Między nami na Antypodach

Między nami na Antypodach2015-08-29T00:53:22+00:00

Głos Warszawy:, 31 maja 1998

Wersja orginalna – jęz. angielski.

Jest znanym 41-letnim poetą i pieśniarzem, występuje jedynie z akompaniamentem gitary. W opozycji wobec reżimu komunistycznego i zaangażowany w wolnościowy ruch “Solidarności”, opuścił Polskę w październiku 1981 roku, niedługo przed wprowadzeniem stanu wojennego. Od 1984 do 1994 pracował w polskiej sekcji monachijskiego Radia Wolna Europa. Obecnie mieszka z żoną i córką w Perth, w Australii. Z powrotem w Polsce, w ramach trasy koncertowej, rozmawia z Wojtkiem Nerkowskim.

Co przywiodło Cię do Polski tym razem?

Chcę przedstawić nowy materiał. Poza tym, w produkcji jest moja nowa płyta zatytułowana “Między nami”. Zawiera 17 nowych piosenek, napisanych w ciągu ubiegłego roku, głównie w Australii. Poprosiłem Janusza Strobla i jego znakomitych muzyków jazzowych o przygotowanie dla mnie aranżacji. Piosenki traktują o życiu “pomiędzy” – pomiędzy nadzieją i rozpaczą, życiem i śmiercią. Album rozpoczyna się mitem o Prometeuszu, a kończy mitem o Orfeuszu. Będę śpiewał o życiu w rozdarciu między absurdem codzienności a poszukiwaniem sensu życia, o relacjach między artystą a światem, między dobrem a złem. Każda piosenka podejmuje inny temat, ale każdą z nich łączy to życie “pomiędzy”. Nagranie ma się ukazać równolegle do mojej trasy w maju i czerwcu.

Jakie masz plany w związku z wizytą w Polsce?

Przyjechałem w marcu i zagrałem kilka koncertów gratis dla przyjaciół oraz parę na rozgrzewkę. Przez miesiąc nie opuszczałem studia, pracując nad nową płytą. Po raz pierwszy w mojej 21-letniej karierze tak mocno koncentrowałem się nad muzyczną stroną nagrania. Kiedy moje piosenki były zakazane przez cenzurę, nie było możliwości – ani potrzeby – rozwijać technicznej strony mojej muzyki. Piosenki służyły po prostu jako broń polityczna przeciw reżimowi, co nie zawsze było moją intencją. Chociaż próbowałem eksperymentować z aranżacjami mojej muzyki parę razy. W 1984 rozpocząłem współpracę a Antonim Miłoszem, synem słynnego poety Czesława. Próbowaliśmy włączyć do piosenek elektroniczne instrumenty, co było szokującą nowością, ale ja zawsze szukam nowych sposobów na wyrażenie samego siebie. Patrząc na muzykę oczami innej osoby, myślącej w inny sposób, mającej inny styl, było bardzo ubogacającym doświadczeniem. Grałem również z muzykami jazzowymi w Niemczech i Szwajcarii, jako że zawsze potrzebowałem “wesprzeć drugą nogę”, jak powiedziałby nasz poprzedni prezydent, Lech Wałęsa. Muzyka zawsze towarzyszy moim wierszom, ale dla mnie – jako autora tekstów – zawsze będą ważniejsze słowa.

Czy muzyka stanowi jedyną przyczynę Twojej wizyty w Polsce?

Nie tylko. Jestem tu również, by promować moją nową powieść, “Plażę dla psów”, która wkrótce zostanie wydana. Jest to zbiór moich tekstów, poematów i piosenek.

Mieszkasz w Australii. Ale czy jest ona odpowiednia dla ciebie? Musisz spędzić 30 godzin w samolocie, ilekroć chcesz udać się do Polski!

Niezupełnie, lot trwa około 20 godzin, ale dla mnie nie jest to problemem, bo sprawia mi to dużą przyjemność. Zostawiam swoje życie w jednym miejscu, a nowe doświadczenia czekają na mnie w miejscu przeznaczenia. Przez 20 godzin nie muszę się zajmować żadnymi problemami. Australia pozwala mi zobaczyć Polskę i resztę świata z dystansu. Dlatego właśnie nie piszę pod wpływem impulsu, co daje moim tekstom uniwersalny wymiar. Trudno jest napisać o mrowisku będąc w środku. Mrówka nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że w nim żyje zanim nie ujrzy kształtu z zewnątrz. W Polsce spędzam czas bardzo aktywnie, gram piosenki, moi przyjaciele i rodzina żyją tutaj. Kiedy tylko tu przyjeżdżam, zmieniam się w “polityczne zwierzę” i momentalnie nasiąkam tutejszą rzeczywistością.

Czemu wybrałeś Australię jako swój nowy dom?

To mogłaby być również chata w polskich górach albo kajuta na północy kraju. Ale kiedy byłem w Australii pierwszy raz 11 lat temu, po prostu zakochałem się w tym kraju. Teraz, za każdym razem, gdy stamtąd wyjeżdżam, wiem, że moja rodzina jest bezpieczna – nie mam tego uczucia w Polsce.

