeł. Kiedyś tak zaczynaliśmy, i na tym zbudowaliśmy naszą popularność i swoje myślenie o sztuce a nie na środkach masowego przekazu i uroczystych koncertach w halach sportowych, i to daje największą satysfakcję. Ja w zasadzie przyjechałem na dwa tygodnie do Polski w sprawach prywatnych, odbyliśmy ze Zbyszkiem chyba z dziesięć koncertów, między innymi trzy dla szkół średnich we Włodawie i te trzy koncerty jeden po drugim, dla niemal tysiąca młodych ludzi, w mieście które liczy 15 tys. Mieszkańców, na pewno zostanie w naszej pamięci na bardzo długo.

Dziennikarz - To były koncert zaplanowane, czy takie spontaniczne?

Z. Łapiński - Nie, właśnie nie. Raczej spontanicznie powstały z zapotrzebowania. Okazało się, że jedna szkoła miała nagle pretensje do drugiej, że ona idzie na koncert Kaczmarskiego a ta druga nie idzie, w związku z tym wykupiła bilety dla różnych klas, część była klas licealnych, część nawet ostatnich klas podstawowych, do tego dołączyło się też jakieś technikum, które usłyszało, że gramy już dwa koncerty, doszedł trzeci koncert. No więcej szkół chyba tam nie mają w tej Włodawie?

Jacek - Warto dodać, że my bardzo lubimy pracować ze Zbyszkiem i robić coś nowego ponieważ akurat byliśmy latem tego roku w trakcie pracy nad Sarmacją, nad nowym programem, uznaliśmy, że warto by wziąć przykład z profesjonalnych wykonawców i nowe utwory po prostu sprawdzić w kontakcie z publicznością i oczywiście najlepszym takim sprawdzianem jest mała serdeczna publiczność, taka której reakcje widzimy na wyciągnięcie ręki, w tej atmosferze, takiej jak przed dwudziestu laty, w atmosferze prywatności i porozumienia a nie atmosferze koncertu, gdzie sama scena, światła, mikrofony, oddzielają nas od tych ludzi, którzy chcą nas posłuchać.

Dziennikarz - Czy powstanie program Sarmatia, czy odkładacie to?

Z.Ł. - Nie no, oczywiście, że powstanie, już powstaje. Już prawie jest skończony, z tego co ja wiem. Brakuje nam jeszcze trzech czy czterech piosenek żeby ten program zakończyć i jeszcze kilku koncertów, żeby pozostałe piosenki sprawdzić.

Dziennikarz - A Przemek też pracuje nad tym programem?

Jacek - Przemek jak dotąd nie pracował nad nim ale też nie powiedział, że nie chce brać w nim udziału także to pozostaje jakby otwarte, ta sprawa pozostaje otwarta. Przemek z tego co wiem, ma wiele zajęć czy to w życiu prywatnym czy to w życiu zawodowym. No myśmy pracowali przez tydzień ze Zbyszkiem w Monachium u mnie, Przemek też miał przyjechać ale bez zaproszenia nie mógł, więc no po prostu rytmy życia dorosłych ludzi się bardzo często nie mogą nałożyć na siebie i stąd opóźnienia. Teksty do Sarmacji w zasadzie były gotowe w lutym i marcu tego roku. Jednym z powodów przyspieszenia ich prezentacji chociażby w małym gronie był, była moja niecierpliwość, nasza niecierpliwość...

Z.Ł. - No właśnie, właśnie chciałem o tym powiedzieć. Mieliśmy to w gruncie rzeczy zrobić na wiosnę, Jacek nie wytrzymał, zaczął pisać muzyki, to mnie z kolei zdopingowało, ponieważ udział autorski jest dużo bardziej interesujący niż udział wykonawczy. Jakoś do Przemka chyba nie dotarły te nasze emocje i pewnie dlatego to tak utknęło gdzieś między nami czyli między mną a Jackiem. Natomiast też prawdą jest, że nasz zapał twórczy jakby uległ sprzężeniu zwrotnemu jak jesteśmy we dwóch i wstawanie o szóstej rano po to żeby napisać nową piosenkę, budzenie siebie nawzajem, chyba to jest przykład na to, że chcemy bardzo skończyć ten program

J.K. - Warto powiedzieć, że ostatni raz budziliśmy się nawzajem w 1978 roku czyli 15 lat temu. Teraz właśnie w Monachium to się powtórzyło i aczkolwiek jesteśmy starsi i pół godziny zabrało ostre przeklinanie to Zbyszkowi udało się mnie namówić żeby o tej niechrześcijańskiej porze pracować.

