Podejrzewam, że nie umiem wypoczywać. Zawsze, kiedy mam kilka dni wolnych i marzę, że położę się gdzieś na słoneczku i poczytam książkę, to już po dwóch dniach mam poczucie traconego czasu. Zabieram się więc za jakieś czynności: piszę, komponuję. Jeżeli jednak mam przed sobą perspektywę spędzenia dwóch tygodni bez żadnych zobowiązań, to chodzę na spacery z dzieckiem, czytam książki i staram się o niczym nie myśleć.

Rysuje się właśnie szansa, że będę mógł tak spędzić tydzień na początku lipca. Mamy z żoną taką chałupkę w Gorcach. To pierwsza nasza naprawdę własna rzecz, dotąd zawsze byliśmy w gościnie – ona spędziła na Zachodzie 20, ja 10 lat. Przez rok objeżdżaliśmy Mazury, które kojarzyły mi się z młodością – z rodzicami jeździłem tam na spływy kajakowe. Pewnego dnia żona powiedziała: Jacku, ale ja właściwie nie lubię jezior, może lepiej w górach. I znalazła domek w Szczawie.

Jest tam naprawdę bardzo pięknie – dużo lasów i Turbacz, gdzie też jako szczeniak łaziłem. Liczyłem, że będę się mógł tam zaszyć i pracować. Okazało się jednak, że rytm życia jest zbyt gorączkowy. To jednak wspaniałe miejsce do wypoczynku.

RFK
"Gazeta w Krakowie" (wyd. krakowskie), 28 VI 1995r.

Nadesłała: Ewa