|
Nie uważam siebie za poetę
Nie uważam siebie za poetę. Nie szanuję słów tak jak na to zasługują. Nie jestem także tekściarzem. Nie składam wersów i nie szukam męskich rymów po to tylko, żeby napisać piosenkę. Czuję się jak odbiornik wędrujących tematów i nastrojów emitowanych przez ludzi, sytuacje, przedmioty, wydarzenia i czas, które formułują się we mnie w myśli i poglądy wartościujące. Wszystko co udało mi się napisać, to dla mnie dokument istnienia i działania powyższego procesu. Jeszcze myślę. Jeszcze mi się chce obserwować i oceniać. Jeszcze chce mi się czuć. To w końcu najbardziej optymistyczne, co może dziś spotkać kogokolwiek z nas. W tej baśni wszystko jest tak, jak chciałbym, żeby było, ale i tak, jak chciałbym, żeby nie było, a jak, niestety, jest. Przez to niekończący się dramat, napięcie, strach, nienawiść, sytuacje zmieniające się z wersu na wers szybciej, niż człowiek jest w stanie dostrzec i przyswoić. Stąd posądzenie o czarnowidztwo, najbardziej bezsensowne z posądzeń. Ten, kto czarno widzi - nic nie robi, bo według niego nie ma po co. Opuszcza ręce i zajmuje się swoimi sprawami, albo popełnia możliwie bezbolesne samobójstwo, odbierając przy tym temu aktowi wyższy, tragiczniejszy sens nadany mu przez tych, którym nie dano wytrzymać na tym padole. Ja - owszem - wierzę w katastrofy społeczne, ale i wierzę w niezniszczalność i bezcenność jednostki - zawsze poniżanej, zawsze unicestwianej na wszelkie sposoby i trwającej mimo to wciąż jako wartość najwyższa. To znaczy - u nas, bo są religie i systemy myślowe, które nie znają pojęcia jednostki, lub negują je. Unikam takich religii i systemów. Tych kilka tekstów, które przedstawiam jako komentarz do mojego autokomentarza, pochodzą z różnych okresów mojej sześcioletniej działalności. Nie wszystkie dają się czytać. Ale nie chodzi mi o ich urodę.
Nadesłała i przepisała: Teresa Drozda tekst dostępny także na stronie: http://strefapiosenki.pl |