Dziennikarz - Właściciel piwnicy powiedział, że dzisiaj na koncercie było około 80 osób i stwierdził, że to był rekord pojemności tego lokalu. Prawdopodobnie jeszcze kilka osób by się upchnęło a ja sobie pomyślałem w trakcie waszych występów dzisiaj, że to już kiedyś było i zastanawiam się czy ten nowy program będzie prezentowany właśnie w takich miejscach czy będzie znowu wielka trasa koncertowa, po teatrach, po wielkich halach sportowych na przykład...

Z.Ł. - Znaczy właściciel tej piwnicy powiedział jeszcze jedną rzecz, że pomyślał, że ponieważ to jest taka piwnica, że przyszło mało osób to może my zaśpiewamy jakieś lżejsze piosenki, tak byle jak, żeby tylko jakby zaistnieć i że my bardzo zaskoczyliśmy go ekspresją, dynamiką i tym wszystkim czym cieszymy się obaj, że w nas zostało...

Dziennikarz - No jak zwykle pewnie daliście z siebie wszystko...

Z.Ł. - No to widać! No akurat przez mikrofon to nie widać ale można uwierzyć...

J.K. - Można by powiedzieć, że jest to kwestia szacunku do samego siebie gdyby nie to, że my czerpiemy z tego kolosalną satysfakcję i przyjemność, właśnie z dawania z siebie wszystkiego, tego momentu kiedy my jakby przez skórę na odległość - no tu nie było dużej odległości - ale czujemy nawzajem wzajemne emocje, tak jak było 20 lat temu i to jest po prostu niepowtarzalne. Wracając do pytania, przypuszczam, że zrobimy normalną trasę, niekoniecznie po salach sportowych ale po dużych salach żeby po prostu wszyscy ludzie, którzy zechcą to obejrzeć, mogli to obejrzeć, wysłuchać, ale - powtarzam jeszcze raz - jeśli tylko istnieje możliwość czasowa my nie odmawiamy nikomu, a nawet prawdę mówiąc tego rodzaju koncerty o których mówiłem dla szkół, sprawdziły się już w zeszłym roku w Policach czy w Sokołowie Podlaskim, być może są dla nas nawet ważniejsze, bo w końcu młoda publiczność, jest dla nas tą publicznością, którą możemy jeszcze tymi piosenkami w jakiś sposób kształtować, jeszcze dać im coś poza teledyskami z MTV czy hard - rockiem czy heavy - metalem, podczas gdy dorosła publiczność to są ludzie jakby do nas przyzwyczajeni i wiedzą na co przychodzą i to już w ich życiu nic nie zmienia. Może to w czymś pomóc, może im się to podobać bardziej lub mniej, ale najwspanialsza jest świadomość kształtowania wrażliwości młodych ludzi, otwierania im oczu. Nie dalej jak dzisiaj na ulicy mnie zaczepił młody dwudziesto paroletni chłopak i po prostu podziękował za tych kilka lat kontaktów z naszą twórczością i to było po prostu najwspanialsze co można było sobie wyobrazić.

Z.Ł. - Natomiast mam nadzieję, że te koncerty właśnie dla młodzieży nie będą koncertami obligatoryjnymi. Myślę, że nie chcielibyśmy, żeby ktoś z przymusu, w czasie lekcji przychodził na nasz koncert...

J.K. - Na stopień...

Z.Ł. - Właśnie na stopień. Natomiast wydaje mi się, że jest szansa na znalezienie takiej formuły, żeby ta młodzież przychodziła z przyjemności i jednocześnie w ramach zajęć szkolnych. A też jest prawdą, że Jacek otrzymał propozycję wyszukania kilku piosenek czy też pani muzykolog sama wyszukała kilka piosenek, do książek właśnie obowiązkowych w szkole. No i będą klasówki z Kaczmarskiego, no niestety...

J.K. - I z Łapińskiego...

Janusz Deblessem
Audycja "Gitarą i piórem", III Program PR, 21 IX 1993r.

Nadesłał: Krzysztof Nowak
Przepisał: lodbrok
jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj