Jacek Karczmarski kochał nasz kraj ponad wszystko. Australia była dla niego ucieczką, ale tam chorował na Polskę, tęsknił, tylko tu mógł występować, tu się spalał. Potem wracał tam, by odpocząć – wspomina zmarłego poetę jeden z jego przyjaciół Eugeniusz Smolar.

Według Smolara, Karczmarski żywo interesował się wszystkim, co działo się w życiu publicznym kraju. Kiedy przyjeżdżał do Polski, oglądał wszystkie wydania dzienników telewizyjnych i słuchał informacji w radiu.

Do kiedy pozwalało mu zdrowie, starał się też występować przed polską publicznością. “Za każdym razem, kiedy dawał koncert, dziwił się na nowo, że przychodzą go słuchać nie tylko jego rówieśnicy, ale też nastolatki. Miał z nimi świetny kontakt” – powiedział Smolar, którego zdaniem to właśnie nad niemożnością koncertowania ubolewał najbardziej, kiedy zachorował.

“Brakowało mu bezpośredniego kontaktu z publicznością. Dla niego każdy odbiorca – czy to wielotysięczna sala, czy grono kilkunastu ludzi, którym śpiewał w prywatnym mieszkaniu – to było poważne wyzwanie” – wspomina Smolar.

Choroba sprawiła, że poszukiwał innych, poetyckich form wyrazu – dużo pisał. Smolar nazywa go “malarzem słowa”.

Jak twierdzi, poeta niesłychanie mocno przeżywał swoją chorobę. “Ona mu ukazała granicę ludzkich możliwości, kazała spojrzeć głębiej na ludzi i na siebie. Do końca liczył na jej pokonanie, zresztą wszystkie badania taką nadzieję w nim podtrzymywały, wskazywały wręcz, że nie ma już raka. Okazało się, że jest zupełnie inaczej” – dodał Smolar.

Eugeniusz Smolar

(PAP)