Przeprowadziłeś się do Australii zauroczony nowym doświadczeniem. Ale jeśli kiedyś znudzi cię i ten kraj?

Być może, ale szczerze w to wątpię. To w końcu olbrzymi kontynent. Niektórym nie starcza życia, by to wszystko zobaczyć. Nie można porównać bezkresnych australijskich przestrzeni z czymkolwiek na świecie.

Nie brakuje ci bezpośredniego kontaktu z polskimi sprawami?

Życie tam daje mi poczucie zdrowego odcięcia od tego, co się w kraju dzieje, ale wcale nie czuję się odizolowany. Każda gazeta przychodzi najwyżej z 3-4-dniowym opóźnieniem. Jestem w kontakcie z moimi przyjaciółmi, którzy do mnie piszą, faksują i przysyłają swoje rzeczy. Jeżeli coś naprawdę ważnego dzieje się w Polsce, nawet australijska telewizja o tym wspomina. Niestety, jestem komputerowym analfabetą, nie umiem nawet korzystać z internetu.

RWE odegrało w twoim życiu ważną rolę. Jak się tam dostałeś?

Znalazłem się na Zachodzie przypadkiem. Jesienią 1981 roku, Przemek Gintrowski, Zbyszek Łapiński i ja pojechaliśmy do Francji zagrać parę koncertów jako reprezentanci ruchu wolnościowego “Solidarność”. Mieliśmy tam spędzić trzy dni, ale nasze występy zyskały taką popularność, że chcieliśmy przedłużyć nasz kontrakt. W związku z tym moi przyjaciele wrócili do Polski pozałatwiać formalności, a ja zostałem we Francji. Później nastąpił stan wojenny. Mieszkałem w Paryżu dwa lata, gdzie byłem jednym z założycieli Komitetu “Solidarności” , pomagając naszym prześladowanym przyjaciołom w Polsce. Jeździłem po świecie z koncertami, które miały zwrócić uwagę środowisk polonijnych na wydarzenia w kraju. Po dwóch latach, RWE wyszło z propozycją, bym przeprowadził się do Monachium i miał swój program nazwany “Kwadrans z Jackiem Kaczmarskim”.

Jakie są twoje wspomnienia tych 10 lat w Monachium?

Jestem bardzo dumny z tego, że miałem swój udział w europejskiej tradycji wolności. Ktoś powiedział mi, że roczny budżet RWE wynosił tyle, co cena systemu naprowadzania jednego myśliwca odrzutowego American Phantom. Nasz wpływ polityczny było ogromny, w tamtych czasach każdy słuchał radia.

Co się działo później?

Było lato roku 1994 i przyjechałem do Polski z koncertami, po raz pierwszy od czterech lat. Podjąłem na nowo pracę ze Zbyszkiem i Przemkiem. Kiedy RWE przestało nadawać, namówiłem żonę na podróż do Australii. Już wtedy wiedziałem, że chciałbym tam zamieszkać, ale musiałem jeszcze przekonać żonę. Wypełniliśmy potrzebne dokumenty i po 18 miesiącach mieszkania w Polsce przenieśliśmy się do Perth.

Czy to dlatego twoje piosenki już nie są zaangażowane politycznie?

To dlatego, że – moim zdaniem – polityka to zajęcie dla polityków, dziennikarzy i komentatorów. Ja zajmowałem się polityką, gdy było to zabronione i tylko nieliczni mieli na to możliwość lub odwagę. Poza tym sytuacja była wtedy klarowna. Był jasny podział na uciskających i uciśnionych. Każdy uczciwy człowiek pragnie wziąć stronę słabych. Moje piosenki nigdy nie były stricte polityczne, miały tylko polityczny kontekst albo temat. Miałem na myśli coś bardziej uniwersalnego – kondycję człowieka w nowoczesnym świecie, problemy człowieka z samym sobą i otaczającą go rzeczywistością.

Jakie są twoje bieżące plany wydawnicze i muzyczne?

Myślę o kontynuacji “Plaży dla psów”. Warto rozwinąć niektóre wątki. Myślę również o większym projekcie muzycznym – operze na podstawie poematu Juliusza Słowackiego pt. “Beniowski”. Noszę się z tym zamiarem już osiem lat, ale to poważne przedsięwzięcie, rok wytężonej pracy. Również mój najnowszy materiał może stanowić nowy program.

A co z filmem na podstawie twojej pierwsze powieści, “Autoportretu z kanalią”?

Z tego, co wiem, producentom nadal brakuje wystarczających środków. Pierwsza wersja scenariusza jest gotowa, czeka na swój szczęśliwy dzień.

"The Warsaw Voice", 31 V 1998r.

Tłumaczenie: Przemysław Grudziński – gredler
Korekta: thomas.neverny
Podziękowania dla thomasa.neverny’ego,Przemysława Grudzińskiego i Huberta Kaźmierskiego za pomoc w publikacji wywiadu.